Kontrowersyjny historyk odszedł z lubelskiego IPN. Nieoficjalnie: Ma trafić do centrali

Kontrowersyjny szef Biura Edukacji Narodowej IPN w Lublinie, który zasłynął zatrudnieniem w nim narodowców i piłkami plażowymi z polskim godłem, odszedł ze stanowiska. Według nieoficjalnych informacji dr hab. Tomasz Panfil ma teraz pracować w centrali Instytutu Pamięci Narodowej.
Zobacz wideo

Dr hab. Tomasz Panfil w 2017 roku został pełniącym obowiązki naczelnika Biura Edukacji Narodowej Instytutu Pamięci Narodowej w Lublinie. Nominacja wywołała spore zdziwienie w środowisku historyków. W przeszłości jego zainteresowania naukowe koncentrowały się wokół heraldyki i numizmatyki. Był autorem kontrowersyjnej opinii dla sądu - na temat swastyki. Napisał, że nie musi być symbolem nazistowskim, a połączenia orła z krzyżem celtyckim oraz napis 'White Power' są "niezręczne" i "wewnątrz sprzeczne", ale "intencje projektanta były patriotyczne".

Gdy trafił do IPN, stał się specjalistą od historii najnowszej. Choć wcześniej nie miał w dorobku znaczących publikacji na ten temat. "Zasłynął" wywiadem dla "Gazety Polskiej" w którym stwierdził, że "po agresji Niemiec sytuacja Żydów nie wyglądała bardzo źle".

Przeorganizował biuro i doprowadził do zatrudnienia nowych pracowników, w tym osób związanych ze środowiskiem narodowym. To dr Panfil decydował albo współdecydował o  warsztatach, lekcjach, konkursach dla młodzieży;które organizował IPN oraz o grach edukacyjnych i gadżetach. Pisaliśmy m.in. o biało - czerwonych piłkach plażowych z polskim godłem czy parasolach w podobnej szacie graficznej.

Zwolnienie czy awans?

Tuż przed 1 kwietnia historyk ogłosił na Facebooku, że odchodzi. Napisał między innymi, że "starał się robić rzeczy dobre i słuszne". "Wszystkich, z którymi miałem sposobność współpracować dziękuję, jeśli kogoś zawiodłem, przepraszam" - napisał.

- Na pewno nie odszedł ze stanowiska naczelnika biura edukacji z własnej inicjatywy. Złożyło się na to wiele czynników, w tym ten Sahryń i wypowiedź o zbrodni w Wierzchowinach - mówią nam osoby, które znają temat. Kilka tygodni temu dr hab. Tomasz Panfil dość nieoczekiwanie pojawił się na uroczystościach rocznicowych w Sahryniu.

To miejscowość, w której żołnierze Armii Krajowej w 10 marca 1944 roku zabili ponad 600 osób (głównie kobiety i dzieci; obywateli polskich narodowości ukraińskiej). Przyjechał jako delegat lubelskiego IPN, by złożyć kwiaty, oddać hołd  ofiarom. Było to dla wielu mocno zaskakujące. Gdy część środowisk prawicowych i kombatanckich mu to wypomniała, tłumaczył (m.in. pod jednym z tekstów w internecie), że wykonywał "polecenie służbowe".

- Na pewno nie było mu to na rękę, że musiał tam być. Bo to jednak nie jego "bajka". Opuścił spotkanie jeszcze przed jego zakończeniem. Ale z tego, co wiem, środowiska prawicowe miały mu za złe coś jeszcze. Że będąc w Sahryniu, nie złożył kwiatów pod krzyżem upamiętniającym śmierć polskiej zakonnicy i kilku jej podopiecznych, zamordowanych z kolei przez Ukraińców - mówi nasz rozmówca, który uczestniczył w uroczystościach rocznicowych.

Czytaj także: Wojewoda lubelski dopatrzył się znieważenia narodu. Ale prokuratura umorzyła śledztwo ws. słów o zbrodni w Sahryniu

Historykowi z IPN wypominano coś jeszcze. Na początku marca w wywiadzie dla TVP Info powiedział, że brutalnej zbrodni w miejscowości Wierzchowiny na Lubelszczyźnie, gdzie w czerwcu 1945 roku zginęło blisko 200 Ukraińców, dokonali żołnierze 27. Wołyńskiej Dywizji Piechoty AK. - Nie wspomniał ani słowem, że byli to partyzanci Narodowych Sił Zbrojnych. Mimo że jest to historycznie udokumentowane. To jest ewidentne fałszowanie historii i wybielanie NSZ. Nie jest tajemnicą, że to wywołało oburzenie w środowisku "Wołyniaków" – słyszymy od jednej z osób, która "siedzi" w tym temacie. Ponoć były nawet oficjalne protesty środowisk kresowych i kombatanckich. – Wychodzi na to, że przeciwko Tomaszowi Panfilowi tym razem wystąpili ci, z którymi wcześniej współpracował – mówią nasi rozmówcy. 

Choć kontrowersyjny historyk odchodzi z lubelskiego IPN, to nasi informatorzy są przekonani, że "krzywda mu się nie stanie". - Z naszych informacji wynika, że ma być teraz zatrudniony nie przez lubelski oddział IPN, ale przez centralę Instytutu, na stanowisku jakiegoś eksperta do spraw multimediów. Nikt na razie nie wie, co to dokładnie znaczy - twierdzą osoby bliskie sprawy. 

Wysłaliśmy do centrali IPN pytanie o obecny status Tomasza Panfila w tej instytucji. Poprosiliśmy o udzielenie informacji, w jakim charakterze i na jakim stanowisku został zatrudniony w centrali IPN i czym ma się obecnie zajmować. Nadal czekamy na odpowiedź. 

W Lublinie liczą na normalność

Odejście Tomasza Panfila ucieszyło historyków z województwa lubelskiego. Nauczyciele, z którymi rozmawialiśmy, a którzy współpracowali z Instytutem Pamięci Narodowej przed "dobrą zmianą", bardzo chwalili przygotowywane wtedy Teki Edukacyjne - pomoc dydaktyczną dla nauczycieli historii - oraz organizowane spotkania z wybitnymi historykami. Cenili profesjonalizm i doświadczenie edukacyjne ówczesnych pracowników IPN. Mówił nam o tym m.in. Krzysztof Styczyński, wieloletni nauczyciel historii w renomowanym III LO w Lublinie. Podkreślał, że za poprzedniego kierownictwa IPN jego uczniowie często brali udział w debatach, warsztatach, spotkaniach, lekcjach w instytucie. Dziś nie ma o tym mowy. - Wcześniej to było wielopłaszczyznowe spojrzenie na historię, a nie tylko w jednym wymiarze - stwierdził nauczyciel.

Dostaliśmy z lubelskiego IPN, na naszą prośbę, wykaz zajęć edukacyjnych, które zostały zorganizowane za rządów kontrowersyjnego historyka. To głównie wykłady i spotkania, przy czym wiele z nich dotyczyło działalności "Żołnierzy Wyklętych" (prowadzone były głównie przez Tomasza Panfila i jego najbliższych współpracowników). Sporo było też spotkań poświęconych odzyskaniu przez Polskę niepodległości (2018 rok był rokiem 100 rocznicy świętowania tego wydarzenia).

- Może teraz edukacja, choć w części, wróci do normalności - słyszymy od lubelskich historyków. Pełniącą obowiązki naczelnika Biura Edukacji Narodowej została Magdalena Śladecka, która pracuje w IPN praktycznie od jego powstania. Potwierdził nam to Dawid Florczak, rzecznik lubelskiego IPN. – Pani Magdalena jest fachowcem, jest bardzo merytoryczna – zapewniają ci, którzy ją znają.

Wiele osób oczekuje też, że wróci Agnieszka Jaczyńska (za Panfila poszła na urlop bezpłatny), która wcześniej kierowała biurem. - Bardzo jej brakuje. Pani Agnieszka to fachowiec - mówili nam już wcześniej nauczyciele z lubelskich szkół.

DOSTĘP PREMIUM