Pat rozmów związkowców z rządem. Strajk nauczycieli nie będzie wstrzymany

- Nie zachodzą żadne przesłanki, które dawałyby nam legitymację do dyskusji o wstrzymaniu akcji strajkowej - powiedział szef Związku Nauczycielstwa Polskiego Sławomir Broniarz. Bezterminowy strajk nauczycieli ma się zacząć w najbliższy poniedziałek, 8 kwietnia.
Zobacz wideo

W piątek rano rozpoczęło się kolejne nadzwyczajne posiedzenie Prezydium Rady Dialogu Społecznego poświęcone sytuacji w oświacie. Wicepremier Beata Szydło przedstawiła "nowy pakt społeczny dla oświaty", który zakłada zmiany systemowe i wzrost wynagrodzeń nauczycieli. Ale rządowe propozycje nie przekonały nauczycielskich związków.

Sławomir Broniarz - po zakończeniu rozmów - powiedział, że związki zawodowe przedstawiły swoją wspólną, zmodyfikowaną wielokrotnie propozycję wzrostu wynagrodzeń nauczycieli, a strona rządowa "w ogóle się do niej nie odniosła". 

Przypomnijmy, początkowo Związek Nauczycielstwa Polskiego domagał się 1000 złotych (brutto) podwyżki dla nauczycieli. Na początku tygodnia złagodził stanowisko. Największy nauczycielski związek chce, by wzrost o 30 proc. rozłożyć na dwie raty: 15 proc. od 1 stycznia, 15 proc. od 1 września 2019 roku. Broniarz podkreślił, że ustępstwa związków zawodowych sięgają już 10 mld zł. - A więc to nie jest tak, że jesteśmy nieelastyczni, nie chcemy na ten temat rozmawiać - dodał

Strajk nauczycieli. Co zaproponował rząd?

W trakcie piątkowych rozmów rząd zaproponował nauczycielom, że w wariancie podwyższenia pensum do 22 godz. podwyżki dla nauczyciela dyplomowanego mają być realizowane stopniowo. I tak w 2020 roku nauczyciele mieliby zarabiać 6128 zł, w 2021 roku - 6653 zł, 2022 roku - 7179 zł, a w 2023 r. - 7704 zł.

Propozycja rządu dla nauczyciela dyplomowanego w wariancie pensum 24 godz. to: w 2020 roku - 6335 zł, 2021 roku - 7434 zł, 2022 roku - 7800 zł; 2023 roku - 8100 zł.

- Przystępujemy do prac nad zmianami systemowymi. Do połowy maja przygotowujemy założenia projektu ustawy, do końca czerwca zakończymy proces legislacyjny i od nowego roku szkolnego wchodzimy już z tym nowym projektem, z tymi zmianami - powiedziała w piątek wicepremier Beata Szydło. 

Strajk nauczycieli. "Puste deklaracje"

- Epatowanie opinii publicznej faktem, że nauczyciele będą zarabiali w roku 2023 kwotę ponad 8 tys. zł, przy braku odpowiedzi na pytanie, ile będzie wynosiło wynagrodzenie zasadnicze, jest pustą deklaracją - skomentował te propozycje szef Związku Nauczycielstwa Polskiego. - Antycypowanie zdarzeń przyszłych i niepewnych za cztery lata przy braku wiedzy, jaka będzie wtedy dynamika wzrostu gospodarczego, jest tylko i wyłącznie próbą powiedzenia, że coś oferujemy, ale nie jesteśmy przekonani, czy to będzie miało rację bytu - dodał.

Sławomir Broniarz podkreślił jednak, że związkowcy cały czas są otwarci na rozmowy i na rozpatrzenie stanowiska strony rządowej, ale tylko po załatwieniu ich postulatu.

- Forum Związków Zawodowych również nie znajduje podstaw do tego, żeby zawiesić czy wstrzymać wykonanie uchwał władz krajowych. Wobec tego 8 kwietnia rozpoczyna się bezterminowy strajk w polskiej oświacie - powiedział Sławomir Wittkowicz z należącego do FZZ Wolnego Związku Zawodowego Solidarność Oświata.

"Ochłapy rzucone pracownikom i nauczycielom"

W swoim wystąpieniu podkreślił, że rząd nie realizuje ustalonych zobowiązań. - Umówiliśmy się, że strony przedstawiają swoje stanowiska na piśmie. Ze strony związków wykonaliśmy to co do milimetra. Niestety odpowiedzi strony rządowej są odpowiedziami ustnymi - powiedział dodając, że z najnowszymi propozycjami rządu związki zapoznały się dopiero podczas konferencji wicepremier Szydło.

Wittkowicz stwierdził ponadto, że na 40 godzin przed strajkiem strona rządowa "podsyca niepokoje" i "gasi pożar dolewając do niego benzyny lub innego łatwopalnego środka". - Jeżeli do tego strajku w poniedziałek dojdzie, a dzisiaj na 99 proc. wygląda, że tak się stanie, to jest odpowiedzialność personalnie osób negocjujących ze strony rządowej z panią Beata Szydło na czele - przekonywał.

- Nie podpiszemy propozycji porozumienia, która będzie oznaczać tylko i wyłącznie, że na stole leżą ochłapy rzucone pracownikom i nauczycielom. To jest niepoważne podejście - stwierdził stanowczo Wittkowicz.

Na koniec podkreślił, że zaoferowana przez rząd "propozycja podniesienia pensum oznacza, że rząd proponuje zwolnienie od 20 do 33 proc. dzisiaj pracujących nauczycieli".

Solidarność rozczarowana propozycją rządu

Ryszard Proksa, szef Krajowej Sekcji Oświaty i Wychowania NSZZ "Solidarność" również sceptycznie odniósł się do deklaracji strony rządzącej. - Jesteśmy trochę rozczarowani, ponieważ nasz związek szczególnie akcentował zmianę systemu wynagrodzenia i chcieliśmy przepracować ten punkt, szczególnie jako punkt, który będzie podstawą do zmiany w systemie edukacji - powiedział po spotkaniu Proksa.

Zaznaczył, że Solidarność została "zaskoczona nową propozycją rządu". - Jako związek zawodowy sceptycznie się do tego odnosimy, ponieważ to niesie za sobą dość liczne zwolnienia pracowników i na to na pewno się nie zgodzimy - podkreślił. - Nie bylibyśmy związkiem zawodowym, który by robił coś takiego, że zwalnia 10 czy 20 proc. pracowników, żeby reszta mogła lepiej zarabiać, nie o to nam chodzi - dodał.

Proksa podkreślił, że "na dzień dzisiejszy nie ma porozumienia" z rządem.

Termin zapowiedzianego protestu (8 kwietnia) zbiega się z zaplanowanymi na kwiecień egzaminami zewnętrznymi: 10, 11 i 12 kwietnia ma odbyć się egzamin gimnazjalny, 15, 16 i 17 kwietnia - egzamin ósmoklasisty, a 6 maja powinny rozpocząć się matury.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM