Nauczycielka o propozycji Beaty Szydło. "Niewiarygodne, że ona padła"

To niewiarygodne, że ta propozycja padła - stwierdziła na antenie TOK FM Iga Kazimierczyk, nauczycielka i ekspertka fundacji "Przestrzeń dla edukacji". Oceniła, że wygląda to tak, jakby rządzący wierzyli, że opłaca im się pójść w spór z nauczycielami.
Zobacz wideo

Wicepremier Szydło apeluje do nauczycieli o wzięcie odpowiedzialności za egzaminy - zauważył na początku prowadzący audycję Połączenie Jakub Janiszewski. - To rząd Mateusza Morawieckiego i pani minister Anna Zalewska odpowiadają za to, co się dziś wydarzyło - mówiła gościni programu Iga Kazimierczyk, nauczycielka i ekspertka fundacji "Przestrzeń dla edukacji".

Przypomnijmy, w piątek rano po dniu przerwy wznowiono rozmowy rządu z nauczycielskimi związkami w sprawie sytuacji w oświacie. - ZNP wycofało się z postulowanych wcześniej 1000 tys zł brutto podwyżki, a zaproponowało 30 proc. brutto. Dziś rano okazało, że rząd chyba bardzo tego strajku chce, bo zaproponował nie podwyżkę, ale podwyższenie czasu pracy, pensum 24-godzinne, czyli będziemy pracować więcej za mniej. Nawet "Solidarność", która była gotowa podpisać porozumienie, powiedziała, że to oznacza zwolnienia w oświacie, jeśli taka propozycja zostałaby przyjęta. To niewiarygodne, że ta propozycja padła - stwierdziła Iga Kazimierczyk.

Oceniła, że wygląda to tak, "jakby rządzący wierzyli, że im się opłaca w ten spór pójść i piątkowa propozycja ze strony Beaty Szydło o tym świadczy". - Jest to przedziwne, nieodpowiedzialne - podkreślała Kazimierczyk. Krytycznie oceniła też język, jakim przedstawiono propozycje. - W pakiecie porozumienia są takie sformułowania, ze negocjujący mogli się mocno oburzyć. Pada w nim zdanie, że polscy nauczyciele,  np. pracują mniej niż średnia OECD i na polskiego nauczyciela przypada średnio mniej uczniów niż w innych krajach - wyliczała nauczycielka. 

Strajk nauczycieli. "Najlepiej, by nie były uciążliwe"

Jakub Janiszewski, dziennikarz TOK FM wyraził opinię, że dzięki temu łatwiej będzie mówić, że nauczyciele mają żądania z kosmosu i są nierobami. - Jestem gotowa założyć się, jak to będzie wyglądało w wiadomościach. Rząd przedstawił nauczycielom propozycje, że do 2023 roku będą zarabiać więcej, a oni ją odrzucili. Wygląda jakby rządzący chcieli się przygotować przed strajkiem i pokazać, że to wina nauczycieli, bo oni chcieli się porozumieć. A skąd pani Szydło wie, jaka będzie pensja zasadnicza w 2023? - zżymała się Kazimierczyk.

Ekspertka uzasadniała też, dlaczego związkowcy zdecydowali się na strajk w terminie egzaminów kończących podstawówkę i gimnazjum. - Najlepiej, by strajki były nieuciążliwe i nikt ich nie zauważył. Strajk jest czymś innym, ma być dotkliwy. Nauczyciele od początku mówią, że ma być zauważalny. To są bardzo poważne sprawy. Temat podwójnego rocznika w ogóle się nie pojawia w narracji MEN. Słyszymy jedynie komunikaty: wszystko będzie w porządku, zaufajcie nam - mówiła nauczycielka. 

Jakub Janiszewski stwierdził, że patrząc na porozumienie z lekarzami rezydentami, które nie jest do końca realizowane, to może lepiej, żeby ten strajk się odbył. - Na to wychodzi. Zamieszanie które jest przy egzaminach jest stresujące i trudne, te dzieci dużo przeżyły i jeszcze dużo przejdą. Patrząc na porozumienie z lekarzami, widać było jakieś próby negocjacji, a tu ich nie ma. Wygląda to, jakby rządzący przychodzili uderzyć w twarz - skwitowała ekspertka.

DOSTĘP PREMIUM