Była minister edukacji Katarzyna Hall o strajku: Bitwa rozgrywa się o szacunek do tego zawodu, do ciężkiej pracy nauczyciela

- Każdy protest, żeby był zauważalny, musi być w jakiś sposób dotkliwy - powiedziała w Poranku TOK FM Katarzyna Hall, była minister edukacji narodowej. Nauczyciele strajkują drugi dzień. W środę (jutro) powinny zacząć się egzaminy gimnazjalne, ale nie wiadomo, czy z powodu strajku uda się je przeprowadzić.
Zobacz wideo

Wtorek to drugi dzień ogólnopolskiego strajku nauczycieli. Rząd nie doszedł do ugody ze Związkiem Nauczycielstwa Polskiego i Forum Związków Zawodowych, które domagały się podwyżki wynagrodzenia zasadniczego. Porozumienie ze stroną rządzącą podpisała tylko oświatowa "Solidarność". Mimo to część nauczycieli z tego związku też przystąpiła do strajku. Według danych ZNP w całej Polsce strajkuje około 15 tys. placówek. 

Prowadzący Poranek TOK FM Jan Wróbel pytał byłą minister edukacji Katarzynę Hall o to, kto powinien decydować o wysokości płacy nauczycieli. - Dziś mamy pewne centralne regulacje, które ustalają tzw. minimalne stawki wynagrodzenia zasadniczego i od nich cała reszta zależy. W jakimś sensie tym są związani dyrektorzy szkół i jednostki samorządu terytorialnego. Ale trzeba też pamiętać, że nawet jeżeli mamy dobrą wolę i chęć docenienia poprzez różnego rodzaju dodatki dobrych nauczycieli w szkołach, to nie każda gmina ma możliwość dodania do tego więcej pieniędzy - powiedziała była minister.

- Istnieje system dzielenia pieniędzy, których zawsze jest za mało, w sposób centralny. W tych samorządach, szczególnie biedniejszych, nie bardzo jest z czego dokładać do tej edukacji i szczególnie tam nauczyciele są w bardzo trudnej sytuacji - dopowiedziała Hall.

"Walka o przetrwanie"

Katarzyna Hall zaznaczyła, że obecnie rozgrywa się bitwa o szacunek do zawodu nauczyciela i jego ciężką pracę. - Ja się cieszę z pewnego paradoksu, który teraz nastąpił, że wreszcie pojawiły się pozytywne historie pracy nauczycieli. Zaczęto ich pytać, jak oni pracują, co jest dla nich ważne i dlaczego właściwie protestują - wskazała. 

Zaznaczyła, że nauczyciele nie wybierają tego zawodu ze względów finansowych, ale z racji na "innego rodzaju satysfakcje". - Tymczasem ostatnio nawet te inne satysfakcje chciano nauczycielom zabrać. Różnego rodzaju napięcia, które nastąpiły w systemie edukacji, wynikają z przeładowania programów i niepewności, czy w ogóle będziemy mieli pracę od września - wyjaśniała była szefowa MEN. Zaznaczyła, że obecnie wielu nauczycieli zamiast skupić się na tym, jak ciekawie przeprowadzić zajęcia, koncentruje się na zwykłej walce o przetrwanie. 

Czytaj też: Mariusz Błaszczak: Zależy nam na tym, żeby dzieci mogły przystąpić do egzaminów>>>

Katarzyna Hall przypomniała, że już trzy lata temu, kiedy niepokojące zmiany w edukacji zaczęły być wprowadzane, pojawiały się pierwsze głosy sprzeciwu i obaw. - Wtedy jednak trudno było uruchomić większy protest, bo energia była rozproszona. Dopiero dzisiejsza sytuacja doprowadziła do przesilenia - mówiła. Przekonywała, że praca nauczyciela jest bardzo ważna i powinna być doceniana.  

Zdaniem byłej minister edukacji warto dyskutować o zmianach w systemie oświaty dotyczących m.in. zmiany wynagrodzeń czy unowocześnienia nauczania. - Jednak pewne rzeczy muszą być zagwarantowane na minimalnym poziomie. Niestety jesteśmy w sytuacji, gdzie zwyczajnie kołdra jest za krótka. Zanim zaczniemy myśleć o tym, jak i co ulepszać, to w tej chwili jesteśmy cały czas na etapie dyskusji o minimum i to minimum jest obecnie nieprzyzwoite - przekonywała była szefowa MEN.

- Dopóki to minimum nie będzie przyzwoite, to dyskusja o tym, że jeszcze coś trzeba ulepszyć, jest zamrożona - dodała. Wskazała, że obecnie młodzi nauczyciele mają problem z tym, aby "dotrwać do pierwszego".   

Co z egzaminami?

Zgodnie z planem w środę mają rozpocząć się egzaminy gimnazjalne, w poniedziałek 15 kwietnia - ósmoklasisty, a 6 maja - matury. Ze względu na strajk nauczycieli w niektórych szkołach mogą się one nie odbyć. - Czy uważa pani, że to jest fair? - pytał gospodarz Poranka Radia TOK FM Jan Wróbel.

- Ja pamiętam ze swojej praktyki szkolnej rok 1993, gdzie w bardzo wielu szkołach nie odbyła się matura. Przeżyliśmy jakoś ten rok. Odbyła się w innym terminie i życie toczyło się dalej - powiedziała Katarzyna Hall. 

- Obserwuję sytuację w wielu szkołach i widzę, że nawet tam, gdzie jest dość ostra atmosfera strajkowa, mądrzy dyrektorzy starają się wymyślić coś, żeby utworzyć zespoły nadzorujące i przeprowadzić egzamin - mówiła była minister.

Zdaniem Hall "każdy protest, żeby był zauważalny, musi być w jakiś sposób dotkliwy". - Jak jest egzamin, to mamy wydarzenie, które robi się bardziej istotne i zauważalne w oczach opinii publicznej - stwierdziła była szefowa MEN.

Dopytywana, czy gdyby nadal była ministrem edukacji, apelowałaby do nauczycieli, aby przerwali strajk na czas egzaminów, powiedziała: Do dyrektorów bym zaapelowała, aby próbowali jakoś sprostać temu wyzwaniu.

- Na poziomie dyrektora jakieś rozwiązania awaryjne są możliwe. Pamiętajmy, że jest jeszcze termin czerwcowy. Moja interpretacja jest taka, że jeśli jakiś uczeń nie mógł przystąpić do egzaminu w pierwszym terminie, to ma prawo do terminu czerwcowego. (...) Choć jeśli tych zdających będzie dużo, to CKE może mieć spory problem ze sprawdzeniem tych egzaminów na czas - powiedziała była minister edukacji Katarzyna Hall.

DOSTĘP PREMIUM