Nauczycielka z Solidarności: Czujemy się zdradzeni. Jesteśmy zmuszeni do podjęcia akcji strajkowej

- Nie przypominam sobie przez 21 lat mojej pracy, żeby wylewano na nas takie wiadra pomyj, jak to się teraz dzieje - oceniła w TOK FM Małgorzata Misztal-Zarembska. Nauczycielka ze SP nr 2 w Zamościu i członkini zarządu tamtejszej Solidarności bierze udział w strajku nauczycieli.
Zobacz wideo

Działacze Solidarności biorą udział w rozpoczętym wczoraj strajku, choć ich lider - przewodniczący oświatowej "S" Ryszard Proksa podpisał w niedzielę porozumienie z rządem. I apelował, by członkowie związku wstrzymali się od protestu. Ale związkowcy przewodniczącego Proksy nie posłuchali, część z nich w poniedziałek przystąpiła do ogólnopolskiego strajku.

Jedną z nich jest Małgorzata Misztal-Zarembska, nauczycielka Szkoły Podstawowej nr 2 w Zamościu i członkini zarządu Solidarności w tym mieście. - My myślimy samodzielnie i podejmujemy samodzielne decyzje. Nie jesteśmy jakoś ubezwłasnowolnieni w tym zakresie - tak odpowiadała w TOK FM na pytania o powody przystąpienia do strajku.

Nauczycielka zaznaczyła, że działacze Solidarności byli decyzją Proksy zaskoczeni. Udział w strajku jest też oznaką niezgody wobec tego, co się wydarzyło. - Czujemy się, mówiąc wprost, zdradzeni i to jest przykre podwójnie. Jesteśmy zmuszeni do podjęcia akcji strajkowej, druga strona nas zawiodła - przekonywała Misztal-Zarembska w rozmowie z Piotrem Maślakiem.  I podkreśliła, że postulaty nauczycieli z Solidarności - wbrew temu, co mówił Ryszard Proksa - nie zostały spełnione.

- Podjęliśmy protest, spór zbiorowy, wnosząc o coś innego (o realizację innych postulatów). Dlatego też nie ma naszej zgody. Jesteśmy rozgoryczeni - mówiła. Jak dodała, "głosem Solidarności są członkowie, a niekoniecznie tzw. góra". - Nie myślałam, że będę postawiona w tak podwójnie trudnej sytuacji, choć myślę, że jestem na właściwym miejscu. Walczę o to, co chciałam robić w życiu i robię to dla dobra dzieci - przekonywała.

"Walczymy o godną pracę i płacę"

Nauczycielka przyznała też, że ma wsparcie od przewodniczącej zamojskiej Solidarności i jest w porozumieniu z lokalnymi władzami Związku Nauczycielstwa Polskiego. - My się na dole dogadujemy, bo mamy wspólny cel. Walczymy o jedno: o godną pracę, płacę i dobro dzieci. Rodzice też podnoszą argumenty, że rozumieją nasze stanowisko. Wiedzą, dlaczego jesteśmy zmuszeni do takich działań - mówiła.

Dopytywana, co czuje, kiedy słyszy komentarze, że "jest na usługach szefa ZNP Sławomira Broniarza" stwierdziła, że nie chce się wypowiadać na temat polityki. - Nie uprawiam polityki, nie należę do żadnej partii. Jestem nauczycielem, który podjął akcję strajkową - podkreśliła. Przyznała jednak, że zdaje sobie sprawę z tego, iż protest jest upolityczniony, zwłaszcza w obliczu nadchodzących wyborów.

Małgorzata Misztal-Zarembska dużo mówiła w TOK FM o hejcie, z którym w ostatnich dniach i tygodniach muszą borykać się nauczyciele. - Nie chciałabym brzydko tego określać, ale tak jak zostaliśmy zeszmaceni w ostatnim czasie, to tego nie było chyba nigdy w historii. Nie przypominam sobie przez 21 lat mojej pracy, żeby na nas wylewano takie wiadra pomyj, jak to się teraz dzieje. Bez żadnego zastanowienia, bez refleksji. To jest przytłaczające - oceniła.

Nauczycielka z Zamościa podkreśliła też, że nauczyciele wspierają siebie nawzajem, a od negatywnych rzeczy znalezionych w internecie starają się odcinać. - My tutaj w szkole się dogadujemy bez względu na przynależność związkową. Większość nauczycieli jest zresztą niezrzeszona. To, co robimy, że stajemy wspólnie, to jest ogromne wsparcie - podsumowała nauczycielka języka niemieckiego z ponad 20-letnim stażem.

Strajk jest bezterminowy

Rozpoczęty w poniedziałek strajk nauczycieli jest bezterminowy. Pokrywa się z zaplanowanymi egzaminami gimnazjalnymi (które mają rozpocząć się już jutro 10 kwietnia) oraz ósmoklasistów (15-17 kwietnia). 6 maja mają rozpocząć się matury. Szef kancelarii premiera Michał Dworczyk mówił w TOK FM, że w niektórych placówkach egzaminy mogą nie odbyć się zgodnie z planem. Dyrektor Centralnej Komisji Egzaminacyjnej Marcin Smolik przekonywał z kolei, że wszystko okaże się dopiero w dniach egzaminu. Wyraził nadzieję, że nauczyciele wtedy przerwą strajk. Jeśli nie, działania CKE mają być uzależnione od tego, ilu uczniów nie przystąpi do egzaminów. Istnieje termin dodatkowy - w czerwcu.  

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM