Czasem to wygodnictwo rodziny, czasem przemęczenie opiekuna. Tak seniorzy na święta trafiają do szpitala

Sytuacja w tym roku może być ciężka, bo praktycznie zaraz po świętach zaczyna się majówka. - Zdarza się, że np. ludzie mówią, że babcia właśnie przestała wstawać. A potem przy badaniu widzi się odleżyny i wiadomo, że nie wstaje już długo - mówi nam lekarka.
Zobacz wideo

Na warszawskich izbach przyjęć i SOR-ach oraz w gabinetach lekarzy rodzinnych pojawiły się plakaty z apelem: Buduj więzi, święta spędź z rodziną. To druga edycja kampanii społecznej #WspólneŚwięta, mającej na celu uwrażliwienie na problem pozostawiania osób starszych w szpitalu, bez wskazań medycznych, na czas Świąt. Prowadzi ją Okręgowa Izba Lekarska w Warszawie. Pierwsza miała miejsce przed Bożym Narodzeniem, wtedy hasło na plakatach było mocniejsze: "szpital to nie przechowalnia". 

Dlaczego taka akcja jest potrzebna? To autentyczny przypadek z Lublina: pod szpital podjechała rodzina z nartami na dachu, zostawiła babcię na Izbie Przyjęć i odjechała. Inna historia dotyczy pacjentki ze szpitala onkologicznego, która sama chciała zostać na okres świąteczny.

- Lekarz onkolog opowiadał, że jego pacjentka stwierdziła, że nie wyjdzie na święta do domu, żeby nie zepsuć ostatnich świąt rodzinie. Miała stomię. A przecież pacjenci często właśnie na święta chcą wyjść do domu, czasem nawet doradza się zorganizować święta wcześniej, jeśli to mają być ostatnie. Zachowania takie jak tej pacjentki pokazują, jakie emocje i odczucia mają sami pacjenci - opowiada Maria Kłosińska z Okręgowej Izby Lekarskiej w Warszawie.

Do szpitala przywożone są nie tylko osoby starsze, czasem też dzieci, ale to raczej przed Sylwestrem.

Brak systemowej opieki

Skala zjawiska jest trudna do oszacowania, bo te osoby często są naprawdę chore. Tylko, że nie nastąpiło żadne nagłe pogorszenie stanu ich zdrowia. - Zdarza się, że np. ludzie mówią, że babcia właśnie przestała wstawać. A potem przy badaniu widzi się odleżyny i wiadomo, że nie wstaje już długo - podaje kolejny przykład Maria Kłosińska. Według lekarki w tym roku w ogóle sytuacja może być ciężka, bo praktycznie zaraz po świętach zaczyna się majówka.

- Będąc lekarzami, zdajemy sobie sprawę, że problem jest złożony i nie rozwiąże się problemu tylko w ten sposób. Czasem jest to wygodnictwo, jak w przypadku z ludźmi, którzy wyjechali na narty, ale jest też duża grupa osób opiekująca się przewlekle chorymi, często na kilka chorób jednocześnie. A w Polsce nie istnieje dobrze systemowo zorganizowana opieka, są kolejki do ZOL, do DPS-ów. Po części rozumiemy więc te osoby, które w szpitalu szukają pomocy, tylko chcemy powiedzieć, że szpital to nie jest rozwiązanie. Również np. ze względu na ryzyko zakażenia. Szpitalna rzeczywistość wpływa na obniżenie nastroju - leżenie na sali z obcymi ludźmi, pielęgniarka zagląda rzadko, lekarz jeszcze rzadziej - tłumaczy Maria Kłosińska.

Pomogą wolontariusze

W obecnej, wielkanocnej akcji będziemy mieć przedsmak nowego rozwiązania. Namiastkę tzw. opieki wytchnieniowej, którą mają zapewnić wolontariusze. - Chcielibyśmy sprawdzić, czy mogliby oni zostać taką łatą na system opieki. Dzięki Medycznej Racji Stanu oraz Wspólnocie Sant'Edigio, przed świętami mogą pomóc potrzebującym rodzinom. To ma być docelowa, drobna pomoc - mówi Kłosińska.

Wolontariuszy jest 20. - Chcemy w ogóle zobaczyć, czy to jest rozwiązanie, które rodziny przewlekle chorych ocenią jako przydatne. Zadawaliśmy sobie pytanie, czy efekt akcji będzie można zmierzyć, ale to trudne. Przynajmniej nie udaje się już, że tego problemu nie ma - dodaje Kłosińska.

Podkreśla, że chociaż widać, że cały system jest do zmiany, to wiąże się nadzieje z pomysłem pomocy wolontariuszy, widoczny jest obecnie trend zaangażowania obywatelskiego.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM