"Zarobić pieniądze jest łatwo. Mamy problem z tym, jak je wydawać". O życiu w największej mikronacji w Polsce

Jest takie państwo, w którym dostaje się pieniądze na start, gdzie do więzienia można trafić za przeklinanie, a największym bogactwem jest... serwer i domena. Książę Piotr III Łukasz ze szczegółami opowiada, jak wygląda życie w kierowanym przez niego państwie. Poznajcie Księstwo Sarmacji, największe w Polsce państwo wirtualne.
Zobacz wideo

Książę Piotr III Łukasz, władca Księstwa Sarmacji, ze szczegółami opowiada, jak wygląda życie w kierowanym przez niego państwie. Przekonuje, że mieszkańcy raczej nie narzekają na problemy finansowe. Na początku, kiedy ktoś decyduje się zamieszkać w Księstwie, może poprosić odpowiednie ministerstwo o zapomogę. Dostanie wówczas 10 tysięcy libertów. Na start. 

Potem również nie jest trudno. Można pracować, np. w administracji państwowej, wojsku, instytucie historycznym czy statystycznym. To jednak nie koniec możliwości zarobku. Dodatkowe fundusze przyniesie nam także po prostu obywatelska aktywność. Wystarczy zabrać głos w jakiejś sprawie i np. napisać post na forum. Jeśli spotka się on z pozytywnym odbiorem, wówczas inni użytkownicy mogą zasilić nasze konto dodatkowymi środkami. 

- Zarobić pieniądze jest bardzo łatwo, natomiast mamy problem z tym, jak je wydawać - mówi książę Piotr III Łukasz. Dlatego postanowił wprowadzić system gospodarczy. Okazuje się, że nie jest to takie proste - władca tworzy go już pół roku, a przed nim jeszcze co najmniej trzy miesiące pracy. - Przez te wszystkie lata przewinęły się przez Księstwo różne systemy gospodarcze, ale każdy z nich miał jakąś niedogodność. W tej chwili nie ma żadnego systemu, choć mamy oczywiście obieg pieniądza - tłumaczy. 

Narzekamy, że wymieramy

Piotr III Łukasz to władca Księstwa Sarmacji - największej polskiej mikronacji, czyli nieoficjalnego, wirtualnego państwa. Jak tłumaczy zostało ono stworzone przez osoby, które już wcześniej udzielały się w innych mikronacjach. - Wszyscy z wyjątkiem mnie pochodzili z mikronacji o nazwie Wolny Klub RP. Ja pochodziłem z Klubu RP. W końcówce lat 90. nastąpił w nim rozłam. Chodziło o podział władzy. Bawiliśmy się więc w prawdziwą politykę - przypomina sobie obecny władca Księstwa, a prywatnie programista, Łukasz Nowicki. 

Opowiada, że wtedy mikronacje były zdecydowanie mniej złożone. - Byliśmy na liście dyskusyjnej, debatowaliśmy sobie, coś wymyślaliśmy, istniały jakieś partie polityczne, przeprowadzało się wybory, ale de facto nic więcej się nie działo. Padł więc pomysł, żeby wprowadzić system gospodarczy, żeby się pobawić finansami i ekonomią - tłumaczy. Jednak, że nie wszyscy byli zwolennikami takiego rozwiązania, więc postanowiono założyć nową mikronację. 

Obecnie Księstwo Sarmacji ma około 1600 zarejestrowanych użytkowników, jednak aktywnych jest tylko około stu. - Z roku na rok narzekamy, że mikronacje wymierają, dlatego że młodzież, która kiedyś je tworzyła, teraz raczej woli zabawy, które wymagają tylko tego, by w coś kliknąć. A u nas trzeba się chociażby przedstawić - tłumaczył, ale jak podkreślił, te narzekania trwają już od kilkunastu lat, a Księstwo wciąż istnieje. Co ciekawe, najwięcej nowych użytkowników pojawia się po wywiadach lub artykułach takich jak ten, jednak ci, którzy najdłużej zostają, trafiają do Księstwa sami. 

Awans społeczny jest dosyć prosty

Struktura Księstwa przypomina państwo. Składa się z kilku samorządów, działa w nim też wiele instytucji: m.in. Trybunał Koronny, dwór, Naczelna Rada Architektury, jest też rząd, marszałek koronny, pięciu ministrów i stojący na ich czele kanclerz, służba dyplomatyczna, korpus administracji rządowej. Jest też wojsko oraz prefekci, czyli odpowiednik policji. Pilnują, żeby na forum ludzie nie rzucali w siebie nieprzyjemnymi słowami. 

Sami użytkownicy dzielą się na cztery klasy społeczne: mieszkańców, obywateli, szlachtę i arystokrację. Przejście z jednej do drugiej nie jest jednak tak trudne, jak w "nieistniejącym realu" - jak nazywana jest przez osoby tworzące Księstwo Sarmacji - rzeczywistość. 

- Aby z mieszkańca stać się obywatelem, wystarczy wykazać się tak naprawdę niewielką aktywnością: napisać kilkanaście postów, przedstawić się, zainteresować się tym, co się dzieje i złożyć wniosek do księcia lub władcy samorządu. Praktycznie nie zdarzają się odmowy. Obywateli jest teraz około 70 - podkreśla Piotr III Łukasz. Tłumaczy, że aby następnie przejść do szlachty czy arystokracji, również najważniejsza jest aktywność. Nagradzana jest ona wsiami feudalnymi. Od ich liczby zależy przyznany użytkownikowi tytuł. 

W Księstwie odbywają się także wybory. Książę wybierany jest w drodze wolnej elekcji, posłowie na Sejm - w wyborach powszechnych. Powoływany jest kanclerz, a na jego wniosek ministrowie. - W wyborach głosują obywatele. Mieszkańcy nie mają tego przywileju, bo łatwo byłoby robić z nich słupy wyborcze. A tego staramy się uniknąć, bo różne rzeczy się już zdarzały. Jak w realnej polityce - podkreśla książę. 

Życie w Sarmacji to jednak nie tylko polityka i tworzenie instytucji państwowych. Jednym z ulubionych zajęć mieszkańców są także rozgrywki sportowe. Najpopularniejsza jest piłka nożna i wyścigi samochodowe.

Protesty antyrządowe i zamachy

Księstwo Sarmacji, mimo dobrej sytuacji finansowej jego mieszkańców, boryka się z takimi samymi problemami jak inne państwa. Protesty antyrządowe zdarzały się już bowiem wielokrotnie. Były także internowania i zatrzymania. Możliwe jest także przeprowadzenie zamachu na władcę. - Czasami sporo się dzieje - mówi wyraźnie ucieszony książę Piotr III Łukasz. 

Zgodnie z sarmackim prawem konto na serwerze oraz domena powinny należeć do księcia. Jednak Piotr III Łukasz nie zgadza się na takie rozwiązanie. - Utarł się taki zwyczaj, że pieczę nad tym trzymają informatycy i dzięki temu jest jakoś uczciwiej. Naród może przeprowadzić referendum i odwołać księcia. Gdyby książę miał serwer i domenę, a nie miał honoru, to mógłby powiedzieć: zróbcie sobie z tym referendum, co chcecie, mnie i tak nie odwołacie. To byłby autorytaryzm, a tego chcemy uniknąć - podkreśla władca.

W Księstwie Sarmacji funkcjonuje również więzienie, i to nie tylko w okresach wzmożenia politycznych emocji mieszkańców. Do książęcych lochów można trafić za różne przewinienia. - Na przykład za przeklinanie w miejscach publicznych. Jeżeli ktoś robi to nadmiernie albo bez powodu, jeżeli ktoś kogoś obrazi, okradnie, to wtedy sprawa trafia przed trybunał. A wymiary kary mogą być różne: grzywna, areszt, nawet banicja - wymienia władca.

Hakerzy? "To tajemnica państwowa"

Jak opowiada Piotr III Łukasz, do obowiązków księcia, oprócz powoływania m.in. rady ministrów czy sędziów, należy przede wszystkim gaszenie sporów. - Dlatego, że ludzie mają to do siebie, że się kłócą. Kłócą się w Sejmie, ale też kłócą się ze sobą samorządy, dlatego że każdy z nich ma swoją specyfikę, swojego władcę, swoje zdanie. Często ich zdania są sprzeczne i wtedy trzeba obie strony ugłaskiwać. Albo prowokować, kiedy jest zbyt nudno - podkreśla.

Czego mogą dotyczyć konflikty w wirtualnym świecie? Między innymi statusu mikronacji. Niektórzy chcieliby bowiem, aby z księstwa stała się ona królestwem. Zdarzają się także wojny między poszczególnymi mikronacjami. Książę tłumaczy, że siły zbrojne Księstwa zajmują się głównie utarczkami wirtualnymi i pisaniem artykułów na temat przeprowadzanych ćwiczeń i manewrów, ale w przeszłości działał także wywiad i kontrwywiad. - Te służby funkcjonowały bardziej na zasadzie "nie mogę powiedzieć" i to były już bardziej realne działania - podkreśla. Odmawia jednak odpowiedzi na pytanie o to, czy dochodzi do wojen hakerskich pomiędzy mikronacjami. - To tajemnica państwowa - zaznacza. 

Świat realny nie jest aż tak odległy

W Księstwie Sarmacji działa też forum, w którym omawiana jest m.in. bieżąca sytuacja polityczna w Polsce czy na świecie. - Nazywamy to nieistniejącym realem. W tym dziale uznajemy, że rzeczywiście mamy jakieś realne państwo wokół siebie. To forum dla ludzi, którzy są w mniejszym czy większym stopniu zafascynowani polityką, przemianami społecznymi. To nas też ściąga do mikronacji, do symulacji państwa - tłumaczy Piotr III Łukasz. 

Książę przyznaje także, że słyszał o sytuacjach kupowania "realnej" rzeczy za walutę Księstwa - liberty. - Na pewno zdarzyło się też tak, że próbowano się przekupywać libertami, uzyskiwać jakieś dobra i  przywileje - wymienia. 

Na pytanie, czy Księstwo Sarmacji można porównać do gry komputerowej, odpowiada, że nie jest to zestawienie nieuprawnione, a wprowadzenie systemu gospodarczego z jednej strony sprawi, że zaangażowanie w Księstwo będzie bardziej atrakcyjne dla nowych użytkowników, a z drugiej jeszcze bardziej je do gry upodobni. Tłumaczy jednak, że wielu użytkowników się na taką analogię nie zgadza. - Uważają, że mikronacja jest czymś więcej i myślę, że mają rację. To coś więcej, niż gra, bo czujemy się wspólnotą. Znamy się, niektórzy osobiście, niektórzy wirtualnie, niektórzy przez telefon. Lubimy się lub nie, ale to też są ludzkie uczucia. Tworzymy społeczność. W większości wirtualną, ale jednak prawdziwą społeczność - podkreśla. 

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM