Tajemniczy magazyn, suche drzewa i możliwa "bomba" w Puszczy Białowieskiej. O co chodzi leśnikom?

Leśnicy ostrzegają przed gigantycznym pożarem, do którego może dojść w Puszczy Białowieskiej przez możliwą eksplozję magazynu wojskowego. Jak mówił w Analizach białostocki dziennikarz TOK FM Jakub Medek, na temat magazynu krąży wiele lokalnych legend, ale wojsko nigdy nie chwaliło się, co w nim jest naprawdę.
Zobacz wideo

Lasy Państwowe w poniedziałek w specjalnym komunikacie ostrzegały, że "w Puszczy Białowieskiej jest bomba, która w każdej chwili może wybuchnąć", a eksplozja połączona z pożarem "może zniszczyć nawet kilkaset hektarów". Chodzi o możliwy wybuch w znajdującym się na terenie Hajnówki magazynie wojskowym.

Autor tego ostrzeżenia - Jarosław Krawczyk, rzecznik prasowy Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Białymstokuprzekonywał w poniedziałek na naszej antenie, że zagrożenie jest bardzo duże, a ewentualny pożar "mógłby się przerodzić w katastrofę". Dlatego, zdaniem Lasów Państwowych, należałoby usunąć suche drzewa z tego terenu i tym samym obniżyć zagrożenie pożarowe.

Co jest w magazynie wojskowym, przed którym tak bardzo ostrzegają leśnicy? Na to pytanie rzecznik nie potrafił odpowiedzieć. - Nie wiemy dokładnie, co jest w tym magazynie wojskowym. Możemy się tylko spodziewać i domyślać, że są tam materiały wybuchowe. Tak czy inaczej jest to zagrożenie - powiedział Agacie Kowalskiej Jarosław Krawczyk.

Lokalne legendy o magazynie

Jak opisywał we wtorkowych Analizach Jakub Medek, reporter TOK FM z Białegostoku, magazyn wojskowy to teren dobrze utrzymany, ogrodzony i rzeczywiście nikt nie wie, co w nim może się znajdować. - Krążą na ten temat różne lokalne legendy. Mieszkańcy mówią, że mogą to być materiały wybuchowe, amunicja. Mówią, że czasem słychać stamtąd jakieś eksplozje, ale to są tylko lokalne legendy. Wojsko nie chwaliło się nigdy, co tam jest - mówił Medek.

- Skoro nikt nie wie, to dlaczego gros osób wpada w panikę i apeluje, aby przeciwdziałać eksplozjom? - dopytywała Agata Kowalska.

Gość przyznał, że w panikę wpadają w zasadzie tylko Lasy Państwowe, które, jego zdaniem, działają w całej sprawie nie do końca konsekwentnie. - Chciałbym przypomnieć, że Lasy Państwowe na początku drugiej dekady lat dwutysięcznych pisały wniosek o poszerzenie obszaru światowego dziedzictwa UNESCO na obszar całej Puszczy Białowieskiej. Sami leśnicy uznali więc, że jest to teren absolutnie wart ochrony - wspominał dziennikarz. - Od czasu tego wniosku minęła niecała dekada i nagle się okazuje, że jest to obszar, który w intencji Lasów Państwowych należałoby cały wylesić - dziwił się.

Gość TOK FM przypomniał też, że sprawa możliwych pożarów wokół magazynu wojskowego pojawiła się po raz pierwszy niecały rok temu. Wówczas - jak opowiadał - Lasy Państwowe oraz przedstawiciele służb logistycznych wojska mieli informować o wniosku, który napisali do Komisji Europejskiej. Miał on dotyczyć, zdaniem gościa, zgody na wyłączenie terenu jednostki wojskowej z obszaru podlegającego wyrokowi Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej w sprawie wyrębów w Puszczy Białowieskiej. Przypomnijmy, że TSUE uznał, iż zwiększone wycinki w puszczy z ubiegłego roku łamały unijne prawo i zakazał dalszych wyrębów. - Teraz jest więc pytanie, co się z tym wnioskiem stało. Jak został rozpatrzony, bo jeśli został rozpatrzony negatywnie, to nie ma o czym rozmawiać - stwierdził Jakub Medek.

Ekolodzy sceptyczni wobec ostrzeżenia

Dziennikarz TOK FM podkreślił też, że nie zgadza się z argumentacją Lasów Państwowych, jakoby suche drewno wzmacniało zagrożenie pożarowe. - Według wielu badań takie suche drzewo po przewróceniu się na ziemię zamienia się w gąbkę. Ono magazynuje wodę i paradoksalnie martwe drzewa wielkogabarytowe są mniej palne w przeciwieństwie na przykład do zrębów, które porastają trawami - przekonywał Medek. 

Ekolodzy podchodzą do wydanego przez Lasy Państwowe komunikatu bardzo sceptycznie, oceniają go jako nieważny. Jak przekonywał w rozmowie z białostocką "Gazetą Wyborczą" Adam Bohdan z Fundacji Dzika Polska, "Lasy Państwowe dwoją się i troją w szukaniu pretekstu, by przystąpić do ponownej wycinki Puszczy Białowieskiej". - A w przypadku jednostki wojskowej chodzi o całkiem niezły kąsek, kilkadziesiąt tysięcy metrów sześciennych drewna warte ok. 10 mln zł - podkreślił. 

- Najnowszy komunikat LP jest raczej kontynuacją rozsnuwanych przez tę instytucję ostatnio alarmistycznych opowieści niż opartą na danych naukowych ekspertyzą. Sam fakt dużej liczby martwych drzew niekoniecznie wpływa na zwiększenie ryzyka - przekonywał z kolei w rozmowie z "GW" Krzysztof Cibor z Greenpeace Polska.

Posłuchaj całej rozmowy!

DOSTĘP PREMIUM