"SOR to lustro systemu ochrony zdrowia". Bywa alternatywą dla kolejek do specjalisty

Dlaczego SOR-y tak często są niewydolne, a czasem zdarza się, że pacjenci umierają po wielogodzinnym oczekiwaniu w kolejce? O tym w TOK FM mówiła dr Małgorzata Gałązka-Sobotka.
Zobacz wideo

Informacje o śmierci czy wielogodzinnym cierpieniu pacjentów czekających na pomoc na szpitalnych oddziałach ratunkowych elektryzują opinię publiczną. Wszyscy podskórnie czują, że z działaniem SOR-ów coś jest nie tak. Zobaczyć to na własne oczy postanowiła reporterka TOK FM, Małgorzata Waszkiewicz, która obserwowała noc z życia jednego z wrocławskich SOR-ów.

Jednym z problemów, z którym zmagają się SOR-y, jest zbyt mała obsada lekarska. Jak mówiła w TOK FM dr Małgorzata Gałązka-Sobotka, dyrektor Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego, w wielu krajach udaje się ten problem rozwiązać za sprawą asystentów lekarza, ale polski system nie uwzględnia takiej profesji.

- Dzisiaj nie mamy zawodu asystenta lekarza. Mam nadzieję, że system otworzy się na taką nową kwalifikację medyczną. Ona w bardzo wielu systemach funkcjonuje z ogromnym powodzeniem. Pracujemy z profesorem Zembalą nad wprowadzeniem tej nowej kwalifikacji. Gdy ostatnio prof. Michał Zembala napisał na Facebooku "promujmy ten zawód", pojawiło się mnóstwo wpisów poparcia, ale też sygnały mówiące "absolutnie nie, zawód lekarza może wykonywać tylko lekarz". To pokazuje, że mentalnie nie jesteśmy gotowi na zmianę, zarówno społeczeństwo jak i ludzie systemu - tłumaczyła.

Przekonywała, że na system ochrony zdrowia przekazujemy nadal zbyt mało pieniędzy - jedynie 4,8 procent PKB. Średnia europejska to 6,8 procent PKB. Jak mówiła, przez zbyt małe zarobki lekarze decydują się na pracę w sektorze prywatnym albo wyjazd z kraju, nie stać nas też na zakup potrzebnych technologii - często przełomowych.

Dlaczego SOR-y są przepełnione?

Kolejnym problemem poruszonym w reportażu Małgorzaty Waszkiewicz, jest przepełnienie SOR-ów spowodowane m.in. wizytami pacjentów z błahymi problemami zdrowotnymi,  które nie wymagają natychmiastowej interwencji.

- Winą jest bardzo słaba edukacja zdrowotna. Nie rozpoznajemy, czy problem jest bardzo poważny, czy można z nim poczekać te 10 godzin i rano umówić się do lekarza. Tylko tu zderzamy się z kolejnym problemem polskiego systemu ochrony zdrowia, że próba skontaktowania się z lekarzem podstawowej opieki zdrowotnej zwykle oznacza trzy dni oczekiwania. (...) To powoduje, że kierujemy się tam, gdzie możemy otrzymać niczym nie limitowaną konsultację - komentowała dr Małgorzata Gałązka-Sobotka.

Brakuje informacji

Jak tłumaczyła, często samozachowawczy instynkt podpowiada pacjentom, żeby iść na SOR, zamiast czekać trzy miesiące na wizytę u kardiologa.

- SOR jest lustrem systemu ochrony zdrowia - stwierdziła. A ten charakteryzuje się m.in. trudnościami z dostępem do lekarza rodzinnego, do specjalisty - mówiła.
Podkreśliła, że problem pogłębia się przez brak wiedzy wśród pacjentów na temat tego, gdzie jest nocna i świąteczna opieka zdrowotna.

- Ludzie nie wiedzą, gdzie są punkty opieki nocnej, nie było kampanii informacyjnej na ten temat, a adres trudno wyszukać nawet w internecie. Potrzebne jest informowanie o tym, jak jest zorganizowana opieka medyczna, gdzie się mieszczą punkty opieki i kiedy, i z jakim problemem powinniśmy się do nich zgłaszać - przekonywała.

Dr Małgorzata Gałązka-Sobotka skomentowała też poruszoną w reportażu zaskakującą dysproporcję - niektóre SOR-y są przepełnione, podczas gdy inne czasem świecą pustkami.

Może być tak, że w miejscowościach, w których jest mniejsze zainteresowanie SOR-em, opieka zdrowotna jest po prostu lepiej zorganizowana - oceniła.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM