Nauczyciele renomowanego liceum napisali list do uczniów. Tłumaczą powody strajku i odstąpienia od klasyfikacji

II Liceum Ogólnokształcące imienia Hetmana Jana Zamoyskiego to renomowana lubelska szkoła, z tradycjami. Do strajku przystąpili tu niemal wszyscy nauczyciele. Przez trzy tygodnie nikt się nie wykruszył. To jedyna szkoła średnia w mieście, w której nie przeprowadzono klasyfikacji maturzystów.
Zobacz wideo

II LO w Lublinie to szkoła z długą historią, powstała ponad sto lat temu. Wykształciła wielu lekarzy, prawników, polityków, nauczycieli, wykładowców. Zawsze była postrzegana, jako szkoła, w której liczy się własne zdanie. Tak było m.in. w czasach PRL, gdy działalność szkoły była kojarzona z działaniami antykomunistycznej opozycji. Na przykład w 1968 roku władze zdymisjonowały dyrektora za to, że w szkole doszło do demonstracji uczniów (w związku z antysemickimi wydarzeniami z marca 1968 roku). W latach 80. XX wieku nauczyciele z Zamoyskiego tworzyli oświatową Solidarność.

Teraz także uznali, że warto pójść pod prąd i mimo, że wszystkie inne szkoły w Lublinie przeprowadziły klasyfikację, oni postanowili, że tego nie zrobią. Postanowili wytrwać do końca w ramach walki o swoje racje, postulaty środowiska. - To walka o godną płacę, ale nie tylko. Także o godność naszego zawodu oraz o właściwe miejsce zawodu nauczyciela w codziennym życiu – mówią w rozmowie z TOK FM.

- Od początku strajku wiedzieliśmy, że musimy być razem, że to jest najważniejsze. Groteskowe by było, gdybyśmy zaczęli skakać sobie do gardeł, nie mówić sobie „dzień dobry”. Przed Wielkanocą zorganizowaliśmy spotkanie świąteczne, na którym była dyrekcja, również kilkoro nauczycieli, którzy nie strajkowali. Zapewniliśmy siebie o wzajemnym szacunku. I to jest olbrzymia wartość – mówi Ewa Leonowicz (anglistka, z kilkunastoletnim stażem pracy), działaczka ZNP, przewodnicząca Komitetu Strajkowego w liceum. – Te trzy tygodnie przebywania wspólnie, to wszystko jest dla mnie osobiście bezcenne – dodaje nauczycielka.

Polonistka Grażyna Jaroszyńska w trakcie strajku musiała pójść do szpitala, z powodu zaplanowanego zabiegu. Potem miała kilka dni zwolnienia, ale wróciła do szkoły. Uznała, że też chce walczyć o godność zawodu. - Jestem reprezentantką starszego pokolenia nauczycieli. Całe życie zawodowe czekałam na to, że sytuacja w oświacie się poprawi, że będziemy bardziej szanowani. A byliśmy coraz mniej szanowani i coraz gorzej zarabialiśmy. To oczywiście prowadzi do fatalnej sytuacji, gdy młodzi wykształceni ludzie nie będą chcieli w tym zawodzie pracować. I co wtedy? - pyta nauczycielka.

Wspólna decyzja

Rada Pedagogiczna była zaplanowana na miniony czwartek (25 kwietnia), ale nie było potrzebnego kworum. - Uznaliśmy, że strajk oznacza, iż nie wykonujemy pracy, czyli odstępujemy od wszelkich obowiązków służbowych, w tym także od udziału w radach pedagogicznych. Działania rządu, premiera Morawieckiego i przygotowanie specjalnej ustawy (która umożliwi klasyfikację dyrekcji szkoły czy urzędnikom – red.) w jakimś sensie zdjęły z nas ciężar decyzji o tym, że nie bierzemy udziału w klasyfikacji – mówi Ewa Leonowicz.

Zgodnie z przeforsowanymi w błyskawicznym tempie przepisami klasyfikację przeprowadzi dyrektor szkoły. W lubelskim II LO będzie to niejako jedynie formalność. Bo nauczyciele jeszcze przed rozpoczęciem strajku wystawili uczniom klas maturalnych wszystkie oceny. Dyrektor jedynie - w ramach klasyfikacji - musi te oceny zatwierdzić. - Chcieliśmy zminimalizować ewentualne problemy formalne, ale też nie złamać zasad strajku  - dodaje Ewa Leonowicz.

- W latach 80.  byłam małą dziewczynką, ale nie wyobrażam sobie, żeby wtedy ktoś kazał strajkującym górnikom zjechać na dół i wykopać jeszcze trochę węgla, bo będzie zimno w domach. A pomysł klasyfikowania (przez dyrektora - red.) to rozwiązanie w taki stylu - ocenia.

Nasi rozmówcy podkreślają: wszyscy nauczyciele wiedzieli, że decyzja jest wspólna, ale każdy miał prawo postąpić zgodnie z własnym sumieniem. Wspólnie ustalono, że jeśli ktoś zdecyduje się pójść na radę pedagogiczną, nikt nie będzie tego komentował. - Nikt nie poszedł – podkreśla Jaroszyńska.

List do uczniów. „Dziękujemy za zrozumienie i wsparcie”

Nauczyciele z Zamoyskiego w poniedziałek wracają do pracy. Na ten dzień zaplanowane jest też rozdanie maturzystom świadectw. - Nie wyobrażam sobie, by przyjść, wręczyć świadectwa i zachowywać się tak, jakby tego strajku w ogóle nie było – mówi nauczyciel matematyki Marcin Mazur.

Dlatego przygotowali list do uczniów. Nie mogli go zamieścić na stronie szkoły, dlatego będą go wręczać uczniom indywidualnie - maturzystom, jak i tym z klas młodszych.

„Z szacunku dla samych siebie i w poczuciu konieczności bronienia naszej godności podjęliśmy i kontynuowaliśmy akcję protestacyjną. (…) 'Zamoy' ma taką historię walki o wartości, które zobowiązują nas do bycia ludźmi kompetentnymi i konsekwentnymi, świadomymi swoich decyzji” - czytamy w liście do uczniów. „Być może trudna była do przyjęcia nasza decyzja o nieklasyfikowaniu przez radę
pedagogiczną, ale mieliśmy świadomość, że tym gestem nauczymy Was, że trzeba być konsekwentnym, wiernym własnym ideom i wartościom i że będzie to lekcja obywatelskiej postawy” - napisali nauczyciele II LO w Lublinie.

- O strajku będziemy rozmawiać z uczniami także na lekcjach. Nie wyobrażamy sobie, by mogło być inaczej – mówią zgodnie. I podkreślają, że uczniowie zawsze byli i są dla nich najważniejsi. - Najważniejsza dla uczniów są nasze kompetencje, ale też konsekwencja w działaniu. Dlatego czasami trzeba pokazać, że w imię pewnych wartości, określonych idei warto pójść pod prąd – mówią nasi rozmówcy.

DOSTĘP PREMIUM