Nauczyciele "upokorzeni" propozycją odpracowywania strajku. Czują się oszukani przez samorządowców

Pedagodzy z Lublina mówią, że czują się oszukani przez prezydenta i radnych. Samorządowcy - przed strajkiem - zapewniali, że popierają protestujących i zrobią wszystko, by ich domowe budżety nie zostały uszczuplone.

Od początku wszyscy nauczyciele wiedzieli, że za czas strajku  nie przysługuje wynagrodzenie. Z wielu stron jednak słychać było zapewniania, że lokalne władze zrobią wszystko, by pedagodzy pieniądze otrzymali. W Lublinie prezydent wysłał nawet do szkół pismo, w którym zapewniał, że "budżety poszczególnych szkół nie będą ograniczone z powodu jakiejkolwiek formy protestu". Podkreślał też, że zastanowi się nad tym, w jaki sposób "nie uszczuplać budżetów domowych" strajkujących. To samo mówili radni. Wspominano o możliwości wypłaty np. dodatków motywacyjnych.

Zobacz wideo

Na słowach się skończyło

Ci, którzy strajkowali, dostali po 800-900 zł pensji Ratusz zaproponował nauczycielom dwie formy "wsparcia". Można wystąpić o rozłożenie kwoty do potrącenia na raty Ale niewielu się na to zdecydowało.

- Liczyliśmy się z tym, że te pieniądze będą potrącone. Zrezygnowaliśmy z rat. Trudno, była to w zasadzie dla nas sprawa honorowa – mówi pani Regina ze SP 27 w Lublinie. - Słyszeliśmy zapewniania, że subwencje, które szkoły dostają, nie zostaną obcięte i że prędzej czy później my te pieniądze dostaniemy. Okazuje się, że albo ktoś nas wprowadził w błąd, albo nas oszukał – dodaje nasza rozmówczyni.
Ewa Wójcik, polonistka, też strajkowała, od początku do końca. Potrącono jej ponad 2 tysiące zł, ale też nie chce "łaski" i rat, dodajmy, z odsetkami. - Nie chcę o nic prosić. Dlaczego? Zahaczamy tutaj o godność nauczyciela – mówi pani Ewa. Jak tłumaczy, jakoś sobie poradzi. - Mamy rodziny, zawsze można coś pożyczyć. Można też zrezygnować z wyjścia do kina czy zakupu jakiegoś ubrania, zresztą nauczyciele często i tak się ubierają w szmateksach – dodaje.

- Okazało się, że - cytuję - "za czas udziału w strajku nie przysługuje pani wynagrodzenie za pracę w wysokości 1598 zł. O powyższą kwotę zostanie  pomniejszone wynagrodzenie za pracę wypłacone w najbliższym terminie płatności". I tak się stało. Miałam możliwość rozłożenia tej kwoty na raty. I chyba z tego powinnam się ucieszyć. Powinnam, ale czuję jedynie frustrację – przekazała nam jedna z nauczycielek języka polskiego z renomowanego lubelskiego liceum.

"Upokarzające"

Druga propozycja miasta to odpracowanie zajęć za czas strajku. Spore grono nauczycieli uznało propozycję miasta za upokarzającą. - Komentarz w świetle tej propozycji był mniej więcej taki: ależ my już na ten strajk zarobiliśmy kilka razy, prowadząc darmowe zajęcia pozalekcyjne. I miasto o tym wie – mówi Ewa Leonowicz, nauczycielka z II LO w Lublinie. Chodzi o zajęcia na co dzień prowadzone przez nauczycieli, na zasadach wolontariatu: koła zainteresowań czy zajęcia wyrównawcze. - Pragnę zaznaczyć, że to nie nauczyciele prosili o te pieniądze, ale to samorząd jako pierwszy podsycił nadzieję i pozwolił uwierzyć, że je otrzymamy. Nie akceptuję więc pozycji petenta, w jakiej teraz miasto przedstawia strajkujących nauczycieli z Lublina – dodaje anglistka.

Odpracują zajęcia, ale pieniądze będą... w grudniu?

Propozycja miasta w sprawie odpracowania zajęć dla niektórych mogłaby się wydać nawet atrakcyjna i "do wzięcia". Tyle tylko, że jak słyszymy od dyrektorów szkół, nie da się zorganizować takich zajęć z dnia na dzień – trzeba wszystko zaplanować, zorganizować, wpisać do arkusza organizacyjnego. A to trwa.
Urszula Wesołowska, dyrektor SP nr 3 w Lublinie szacuje, że patrząc na temat realnie – wypłaty za odpracowywane zajęcia mogłyby się zakończyć... dopiero w grudniu. - Wynika to z ilości godzin, które nauczyciele ewentualnie chcieliby odpracować. Przeliczyłam, że ci najbardziej – kolokwialnie mówiąc poszkodowani – musieliby przeprowadzić około 75 godzin. A to zajmie trochę tygodni – dodaje pani dyrektor.

Każdy strajkujący nauczyciel może też liczyć na wsparcie z funduszu strajkowego. Ale i tu na razie nie ma dużego zainteresowania. Członkowie ZNP mogą składać wnioski u siebie w związku. Można się spodziewać zapomóg po kilkaset złotych, ale tylko dla tych, którzy strajkowali najdłużej, stracili najwięcej, a do tego mają trudną sytuację materialną. Jak mówi nam szefowa ZNP w Lublinie, Celina Stasiak, na razie
wpływają jedynie pojedyncze wnioski. O wsparcie będą się mogli starać również nauczyciele niezrzeszeni w związku. Dla nich stworzono specjalny Społeczny Fundusz Strajkowy, na koncie którego jest już ponad 8 milionów złotych. Zasady są takie, że na pomoc finansową w kwocie 500 zł będą mogli liczyć nauczyciele, którzy strajkowali minimum 9 dni, nie dostali wynagrodzenia za strajk i znaleźli się w trudnej sytuacji finansowej.

Wzór „Wniosku o przyznanie pomocy ze społecznego funduszu strajkowego” będzie można pobrać ze strony ZNP. To ZNP będzie zbierać te wnioski, ale – co ważne - podziału środków dokona Społeczny Komitet „Wspieram Nauczycieli”. Tworzą go m.in.: dr Henryka Bochniarz, Halina Bortnowska, prof. Jerzy Bralczyk, prof. Andrzej Friszke, Sylwia Gregorczyk-Abram, Zbigniew Hołdys, Szymon Hołownia, prof. Maria Janion, Krystyna Starczewska i prof. Adam Strzembosz.

Ogólnopolski strajk nauczycieli zorganizowany przez Związek Nauczycielstwa Polskiego i Forum Związków Zawodowych rozpoczął się 8 kwietnia tego roku. Przystąpiła do niego też część nauczycieli z oświatowej Solidarności. Zawieszony został 25 kwietnia

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM