Organizator Marszu Równości znów idzie do sądu. "Zachowanie wojewody jest wielce niehonorowe"

- Nie tak miała wyglądać ugoda z wojewodą - uznał Bartosz Staszewski, organizator Marszu Równości w Lublinie i ponownie idzie do sądu. Chce, żeby Przemysław Czarnek odpowiedział za swoje słowa, które padły w kontekście marszu i osób homoseksualnych.
Zobacz wideo

Będzie ciąg dalszy sądowego sporu i słowa o "wynaturzeniach" i "dewiacjach", wypowiedziane w kontekście Marszu Równości.

Bartoszowi Straszewskiemu, organizatorowi pierwszego lubelskiego Marszu Równości, nie spodobał się sposób, w jaki wojewoda Przemysław Czarnek  przeprosił za swoje słowa wypowiedziane w ubiegłym roku. Przeprosiny były elementem ugody zawartej przed sądem. Czarnek przeprosił i... powtórzył, że jest przeciwnikiem promocji "dewiacji, zboczeń i wynaturzeń" oraz "ideologii LGBT i marszów równości". Film z wypowiedzią wojewody niedługo potem zniknął z internetu. 

"Sprawa wraca do sądu na własne życzenie wojewody"

Starszewski złożył zażalenie w związku ze złamaniem warunków ugody.  - Wojewoda złamał wszelkie warunki ugody, w tym wydał oświadczenie prasowe, w którym wycofał się ze swoich słów, a w wypowiedziach medialnych zaprzeczał temu, że przeprasza za jakiekolwiek słowa. Dodatkowo skasował też film zamieszczony na Facebooku, który miał tam pozostać – przekonuje organizator lubelskiego Marszu Równości.

Jak dodaje, wojewodę "ewidentnie bardzo 'kręci' temat LGBT". - Rozdaje dyplomy i medale za walkę z gejami. Zachowanie wojewody w sprawie zawartej ze mną ugody jest wielce niehonorowe, nie przystaje urzędnikowi państwowemu – ocenia.

Czytaj koniecznie: Medale od wojewody lubelskiego za uchwały przeciwko "ideologii LGBT". "Związki gejów i lesbijek trzeba odstawić na boczny tor"

 - Sytuacja, która nastąpiła po posiedzeniu ugodowym, ewidentnie wskazuje na to, że nie doszło do pojednania, że intencje pojednania nie były szczere. Stąd zażalenie do Sądu Okręgowego na postanowienie umarzające sprawę – tłumaczy pełnomocnik oskarżyciela, mec. Bartosz Przeciechowski.

- Jeśli strony nie rozumieją identycznie pojęcia "ugody" i „pojednania” to znaczy, że ich intencje się nie spotkały – dodaje prawnik. Tłumaczy też, że chodzi również o to, że po zawarciu ugody wojewoda przyjął postawę triumfującą i próbował przedstawiać sytuację w ten sposób, jakoby to było jego zwycięstwo. - To już samo w sobie kłóci się z ideą jakiegokolwiek pojednania. A następnie, zamiast ograniczyć się do nagrania oświadczenia w uzgodnionej formie, dodał słowa, z których wynika, że całkowicie podważa sens swoich przeprosin, całkowicie je neguje – wyjaśnia mecenas Przeciechowski.

Jeśli sąd uwzględni zażalenie, będzie normalny proces o zniesławienie. Wtedy oskarżyciel mógłby się domagać przed sądem już nie tylko przeprosin, ale też np. wysokiego zadośćuczynienia na wskazany cel.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM