Pielęgniarki, ratownicy, nawet weterynarz chcą ratować klinikę onkologii dziecięcej Przylądek Nadziei. Placówki nie trzeba będzie zamknąć

- Zgłosiło się 17 osób. Wygląda na to, że grafik na czerwiec uda się ułożyć - poinformowała w TOK FM prof. Alicja Chybicka. Kierowniczka Klinki Transplantologii Szpiku, Onkologii i Hematologii Dziecięcej Przylądek Nadziei apelowała na o pomoc. Oddziałowi z powodu braku personelu groziło zamknięcie. - Pielęgniarki wypracowały 2,5 tys. nadgodzin. Nie są w stanie brać więcej - mówiła prof. Chybicka.
Zobacz wideo

W Przylądku Nadziei, czyli Klinice Transplantacji Szpiku, Onkologii i Hematologii Dziecięcej działającej w strukturach Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu, przebywa 14 pacjentów. Oddział może zostać zamknięty, bo jak poinformował prof. Alicja Chybicka, brakuje personelu. Szefowa placówki zaapelowała do pielęgniarek i ratowników medycznych, aby przyszli do pracy "choćby od zaraz".

- Dotknęły nas kłopoty podobne do tych, które są w całej Polsce. "Na styk" udawało nam się układać grafik z zatrudnionych pielęgniarek. Sytuacja pogorszyła się w ubiegłym tygodniu. Otrzymałam informację w czwartek z dyrekcji , że musimy zamknąć jeden oddział, bo nie da się ułożyć grafiku na czerwiec - mówiła na antenie TOK FM profesor Chybicka, kierowniczka Klinki Transplantologii, Szpiku, Onkologii i Hematologii Dziecięcej "Przylądek Nadziei", a także posłanka PO.  

Prof. Chybicka podkreśliła, że w maju pracujące w klinice pielęgniarki wypracowały 2,5 tys. nadgodzin. - Mój pielęgniarski zespół ma średnią wieku 53 lata. Te dziewczyny bardzo ciężko tyrają. Już nie są w stanie brać więcej - przekonywała.

Mimo wszystko, nie chciała zamknąć oddziału, bo to miałoby tragiczne konsekwencje dla przebywających tam małych pacjentów - to dzieci po transplantacji szpiku i w trakcie chemioterapii.  

Jak poinformowała prof. Chybicka, odzew na jej apel "jest niesamowity".  Do pomocy zgłosili się ratownicy, pielęgniarki, a nawet jeden weterynarz, który zapytał, czy może zrobić kurs, który pozwoli mu zostać pielęgniarzem. - Na dzień dzisiejszy zgłosiło się 17 osób. Brakowało 12 pielęgniarek, więc wygląda na to, że grafik na czerwiec uda się ułożyć - przyznała lekarka.

Brak pielęgniarek to problem systemowy 

Według prof. Chybickiej problem niewystarczającej liczby pielęgniarek to zjawisko systemowe. W rozmowie z Mikołajem Lizutem przekonywała, że wynika to m.in. z faktu, że - po pierwsze - zamknięto dużą liczbę szkół pielęgniarskich. A po drugie, pensja pielęgniarki jest "dramatycznie niska w porównaniu do tej, jaką mają w innych państwach".

- Z mojej jednostki wiele dziewcząt wyjechało do Niemiec, do Włoch. One nie jadą tam chętnie. Muszą nauczyć się języka, opuścić ojczyznę. Ale jednak jadą, bo wynagrodzenia są dużo wyższe. Natomiast za pensję, która jest tutaj trudno przeżyć - mówiła profesor. Podkreśliła też, że jako nauczyciel akademicki często rozmawia z przyszłymi lekarzami, pielęgniarkami i oni także deklarują wyjazd z kraju, gdy tylko skończą studia.

- Przyszła pora na to, żeby ochrona zdrowia stała się prawdziwym priorytetem. Ale to nie oznacza rzucenia drobnych ochłapów - powiedziała profesor Chybicka. Dopytywana, czy jej zdaniem da się naprawić system opieki zdrowotnej, bez podnoszenia składki powiedziała: "Wszystko da się zrobić, nie ma rzeczy niemożliwych". - Ja nie będę się wypowiadała co do wysokości składki zdrowotnej. Trzeba dołożyć z budżetowych pieniędzy. Ale w jaki sposób, to już jest problem premiera i rządzących - podkreśliła.

Od jutra protest rezydentów

O niskich  nakładach na służbę zdrowia mówił w piątek w TOK FM również prezes Najwyższej Izby Kontroli Krzysztof Kwiatkowski. NIK sporządziła raport dotyczący m.in. tej sprawy. Kwiatkowski podkreślił, że pod względem wysokości przeznaczanych środków na ochronę zdrowotną, Polska jest na trzecim miejscu od końca w Europie.

Problemem jest też brak dostępu do lekarzy. - Jeśli są takie miejsca w Polsce, gdzie kobieta musi jechać 50 km, żeby skorzystać z pomocy ginekologa, to odpowiedzialnością państwa jest, żeby tę mapę uzupełnić i finansowo zachęcić lekarzy, żeby byli w danym miejscu - mówił szef NIK.

DOSTĘP PREMIUM