W polskiej onkologii dramatycznie brakuje personelu, m.in. 130 radioterapeutów i 370 techników radioterapii

Średnia wieku lekarzy pracujących w onkologii to 51-55 lat. Drżę na myśl o tym, ilu jest powyżej 55 lat. Średnia wieku pielęgniarek to 45-54 lata. Nie tak dawno brakowało nam 12 pielęgniarek i groziło nam zamknięcie jednego oddziału - mówiła profesor Alicja Chybicka na antenie TOK FM.
Zobacz wideo

O najpilniejszych niedomaganiach w polskiej onkologii Piotr Maślak rozmawiał z prof. Alicją Chybicką, kierownik Kliniki Transplantacji Szpiku, Onkologii i Hematologii Dziecięcej "Przylądek Nadziei" we Wrocławiu. - Dramatycznie potrzeba personelu. To są koszmarne liczby. 130 radioterapeutów, ludzie czekają w kolejkach do radioterapii dlatego, że nie ma radioterapeutów, a nie dlatego, że nie ma aparatów - mówiła profesor. - Brakuje 250 fizyków medycznych, 370 techników radioterapii. Średnia wieku lekarzy pracujących w onkologii to 51-55 lat. Drżę na myśl o tym, ilu jest powyżej 55 lat. Średnia wieku pielęgniarek to 45-54 lata. Nie tak dawno brakowało nam 12 pielęgniarek i groziło nam zamknięcie jednego oddziału - mówiła profesor Chybicka. 

Szansę powinien mieć każdy

Dziennikarz TOK FM zauważył, że Polska jest jedynym dużym krajem w UE, w którym rośnie liczba zgonów wywołanych nowotworem piersi.

- Że opieka onkologiczna w Polsce "leży" to za ostre słowa. Mamy 11 centrów onkologii. Większość wielkich miast posiada te centra onkologii, w nich leczenie jest zgodne ze standardami. A zachorowania na nowotwory cały czas dramatycznie rosną. W 2007 roku było niespełna 120, a szacuje się, że w tym roku 180 tys. Przewidywania są też dramatyczne, że 30 tys. chorych opuści ten świat nie z powodu samej choroby. Coraz rzadziej nowotwór jest tak złośliwy, że jest nie do wyleczenia - tłumaczyła Chybicka.

Dodała, że 30 tys. chorych dorosłych w zależności od tego, czy zachoruje w okolicy tych centrów czy na dalekiej prowincji, ma zupełnie inną drogę prowadzącą do leczenia - mimo wprowadzanego w grudniu 2015 roku pakietu onkologicznego, który miał przyspieszać diagnostykę. - Są pewne okresy, w których należy wykonać konkretne kroki i to działa w dużych ośrodkach, natomiast jeśli chory trafi w ostrym stanie do chirurga, poddany zostanie operacji, potem postawiona diagnoza, robi się na "dzień dobry" poślizg. On staje do kolejki. Nie mówiąc o złym dostępie do innowacyjnej terapii, które w Polsce, na tle krajów europejskich, wprowadzane są za późno - wyjaśniła.

Opowiedziała też, w jaki sposób działają lekarze w "Przylądku Nadziei": - Gdy pojawia się lek, który daje szansę dziecku, które wykorzystało już pierwszą, drugą i trzecią linię, który może mu uratować życie i nie ma na niego finansowania, bo nie jest zarejestrowany lub nie jest na liście refundowanych, to my sami płacimy ze środków pozabudżetowych i życie ratujemy. I taką szansę powinien mieć każdy - przekonywała.

"Potrzeba 100 miliardów"

Piotr Maślak dopytywał też, dlaczego wciąż w Polsce brakuje siły politycznej, która miałaby odwagę powiedzieć, że na służbę zdrowia trzeba zwiększyć finansowanie. Profesor Chybicka sprostowała mówiąc, że to niezupełnie tak jest. - Każda partia zwiększa te wydatki. Teraz zwiększono o 4,5 miliarda, tylko że potrzebnych jest 100 miliardów. Nie bierze się pod uwagę wzrostu kosztów diagnostyki i innowacyjnych terapii, przyszłość to terapia krojona na miarę - wyjaśniła.

Chcesz wiedzieć więcej? Słuchaj podcastu

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM