"Jest nas coraz mniej, nie wystarcza nam funduszy". Największy związek kombatancki apeluje o wsparcie

Światowy Związek Żołnierzy Armii Krajowej potrzebuje pieniędzy na dalsze funkcjonowanie. Sytuacja jest bardzo zła. Głównym źródłem finansowania są składki członków, a tych z każdym tygodniem jest coraz mniej. Z powodu braku funduszy zawieszono już część działalności.

Światowy Związek Żołnierzy Armii Krajowej jest największym stowarzyszeniem kombatanckim w Polsce. Działa od blisko 30 lat. Zrzesza osoby, które kilkadziesiąt lat temu walczyły o wolność i suwerenność naszego kraju - byłych żołnierzy AK, powstańców warszawskich i członków organizacji niepodległościowych. Prezesem zarządu głównego związku jest Leszek Żukowski. 

Związek nie ma pieniędzy. Sytuacja jest zła i pogarsza się z każdym tygodniem, bo - jak przyznają sami powstańcy - każdy tydzień przynosi informację o odejściu na wieczną wartę kolejnych ich kolegów.

Głównym źródłem finansowania organizacji są składki członkowskie. - A liczba członków związku maleje w sposób dramatyczny - mówi nam Tadeusz Filipkowski, rzecznik prasowy związku. - Na początku naszych działań, przed 30 laty, było nas ponad 80 tysięcy. W tej chwili mamy wśród kombatantów około 6-7 tysięcy formalnie, ale praktycznie, zważywszy na wiek kolegów i koleżanek, który sięga 95 lat, to możliwości ich działania osobistego są niestety bardzo ograniczone - dodał.

Zawiesili wydawanie Biuletynu Informacyjnego

Dotacji ze strony państwa - jak mówi nasz rozmówca - związek nie ma żadnych już od kilku lat. Źródłem dochodu pozostają jeszcze środki z wynajmowania lokali w budynku PAST-y przy ul. Zielnej, lecz i to przychodzi z coraz większym trudem. - W Warszawie mamy nadpodaż powierzchni biurowych, a to jest budynek stary, bez klimatyzacji i innych tego typu udogodnień, więc tych funduszy nam nie wystarcza - mówi Filipkowski.

Z powodu braku pieniędzy powstańcy znacznie ograniczyli działalność. - Musieliśmy zawiesić wydawanie naszego Biuletynu Informacyjnego, będącego swoistą kontynuacją biuletynu wychodzącego w czasie okupacji - mówi Filipkowski. Biuletyn nie otrzymał dofinansowania od Ministerstwa Obrony Narodowej, o czym kilka tygodni temu informowały media. Jak tłumaczył resort, powodem odrzucenia wniosku żołnierzy AK miały być zawarte w nim błędy formalne.  

Oprócz biuletynu, AK-owcy zawiesili też wszelkiego rodzaju kontakty z terenem. - Nie mamy już środków nawet na bilety kolejowe czy przejazdy samochodowe - mówi Filipkowski. - Dlatego funduszy potrzeba "na już" - dodaje.

Publiczna zbiórka w internecie

Związek uruchomił w internecie publiczną zbiórkę. "Trudno jest nam prosić o wsparcie, jednak chęć działania nie pozwala nam zrezygnować z naszych planów" - przyznaje w wydanym oświadczeniu Hanna Stadnik, wiceprezeska organizacji, sanitariuszka Powstania Warszawskiego

 

Żołnierze chcą zgromadzić 200 tysięcy złotych. Taka kwota pozwoliłaby im kontynuować działalność przez około dwa lata. "Wierzymy, że wspólnymi siłami uda nam się uzbierać tę niezbędną kwotę. Przeznaczymy ją na cele statutowe, m.in. organizację uroczystości, spotkania członkowskie, edukację historyczną i wsparcie materialno-socjalne dla kombatantów - naszych Koleżanek i Kolegów będących w potrzebie" - wyjaśnia Hanna Stadnik i podkreśla, że dla żołnierzy liczy się każda, nawet najmniejsza kwota.

Co, jeśli środków nie uda się uzbierać? Tadeusz Filipkowski zapewnia, że związek nie zakończy swojej działalności - najwyżej będzie musiał jeszcze bardziej ją ograniczyć, choć nie do końca wiadomo już, z jakich jeszcze działań można zrezygnować. 

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM