Twierdzi, że fiskus niesłusznie naliczył mu podatek. Na spotkanie z premierem przeszedł prawie 300 km

Prawie 300 km na piechotę. Z Sosnowca do kancelarii premiera w Warszawie. Pan Krzysztof pokonał taką trasę, ponieważ walczy o sprawiedliwość. Jego zdaniem Urząd Skarbowy niesłusznie naliczył mu podatek za grunt przejęty przez Urząd Miasta pod budowę drogi.
Zobacz wideo

W 2011 roku Sosnowiec przejął kawałek gruntu pod budowę drogi. Pan Krzysztof otrzymał 10 tys. zł. odszkodowania. Jednak po jakimś czasie skarbówka uznała, że to była sprzedaż i firma sosnowiczanina nie powinna rozliczać się - jak do tej pory - za pomocą ryczałtu. - Rzuciła mnie na zasady ogólne i wyliczyli mi podatek na 300 tys. zł plus odsetki. Co daje 600 tys. zł do zapłacenia - mówił reporterowi TOK FM pan Krzysztof.

Piechur przegrał swoją sprawę już w Sądzie Najwyższym. Dlatego zdecydował się, żeby zwrócić się w tej sprawie do premiera Mateusza Morawieckiego, którego traktuje jako ostatnią deskę ratunku. - Jakbym pojechał, to nikt by się sprawą nie zainteresował. A tak idę sobie - tłumaczył "Dziennikowi Zachodniemu" swój krok.

W podróży z Sosnowca do stolicy nietypowy piechur rozczarował się ludźmi, którzy rzadko udzielali mu pomocy. - Koło Włoszczowej cała wioska w obrazkach papieża, jakaś pielgrzymka, wchodzę, a usłyszałem, żebym nie chodził od domu do domu i nie żebrał - żalił się pan Krzysztof.

Pan Krzysztof chce się spotkać z premierem w piątek rano.

DOSTĘP PREMIUM