"Wydawało mi się, że każdy tutaj coś kombinuje, żeby mnie zabić". Była pacjentka szpitala psychiatrycznego opowiada o swoich doświadczeniach

- Przez pierwsze 2-3 miesiące pobytu w szpitalu nie wiedziałam, kim jestem i że mam dziecko. Moja mama przychodziła do mnie ze zdjęciami, na których byłam ja i moja córka. Opowiadała mi: "Zobacz, to jesteś ty, masz na imię Kasia. A to jest Ola, twoja córka" - mówiła Katarzyna Kisielińska, która przeszła schizofrenię, a na antenie TOK FM opowiadała o swojej chorobie i pobycie w szpitalu psychiatrycznym.
Zobacz wideo

Pani Katarzyna trzy razy leżała w szpitalu psychiatrycznym. Spędziła w nim łącznie ponad rok. Lekarze zdiagnozowali u niej schizofrenię paranoidalną. - Myślałam, że to koniec - mówi. Przez pierwsze tygodnie była zupełnie nieświadoma tego, co się z nią dzieje. Nie wiedziała, jak ma na imię, gdzie pracuje. Nie pamiętała nawet, że ma kilkunastoletnią córkę Olę.

Dzięki wsparciu bliskich osób pani Katarzyna chorobę pokonała. Dziś sama pracuje w Instytucie Psychiatrii i Neurologii i pomaga osobom z problemami psychicznymi.

Stres, duża wrażliwość i bóle głowy

Zaczęło się od szukania pomocy na bóle głowy. - Zawsze byłam bardzo wrażliwą osobą, która niesamowicie silnie przeżywała wszystko, co się wokół niej dzieje. (…) Moje relacje z ludźmi zawsze były bardzo powierzchowne. Byłam bardzo grzeczna, uległa. Chciałam, żeby drugiej osobie było zawsze miło. W pewnym momencie tak dużo się nazbierało tych trudnych dla mnie rzeczy, że zaczęłam cierpieć na wielkie bóle głowy - opowiadała w rozmowie z Zuzanną Piechowicz Katarzyna Kisielińska.

Gdy szukała pomocy wśród neurologów, ktoś doradził jej, aby zwróciła się do psychiatry. Padło przypuszczenie, że silne bóle głowy mogą pojawiać się właśnie na tle psychicznym. Okazało się, że to był strzał w dziesiątkę.

Pani Katarzyna zaczęła korzystać z psychoterapii grupowej, ale ta - zamiast pomóc - pogorszyła sytuację. - Okazała się dla mnie za silna. Tam zaczął się odlot, odklejanie się od rzeczywistości - wspomina.

"Wydawało mi się, że każdy tutaj coś kombinuje, żeby mnie zabić"

Na izbę przyjęć do szpitala psychiatrycznego w Warszawie zawiózł panią Katarzynę jej partner, kiedy zrozumiał, że boi się zostawić ją samą w domu. Był lipiec, późny wieczór. - Miałam atak manii, byłam taka rozkręcona, z mnóstwem energii, od paru dni już zresztą nie spałam. (…) Biegałam po tej izbie. Trudno było mnie skłonić do podpisania czegokolwiek. Pamiętam, że miałam świadomość, że trafiam do szpitala psychiatrycznego i ta myśl mnie przerażała, bo on kojarzył mi się ze wszystkim co najgorsze - opowiada.

- Wydawało mi się, że każdy tutaj coś kombinuje, żeby mnie zabić, wykończyć, odizolować, po prostu zniszczyć - dodaje.

Przez pierwsze dwa-trzy miesiące pobytu w szpitalu pani Katarzyna nie pamiętała nic ze swojej przeszłości - nie wiedziała, jaki ma zawód i gdzie pracuje. Nie pamiętała nawet, jak ma na imię i że ma dziecko. - Moja mama przychodziła do mnie ze zdjęciami, na których byłam ja i moja córka. Opowiadała mi: "Zobacz, to jesteś ty, masz na imię Kasia. A to jest Ola, twoja córka" - wspomina. - I nie wiem, czy to właśnie to pomogło, ale w pewnym momencie zaczęłam sobie przypominać przeszłość - dodaje.

Pani Katarzyna podkreśla, że udało jej się wyjść z choroby właśnie dzięki córce, która - w chwili, gdy matka trafiła do szpitala pierwszy raz - była w pierwszej klasie gimnazjum. Była więc za młoda, żeby odwiedzać mamę w szpitalu psychiatrycznym, bo do tego potrzeba minimum 16 lat. - Więc uzdrawiała mnie myśl, że muszę jak najszybciej do niej wrócić - mówi.

Kisielińska podkreśla, że wracanie do zdrowia w przypadku choroby psychicznej zależy przede wszystkim od samego chorego. - To pacjent musi podjąć decyzję, czy chce zdrowieć i wykorzystać wszelką pomoc, którą dają inni - mówi. Zaznacza, że warto współpracować z lekarzem (choć nie zawsze jest to proste), z terapeutą i przede wszystkim - dbać o swoje więzi z rodziną. - Za każdym zdrowieniem stoi zawsze drugi człowiek. To, co najbardziej uzdrawia, to właśnie miłość, przyjaźń i oddanie - przekonuje pani Katarzyna.

Fatalny stan szpitali psychiatrycznych

W pomaganiu do zdrowia nie pomaga za to stan szpitali psychiatrycznych. Nie tylko tego, w którym leżała pani Katarzyna - problem dotyka całej Polski. - One często są w starych, powojennych albo nawet przedwojennych budynkach, nieremontowanych od kilkudziesięciu lat. Okna albo się nie domykają, albo trudno latem je otworzyć. Na ścianie są grzyby. Jest jedna łazienka na ponad 30 pacjentów - opisuje rozmówczyni Zuzanny Piechowicz. Jak dodaje, często zdarza się, że pacjenci - na widok warunków, w jakich mają przebywać - zwyczajnie rezygnują z hospitalizacji, choć jest dla nich wskazana.

W szpitalu, w którym dochodziła do siebie pani Katarzyna, też nie było kolorowo. Intensywny zapach potu połączonego z uryną, hałas i brak miejsca. - Zdarzało się, że trzeba było trzy godziny czekać na prysznic albo wstać przed szóstą, żeby zdążyć go wziąć - wspomina.

- Byłoby wspaniale, gdyby w polskich szpitalach było ładnie i żeby one - dzięki przestrzeni - też jakoś terapeutycznie działały na ludzi - mówi pani Katarzyna. - Dlatego cieszę się, że teraz w szpitalu, w którym byłam - czyli w Instytucie Psychiatrii i Neurologii - trwa remont. (…) Trochę łatwiej będzie pacjentom wracać do zdrowia - dodaje.

"Dziecko, nigdy męża ani pracy nie znajdziesz"

Katarzyna Kisielińska nie boi się opowiadać o swojej chorobie - robiła to publicznie w mediach już kilka razy. Po jednym z wywiadów w telewizji - jak wspomina - jej mama powiedziała, że przez ujawnienie sprawy nie znajdzie już pracy ani męża. Na szczęście nie miała racji. Pani Katarzyna jest obecnie mężatką. Wróciła też do aktywności zawodowej - choć nie do dziennikarstwa, którym zajmowała się wcześniej przez około 20 lat. Pracuje w Instytucie Psychiatrii i Neurologii, jest też rzecznikiem Biura Pilotażu Narodowego Programu Ochrony Zdrowia Psychicznego.

Na antenie TOK FM wyjaśniała, jak można skorzystać z pomocy Centrów Zdrowia Psychicznego, czyli miejsc, do których pacjent może się zgłosić bez zapisywania i niezwłocznie otrzymać pomoc. To ważne, bo - jak mówi Kisielińska - żeby dostać się do psychiatry w Warszawie, trzeba czekać dobrych kilka miesięcy.  Do Centrów Zdrowia Psychicznego można przyjść nawet, jeśli nie jesteśmy ubezpieczeni.

- Teraz coraz więcej mówi się o zdrowiu psychicznym, ale na ogół cały czas żyjemy w ogromnym pędzie. Każdy musi być na 120 procent swoich możliwości. I często nawet nie zauważamy, że żyjemy w sposób, który jest dla nas szkodliwy - mówi Kisielińska.

Apeluje, aby nie bać się korzystać z pomocy i nie wstydzić się o nią prosić. Jak dodaje, w Polsce jest duży problem z mężczyznami, którzy w wieku 30-40 lat popełniają samobójstwa, bo nie radzą sobie z presją, pracą i innymi wyzwaniami, a zwyczajnie wstydzą się przyjść po pomoc. Niepotrzebnie.

W Aplikacji TOK FM posłuchasz na telefonie

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny

Komentarze (5)
"Wydawało mi się, że każdy tutaj coś kombinuje, żeby mnie zabić". Była pacjentka szpitala psychiatrycznego opowiada o swoich doświadczeniach
Zaloguj się
  • matylda1001

    Oceniono 7 razy 5

    >Katarzyna Kisielińska, która przeszła schizofrenię<

    Schizofrenia to nie grypa, nie można jej przejść. Schizofrenia to choroba przewlekła. Chory może mieć tylko jeden epizod psychotyczny w swoim życiu, który albo pozostawia następstwa medyczne albo społeczne lub nie pozostawia i chory wraca do normalnego życia. Problem w tym, że nigdy nie wiadomo czy i kiedy może nastąpić następny epizod (atak choroby). Ze schizofrenią można żyć (prawie)normalnie pod warunkiem, że chory przestrzega wskazań lekarza i przyjmuje zaordynowane leki.

  • kataryniarski

    Oceniono 9 razy 5

    Heh, to tak jak hotin, który uważa, ze każdy tu jest redaktorem Wyborczej!

    Może jego też trzeba by izolować?

  • Andrzej Dzbański

    Oceniono 8 razy 4

    W szpitalu jeszcze nie byłem, korzystałem z pomocy psychiatry. Moje odczucia są podobne jak i Mamy bohaterki. Im sie udalo praca miejsce w życiu, mi tylko pozostala żona. Mam wrażenie, że w tych czasach to i żona nie zostanie. W polsce psychiczny to nie chory, nie elektorat to nikt. Tak więc pizdrawiam bohaterkę i m?wie ciesz sie swoim szczęściem p?ki możesz. Jak to mowią w koncu i tak ci je zabiorą.

  • tesia44

    Oceniono 7 razy 3

    Nie można "przejść schizofrenii". To nie grypa, niestety. Z tą chorobą żyje się do śmierci. Można ją opanować, zaleczyć, złagodzić objawy, moc funkcjonować. Ale o wyleczeniu nie ma mowy.

  • pigwa_polska

    0

    to dobrze, że przeszła i wyleczoną już ma schizofrenię - fajnie, że to się zdarza

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX