"Ze zmianami klimatu jest trochę, jak z piciem alkoholu. Na początku nie jest tak źle, ale później nieoczekiwanie robi się tragicznie"

- Włos mi się na głowie jeżył, jak podczas konwencji PiS słuchałem pana Naimskiego, który mówił, że polska energetyka będzie oparta o węgiel. Przez to niestety jest duża szansa, że nam się nie uda. Tak podgrzejemy planetę, że będzie za późno na wszystko: na ograniczenie emisji, na sadzenie lasów i tym podobne - mówił w TOK FM Adam Wajrak, dziennikarz "Gazety Wyborczej".
Zobacz wideo

W walce z katastrofą klimatyczną może nam pomóc sadzenie drzew. Jednak, jak obliczył ostatnio tygodnik "Science", żeby nasza planeta odczuła różnicę, trzeba by zalesić aż miliard hektarów terenu, czyli mniej więcej obszar równy powierzchni Stanów Zjednoczonych. - Ten miliard hektarów mógłby zaabsorbować mniej więcej 205 miliardów ton węgla atmosferycznego. To oznaczałoby, że większość nadwyżki, którą wpompowaliśmy do atmosfery, a która nie została zaabsorbowana i powoduje efekt cieplarniany - zniknęłaby. Ta nadwyżka to jest około 300 mld ton - wyjaśniał na antenie TOK FM Adam Wajrak.

Podkreślił jednak, że owe zalesianie nie powinno się odbywać w sposób, z jakim często mamy do czynienia w Polsce - że na jednym terenie sadzi się tylko jeden rodzaj drzew. Takie jednogatunkowe lasy, zdaniem dziennikarza, są bowiem złe dla bioróżnorodności i - w razie pożaru - szybciej się palą. - Więc najlepiej byłoby, gdybyśmy po prostu dali planecie zalesić się samej - wskazał Wajrak.

Przy tej okazji warto wspomnieć o deklaracji premiera Mateusza Morawieckiego, który w ostatni weekend - podczas konwencji PiS w Katowicach - zapowiedział, że w Polsce do końca roku posadzone zostanie pół miliarda drzew. Komentatorzy wskazują jednak, że obietnica szefa rządu może być trudna do zrealizowania - leśnicy do końca roku musieliby bowiem sadzić około 32 drzewa na sekundę. >> Czytaj więcej na ten temat

Wajrak o globalnym ocieplaniu: Ten szalony pociąg już zaczął jechać

Gość TOK FM zaznaczał też, że inwestowanie w zieleń i drzewa w żadnym wypadku nie zwalnia nas z obowiązku odejścia od paliw kopalnych. Zdaniem dziennikarza, należy pamiętać, że "globalne ocieplenie to nie jest coś, co ma się wydarzyć w przyszłości, ale coś, co już trwa". - Ten szalony pociąg już zaczął jechać i jedzie z coraz większą szybkością - wskazał. I podkreślił, że jeżeli nie zabierzemy się za to zalesianie bardzo szybko, to z czasem będzie ono coraz mniej efektywne - ocieplenie klimatu ogranicza bowiem miejsca, gdzie mogą rosnąć drzewa.

Gdy prowadząca audycję Karolina Głowacka zwróciła uwagę na wycinane masowo lasy tropikalne w Brazylii, Wajrak skomentował: "to jest problem, w którym teoria naukowa zderza się z polityką w praktyce". Jak dodał, tacy politycy jak Jair Bolsonaro (prezydent Brazylii) czy prezydent USA Donald Trump "kompletnie nie przejmują się" sprawami klimatu. Dziennikarz zgodził się z Karoliną Głowacką, że wycinka w Brazylii bardzo przyspieszyła i zaznaczył, że Puszcza Amazońska jest jednym z „bezpieczników planety". Jeśli więc zostanie "zderegulowana", to nie będzie nas chronić. - Jeżeli tam się zmniejszy suma opadów, to ten las będzie po prostu ginął. Już nawet nie trzeba będzie go ciąć, żeby on ograniczał swoją powierzchnię - podkreślił dziennikarz.

Wajrak o konwencji PiS: Włos mi się jeżył na głowie

Wajrak nawiązał też do polskich polityków. - W sobotę była zresztą konwencja programowa PiS, gdzie włos mi się na głowie jeżył, jak słuchałem pana Naimskiego [Piotra - pełnomocnika rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej - red.], który mówił, że polska energetyka będzie oparta o węgiel - podkreślił gość TOK FM. - Przez to niestety jest duża szansa, że nam się nie uda. Tak podgrzejemy planetę, że będzie za późno na wszystko: na ograniczenie emisji, na sadzenie lasów i tym podobne - dopowiedział.

Dziennikarz przyznał też, że politykom w Polsce zupełnie mieszają się pojęcia smogu i klimatu. - Cała klasa polityczna tego nie klei. Uważa, że pyły zawieszone są „be”, ale czysty dwutlenek węgla już nie. Czyli możemy założyć filtry i dalej będziemy mogli spalać węgiel. No to tak nie działa - przestrzegał. I podkreślił, że aby rozumieć zmiany klimatu, potrzeba dobrze wyedukowanego społeczeństwa. I tak na przykład w krajach skandynawskich bądź w Niemczech - świadomość zmian klimatu jest duża, lecz w Brazylii, Rosji czy Polsce - już niestety niekoniecznie. Jeśli tej świadomości nie ma, politycy nie będą wprowadzać zmian w obawie przed krytycznym ich przyjęciem przez wyborców.

- Ze zmianami klimatu jest trochę, jak z piciem alkoholu. Na początku nie jest tak źle, ale później nieoczekiwanie robi się tragicznie i nie wiadomo już co z tym zrobić - wskazał obrazowo nasz gość.

Jak dodał, skutki zmian klimatu są bardzo rozłożone w czasie i nie zawsze rejestrowane przez ludzi. - Bo czy bardzo się przejmujemy z tego powodu, że zimy są coraz krótsze? Trudno nam połączyć to z faktem, że to się przekłada na suszę. Więc ja bardzo chciałbym, że społeczeństwa i politycy lepiej na to reagowali. Ale tu jestem pełen obaw - przyznał na koniec dziennikarz.

Pobierz Aplikację TOK FM, słuchaj i testuj przez dwa tygodnie:

DOSTĘP PREMIUM