Polki pobrały się w Hiszpanii, urodziła im się córka. Polskie państwo nie chce dziecka zarejestrować

- Jeśli jakiś obywatel wybije pół państwa i będzie siedział w więzieniu, to jego dzieci dostaną polskie paszporty. A my tylko się ożeniłyśmy za granicą, urodziła nam się córka, która tego paszportu nie dostanie - mówiła w TOK FM Alena Schumczyk, Polka, która od kilku miesięcy próbuje zdobyć dla dziecka polski akt urodzenia. Przedstawicielka RPO stwierdziła, że "odmawia się dziecku pewnych praw z uwagi na negatywną ocenę życia prywatnego rodziców".
Zobacz wideo

Pani Alena Schumczyk to Polka, która mieszka w Hiszpanii. Wraz ze swoją żoną (również Polką) wychowuje córkę. Dziewczynka urodziła się kilka miesięcy temu. Jest Polką, ponieważ zgodnie z obowiązującą w naszym kraju zasadą krwi, obywatelstwo polskie - z mocy prawa - uzyskuje dziecko, którego co najmniej jedno z rodziców jest Polakiem.

- W tej chwili, z racji tego, że córka urodziła się w Hiszpanii, ma hiszpański akt urodzenia. W tym akcie ma wpisaną "mamę A" i "mamę B". Dla Hiszpanów nie ma różnicy, która z nas urodziła to dziecko - mówiła w TOK FM. Dodała też, że to właśnie ona jest biologiczną matką dziewczynki. Kobiety są jednak przekonane, że dziecko - jako obywatel Polski - musi mieć polski akt urodzenia i numer PESEL. 

Ale aby tak się stało, muszą uzyskać transkrypcję zagranicznego aktu urodzenia. Tu zaczynają się schody. Dokumenty w tej sprawie złożyły w polskim urzędzie stanu cywilnego trzy miesiące temu. Sprawa do dziś jest nierozstrzygnięta.

Zdumiało ich, że w miejscu ojca wpisana była moja żona

- Kilka dni przed upływem terminu, w którym urząd był zobowiązany nam odpowiedzieć, poprosili nas o udowodnienie tego, która z nas jest matką biologiczną. Ponieważ tylko ją mogą wpisać w akcie jako "matkę" - relacjonowała w TOK FM Alena Schumczyk. Jak dodała, wysłała urzędnikom w Polsce międzynarodowy akt urodzenia córki, w którym jednoznacznie było napisane, że to ona urodziła dziewczynkę. - Natomiast zdumiało ich, że w miejscu "ojca" wpisana została moja żona. To było dwa miesiące temu i od tamtej pory nie mam żadnej odpowiedzi. Nieoficjalnie jednak wiem, że mają nas prosić o papiery ze szpitala potwierdzające, że to ja ją rzeczywiście rodziłam - opowiadała dalej.

Warto zwrócić uwagę na to, że nawet gdyby pani Alena chciała w jakiś sposób "ukryć" fakt istnienia drugiej matki (aby ułatwić całą procedurę), to nie jest to możliwe. Gdyż zgodnie z prawem, transkrypcja zagranicznego aktu urodzenia musi być dokonana literalnie, słowo w słowo.

Wiceminister chce uniknąć "precedensów narzucanych przez środowiska homoseksualne"

Prowadząca rozmowę Agata Kowalska przytoczyła słowa wiceministra sprawiedliwości Marcina Romanowskiego, który rozmowie z „Naszym Dziennikiem” wypowiadał się na temat Ustawy o aktach stanu cywilnego. Jak stwierdził, w jego ocenie, należy zmienić ten dokument w taki sposób, aby uniemożliwić dokonywanie transkrypcji zagranicznych aktów stanu cywilnego sprzecznych z podstawowymi zasadami polskiego porządku prawnego. Chodzi o to, by - jak mówił wiceminister - "zablokować możliwość niebezpiecznych precedensów narzucanych przez środowiska homoseksualne".

- Co pani na to? - pytała Alenę Schumczyk. - Rozmawiamy o mojej małej córeczce, która jest Polką, tak, jak jej obie mamy. Zastanawiam się więc, czy to rodzaj zemsty ze strony państwa polskiego - powiedziała kobieta, nie kryjąc wzruszenia. Kobieta przyznała, że nie rozumie, dlaczego w chwili, gdy jakiś obywatel Polski "zgwałci kobietę i w wyniku tego gwałtu powstanie dziecko, to ono dostanie polski paszport", a jej dziecko ma z tym problem.

- Jeśli jakiś obywatel wybije pół państwa i będzie siedział w więzieniu, to jego dzieci też dostaną polskie paszporty. A my tylko się ożeniłyśmy za granicą, po prostu sobie żyjemy. Urodziła nam się córka, która tego paszportu nie dostanie - podkreśliła. 

To nie jest odosobniony przypadek

Anna Błaszczak-Banasiak z Biura Rzecznika Praw Obywatelskich, która także była gościem "Analiz" TOK FM, podkreśliła, że do biura RPO wpływa coraz więcej tego typu spraw. - Mam pewien problem z komentowaniem wypowiedzi polityków i innych osób publicznych na ten temat, bo to przypomina niestety działalność Radia Erewań. A przecież w tej całej sprawie chodzi o ochronę praw dziecka - przekonywała.

Ekspertka zaznaczyła, że nawet jeśli dziecko transkrypcji aktu urodzenia nie dostanie, to ono i tak będzie istniało. Urzędnicy jedną decyzją lub jej brakiem nie zmienią rzeczywistości. - Dziecko nadal miałoby rodziców, obywatelstwo polskie i prawa publiczne, choć nie można byłoby ich w prosty sposób potwierdzić - mówiła Błaszczak-Banasiak. Jak dodała, obecnie "odmawia się dziecku pewnych praw z uwagi na negatywną ocenę życia prywatnego jego rodziców". Bez numeru PESEL bowiem dziecko nie ma prawa do opieki w publicznej służbie zdrowia, do miejsca w przedszkolu ani do innych świadczeń społecznych. Błaszczak-Banasiak przypomniała, że obowiązek transkrypcji zagranicznych aktów urodzenia wprowadzono niedawno, bo w 2015 roku. Wcześniej można było bez przeszkód posługiwać się dokumentami zagranicznymi.

W Aplikacji TOK FM posłuchasz na telefonie:

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM