Dlaczego tysiące uczniów zostało na lodzie? Dziennikarka rozwiewa mity na temat rekrutacji w szkołach

Uczniowie, którzy dostali się do szkół za pierwszym razem nie blokują miejsc w kilku szkołach - tłumaczy Justyna Suchecka w swoim facebookowym wpisie.
Zobacz wideo

W tym roku do walki o miejsca w szkołach średnich stanęło ponad 700 tysięcy uczniów - dwukrotnie więcej, niż w poprzednich latach. Tak zwany podwójny rocznik stanowi młodzież z ósmych klas szkół podstawowych i zlikwidowanych przez Annę Zalewską, byłą minister edukacji, gimnazjów. Po ogłoszeniu wyników pierwszego etapu rekrutacji, okazało się, że tysiące uczniów nie dostało się do żadnej szkoły.

W Szczecinie do wybranej szkoły nie dostało się blisko 900 nastolatków, w Krakowie 2,5 tysiąca., w Gdańsku i Rzeszowie  ponad 1,2 tysiąca, w Olsztynie 800 osób, w Lublinie 600 osób, a w Elblągu 200 nastolatków. 

Na temat przyczyn takiej sytuacji pojawiło się wiele nieporozumień. Postanowiła je rozwiać Justyna Suchecka, dziennikarka, która przez wiele lat zajmowała się tematem edukacji w “Gazecie Wyborczej”. 

W swoim facebookowym wpisie wytłumaczyła, że uczniowie, którzy dostali się do szkół za pierwszym razem nie blokują miejsc w kilku szkołach. System został skonstruowany tak, żeby każdy uczeń był przypisany do szkoły, którą określił jako priorytetową.  

Justyna Suchecka wytłumaczyła też, na jakiej zasadzie zwolni się część miejsc. Uczniowie, którzy nie dostali się nigdzie za pierwszym razem, będą w drugim etapie rywalizowali o miejsca. 

-To zwykle licea przy zespołach szkół zawodowych, często takie, które od lat nie miały naboru. Pierwsze etapy rekrutacji pokazują, że wolne miejsca zostały jednak głównie w szkołach branżowych - pisze dziennikarka.

Na koniec Justyna Suchecka zwróciła się do osób, które krytykują uczniów za to, że aplikowali do najlepszych szkół. 

- Czytam w mediach społecznościowych złośliwe komentarze pod adresem nastolatków i ich rodziców: że walka o miejsce w prestiżowym liceum do snobizm, że można się uczyć w małym mieście i nie trzeba jechać do Warszawy (tutaj aplikuje ok. 18 tys. nastolatków spoza stolicy), że "za moich czasów" szło się do branżówek i NIKT NIE NARZEKAŁ. Rzecz w tym, że ani nie jesteśmy za "państwa czasów", ani to nie Wy macie prawo decydować o tym, co byłoby najlepsze dla tych nastolatków - napisała. 

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM