Czasami przed wyjściem do pracy mam mdłości i torsje - mówi prokurator, krytyczny wobec "dobrej zmiany"

W internecie trwa akcja solidarnościowa #MuremZaKrasoniem - chodzi prokuratora, Mariusza Krasonia z Krakowa, który został delegowany do prokuratury we Wrocławiu, a nam jego koledzy opowiadają o tym, jak są szykanowani.
Zobacz wideo

Mariusz Krasoń został delegowany do innej prokuratury, ponad 250 km od Krakowa - praktycznie z dnia na dzień. Nie miał prawa powiedzieć "nie". Kilka tygodni wcześniej, razem z innymi prokuratorami, głosował za uchwałą piętnującą naruszanie niezależności prokuratorów. Zdaniem przedstawicieli środowiska prawniczego, decyzja o przeniesieniu go to szykany za to, że ma własne zdanie. Przełożeni fakt przeniesienia tłumaczą brakami kadrowymi we Wrocławiu. - Tyle, że w Krakowie też są braki. Nawet większe - słyszymy.

W decyzji o przeniesieniu prokuratora Mariusza Krasonia nie podano uzasadnienia. Prokurator zwrócił się o nie w oficjalnym piśmie (na razie nie dostał odpowiedzi). Zrobił to również Rzecznik Praw Obywatelskich, który zajął się tą sprawą z urzędu. Adam Bodnar przyznał, że przełożeni - zgodnie z prawem - mogą przenieść śledczego z jednej jednostki do drugiej. - Jednak sposób podjęcia decyzji, jej nagły charakter oraz nieuwzględnienie sytuacji osobistej delegowanego mogą wskazywać, że nie była ona motywowana wyłącznie potrzebami prokuratury - podkreślił RPO.

Z kolei wiceminister sprawiedliwości Michał Wójcik powiedział kilka dni temu, że rotacja prokuratorów jest stosowana od lat, a "nie tylko od czasu wejścia w życie ustawy "Prawo o prokuraturze" w marcu 2016 roku". "W ten sposób ze względu na braki kadrowe w prokuraturach warszawskich bardzo wiele osób było delegowanych. I to jest rzecz zupełnie normalna" - dodał wiceminister.

"Chce się pozbawić nas godności"

Przypadek Krasonia nie jest jedyny - takich delegacji w skali kraju było o wiele więcej. Członkowie prokuratorskiego Stowarzyszenia Lex Super Omnia mówią, że na pewno ponad 200 (Prokuratura Krajowa oficjalnych danych nie podaje). Deleguje się śledczych do prokuratury niższej rangą (np. z apelacji do rejonu), ale też do zupełnie innego, oddalonego o wiele kilometrów miasta. Wielu osobom świat wali się przez to na głowę - muszą wszystko rzucić i wyjechać. Nikt nie bierze pod uwagę ich sytuacji rodzinno-osobistej.

Krzysztof Parchimowicz, prezes Stowarzyszenia "Lex Super Omnia", wykonujący zawód prokuratora od 1987 roku, już wcześniej został przeniesiony, zdegradowany. W tej chwili w prokuraturze rejonowej zajmuje się takimi sprawami, jak na początku swojej drogi zawodowej. Mimo, że nie tak dawno był prokuratorem Prokuratury Generalnej i w wielu sprawach reprezentował instytucję przed Sądem Najwyższym. - W moim przekonaniu robiłem to dobrze. I myślałem, że ze spokojem doczekam emerytury, zajmę się wnukami, trawą w ogródku, a okazało się, że nagle muszę się bić o swoją godność. Bo decyzje o naszej degradacji zmierzają do tego, by pozbawić nas godności - mówi Krzysztof Parchimowicz, który ma już kilka spraw dyscyplinarnych.

"Trąd w pałacu sprawiedliwości"

- Degradacja to moment przykry. Bywa, że w pracy spotykam się z wrogością - dodaje nasz rozmówca. Nie kryje również, że w ostatnich trzech latach - latach "dobrej zmiany" - na wielu osobach się zawiódł. Boli go też bierność wielu prokuratorów. - Rozmawiają o wyjeździe zimą na narty, a latem do ciepłego kraju, zamiast o praworządności i problemach z tym związanych. Wychodzą z założenia, że wszystko się jakoś unormuje - tłumaczy Parchimowicz -  W sytuacji, gdy w firmie panuje trąd - trąd w pałacu sprawiedliwości - dodaje.

"Prokuratura dziś jest traktowana jak folwark pańszczyźniany"

Prokurator Katarzyna Kwiatkowska (w zawodzie od 1991 roku) też zawodowo została cofnięta - była w apelacji, teraz jest w prokuraturze okręgowej. - Jeśli chodzi o zakres obowiązków, cofnęłam się o 20 lat. Gdy dostałam decyzję, bardzo ją przeżyłam, ale potem uznałam, że należy się zmobilizować i walczyć o inną prokuraturę. Dlatego, że dziś jest ona traktowana jak folwark pańszczyźniany, na którym prokuratorów przenosi się z jednego miejsca na drugie, pozbawiając ich godności pracowniczej. Ja skierowałam pozew do sądu pracy. Mam nadzieję, że sąd potraktuje mnie w sposób obiektywny i rzetelny - mówi nasza rozmówczyni.

Przyznaje, że też zawiodła się na przyjaciółkach z prokuratury. Część w ogóle się do niej nie przyznaje; mijają ją jak powietrze. Niektóre raz na jakiś czas przesyłają SMS-a z poparciem, ale... na tym się kończy. - Staram się tym nie przejmować, ale nie jest tak, że zawsze jestem twarda. Zdarzają się sytuacje, popołudniami czy w weekendy, że sobie w domu popłakuję. Taka jest prawda - dodaje prokurator Kwiatkowska.

- Atmosfera pracy jest trudna. Bywają momenty, że gdy rano wstaję, mam mdłości, torsje przed pójściem do pracy, którą kiedyś kochałem. Otoczenie czyha, bym popełnił jakiś błąd, dlatego jest ciągłe napięcie. To powoduje, że stronę, którą czytam, często muszę czytać dwa razy, bo nie mogę się skoncentrować. Albo robię ogromną liczbę błędów, pisząc na komputerze. Tak wygląda reakcja organizmu w sytuacji krytycznej - podkreśla Parchimowicz.

- Zacytuję słowa prof. Władysława Bartoszewskiego, że przyzwoitość zawsze popłaca. Ale te czasy nauczyły nas też kontaktów z ludźmi. Wiemy, że warto rozmawiać, warto przekonywać do swoich racji, trzeba by otwartym na kontakt z innymi obywatelami, w tym innymi prawnikami - dodaje szef Stowarzyszenia "Lex Super Omnia".

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM