"Dość powszechna sympatia, ale pomóc głównie od Brytyjczyków". Powstanie Warszawskie w oczach świata

Jeżeli zadamy sobie pytanie, kto efektywnie pomógł Polakom, to odpowiedź to Wielka Brytania - mówi prof. dr hab. Marian Marek Drozdowski z Instytutu Historii PAN.
Zobacz wideo

75 lat temu, 1 sierpnia 1944 r., na mocy decyzji dowódcy AK gen. Tadeusza Komorowskiego "Bora" w Warszawie wybuchło powstanie. Przez 63 dni powstańcy prowadzili z wojskami niemieckimi heroiczną i osamotnioną walkę, której celem była niepodległa Polska, wolna od niemieckiej okupacji i dominacji sowieckiej.

Jak przypomina Maciej Zakrocki decyzja o powstańczej walce miała wstrząsnąć sumieniem świata i pokazać, że Polacy nie godzą się na historię faktów dokonanych. Prof. dr hab. Marian Marek Drozdowski, z Instytutu Historii PAN, historyk i dokumentalista Powstania Warszawskiego, ocenia, że samo powstanie budziło w świecie dużą sympatię. - Piękną kartę we współpracy zapisała Stolica Apostolska. Z powstaniem sympatyzowali Żydzi z Nowego Jorku, którzy uważali je nawet za walkę o obecność demokracji w całej powojennej Europie Środkowej. Dużo sympatii dla powstania było w Skandynawii, szczególnie w Finlandii – mówi prof. Drozdowski.

Gorzej wyglądała sytuacja z pomocą dla walczącej Warszawy. - Jeżeli zadamy sobie pytanie, kto efektywnie pomógł Polakom, to odpowiedź to Wielka Brytania. Loty z pomocą zaczęły się już 4 czy 5 sierpnia i były kontynuowane. Choć straty wśród lotników były duże, to ta pomoc była skuteczna. Wielką rolę odegrały tutaj też polskie eskadry - wyjaśnia historyk. Jak dodaje, ze strony Francji była sympatia, ale umiarkowana. - Ta pomoc była stosunkowo skromna - ocenia prof. Drozdowski.

Zdaniem profesora, ówczesne polskie władze nie do końca rozumiały interes narodowy mocarstw. - Dla Amerykanów ważna była oszczędność własnej krwi i maksymalizacja roli Armii Czerwonej na froncie. Prezydent Franklin Delano Roosevelt liczył też na pomoc Sowietów w wojnie z Japonią. I za to trzeba było zapłacić. Polacy nie wiedzieli, że mocarstwa na konferencji w Teheranie w 1943 roku ustaliły, że Polska jest w sowieckiej strefie operacyjnej i wszystko trzeba ustalać z Józefem Stalinem. Myśmy myśleli, że zasady moralne i sojusze będą wieczne - podkreśla ekspert.

A Stalin nie był sympatykiem powstania. Według eksperta "cynicznie rozegrał je dla swoich interesów". Odmawiał pomocy walczącej Warszawie. Bardzo długo nie pozwalał nawet na loty wahadłowe alianckich maszyn z wykorzystaniem lotnisk na radzieckich ziemiach. - Stalin zmienił zdanie dopiero na początku września, gdy dowiedział się, że rozpoczęły się rokowania w sprawie zawieszenia działań w Warszawie. Wówczas nastąpiła zgoda na loty wahadłowe i Amerykanie, oraz sami Sowieci, rozpoczęli zrzuty – przypomina historyk i dokumentalista Powstania Warszawskiego.

Cała rozmowa z profesorem dr hab. Marianem Markiem Drozdowskim w programie "Historie Polski" w niedzielę 4 sierpnia po godzinie 19.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM