"Mam dość poniżania". Osoby LGBT chcą iść do sądu z prawicową fundacją

- Mamy dość tego, co się aktualnie dzieje. Jestem osobą LGBT, a Polska to mój kraj - mówi TOK FM pan Piotr, przedsiębiorca z Wrocławia, który zamierza wnieść pozew przeciwko twórcom strony stoppedofilii.pl. Rozważany jest też pozew dotyczący słów abpa Jędraszewskiego o "tęczowej zarazie".
Zobacz wideo

Pozew do sądu cywilnego o ochronę dóbr osobistych pan Piotr zamierza złożyć pod koniec sierpnia. Jego pełnomocnikiem ma być (pro bono) adwokat Bartosz Ciążyński - miejski radny, a jednocześnie doradca społeczny prezydenta Wrocławia do spraw tolerancji i przeciwdziałania ksenofobii.

Do pozwu przyłączają się też inne osoby LGBT. W ramach zbiórki publicznej, zorganizowanej w sobotę w internecie na koszty procesu (m.in. wniesienie pozwu), w ciągu zaledwie kilku godzin zebrano ponad dwa razy tyle, ile początkowo zakładano.

Dlaczego składają pozew?

- Na stronie stoppedofilii.pl są treści karygodne, m.in. porównujące osoby LGBT do pedofilów. Poczułem się osobiście dotknięty takimi porównaniami. Autorzy strony w sposób karygodny wypowiadają się też o edukatorach seksualnych, którzy w szkołach w rzetelny sposób przekazują naukową wiedzę na temat edukacji seksualnej, a nie jakieś zabobony - mówi pan Piotr, pomysłodawca pozwu.

"Cel edukatorów seksualnych jest jasny, rozbudzić dzieci jak najwcześniej. A co jeżeli na skutek takich rad 15-latka zajdzie w ciążę? Wówczas państwowi 'eksperci' pomogą jej podjąć 'odpowiednią dla niej decyzję'. Czyli na przykład, żeby zabić nienarodzone dziecko?" - czytamy na stronie.

Jej twórcy przekonują też m.in., że edukatorzy "chcą uczynić z nastolatków (i młodszych dzieci) klientów przemysłu antykoncepcyjnego, aborcyjnego i pornograficznego".

"Homoparady odbywają się co tydzień. Zjeżdżają się na nie te same osoby z grup LGBT. Jest im na rękę, gdy ludzie niepanujący nad agresją ich atakują, a oni dzięki temu mogą kreować się jako niewinne ofiary i zdobyć współczucie ogółu społeczeństwa" - to również cytat z omawianej strony.

Czego domagają się osoby LGBT?

- Pozew na drodze cywilnej jest niejako ostatnią deską ratunku dla osób LGBT, które są w taki, a nie inny sposób szkalowane - mówi adwokat Bartosz Ciążyński. Jak tłumaczy, Kodeks karny, który penalizuje mowę nienawiści - nie dopuszcza przesłanki związanej z orientacją seksualną. Oznacza to, że można ścigać sprawcę mowy nienawiści na tle narodowościowym czy religijnym, ale za mowę nienawiści związaną z orientacją seksualną - już nie. - Stąd wybrana przez nas droga w trybie cywilnym - dodaje mecenas. W pozwie ma się pojawić żądanie przeprosin i wniosek o usunięcie z kontrowersyjnej strony wszystkich nieprawdziwych treści. Pan Piotr rozważa też żądanie zadośćuczynienia za krzywdę, choć to nie jest jeszcze przesądzone.

Do pozwu chce się też przyłączyć m.in. Marta Lempart, aktywistka LGBT z Wrocławia. - Bo niestety zawiadomienia na policję w takich sprawach nie działają, postępowania są najczęściej umarzane - mówi aktywistka.

Inna z naszych rozmówczyń - Małgorzata Musiałek (to ona założyła zbiórkę publiczną) też chce pozwać autorów strony. - Mam dość poniżania nas. Tego, co mamy w tej chwili nie było nigdy. Bardzo wielu moich znajomych z grona LGBT zamierza wyjechać lub już wyjeżdża z Polski. Bliscy się o nas boją, gdy idziemy na przykład na marsz równości. Boją się o nasze życie. To nie jest normalne - mówi w rozmowie z nami.

Będzie pozew za słowa abpa Jędraszewskiego?

Kilka dni temu szerokim echem odbiły się słowa arcybiskupa Marka Jędraszewskiego o "tęczowej zarazie".

- Czerwona zaraza już po naszej ziemi nie chodzi. Co wcale nie znaczy że nie ma nowej, która chce opanować nasze dusze, serca i umysły. (...) Nie czerwona, ale tęczowa - mówił arcybiskup podczas mszy w Bazylice Mariackiej którą odprawił z okazji 75. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego.

- Rozważamy pozew [również i w tej sprawie - red.], rozmawiamy z prawnikami - przyznają nasi rozmówcy. O szczegółach na razie jednak mówić nie chcą.

Do słów Jędraszewskiego na Facebooku odniosła się prawniczka, prof. Monika Płatek, która wskazała, że arcybiskup obraził jej uczucia religijne.

Zdaniem pani profesor, można tu mówić o naruszeniu art. 196 Kodeksu karnego. "Wypowiedziane publicznie słowa o "tęczowej zarazie" znieważają publicznie Kościół - miejsce przeznaczone do publicznego wykonywania obrzędów religijnych. Niosą z sobą zgorszenie, wstyd i nieprzebrany smutek, że robi się to w imieniu postaci takich Jezus Chrystus i Maria, matka Jego. Mam nadzieję, że nie będę w tym odosobniona" - napisała prawniczka. Jak dodała, dobrze byłoby zgłosić to do prokuratury.

Pobierz Aplikację TOK FM, słuchaj i testuj przez dwa tygodnie:

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM