Sfrustrowani pracą, przygnieceni odpowiedzialnością. Ratownicy odchodzą z zawodu

Wypalenie zawodowe w ratownictwie medycznym jest bardzo duże - mówił w TOK FM Juliusz Jakubaszko, członek zarządu Polskiego Towarzystwa Medycyny Ratunkowej i były konsultant krajowy w dziedzinie medycyny ratunkowej. Ratownicy są sfrustrowani pracą i przygnieceni odpowiedzialnością. Duża część z nich decyduje się w ogóle odejść z zawodu.
Zobacz wideo

Punktem wyjścia do rozmowy był artykuł w "Gazety Wyborczej" opisujący "zapaść w ratownictwie medycznym". Autorka tekstu Judyta Watoła zwraca uwagę, że choć karetek w Polsce jest coraz więcej, to coraz większy jest też problem z ich obsadą. "Ratownicy medyczni uciekają z zawodu" - pisze "GW".

Juliusz Jabraszko podkreślił w TOK FM, że bycie ratownikiem medycznym jest niezwykle trudne i stresujące. - Wypalenie zawodowe jest tu bardzo duże. Odsetek ratowników sfrustrowanych pracą, przygniecionych odpowiedzialnością, ciąganych po sądach wobec różnych postępowań i roszczeniowych pacjentów wpływa tak, że duża część ludzi decyduje się w ogóle odejść z tego zawodu - powiedział.

Pierwsza linia frontu

Jednym z głównych problemów - zdaniem naszego gościa - jest bardzo wysoka odpowiedzialność, jaka spoczywa na barkach ratowników. - To jest tak zwana pierwsza linia frontu systemu ochrony zdrowia, szczególnie w warunkach szpitalnych - wskazał ekspert. - Kiedy nie ma zaplecza szpitalnego, jest się samotnym, a trzeba podejmować decyzje ratujące ludzkie życie - dodał.

Przypomnijmy, w systemie ratownictwa medycznego są dwa rodzaje karetek: "P" - czyli podstawowe z minimum dwoma ratownikami lub ratownikiem i pielęgniarką oraz karetki "S" - czyli specjalistyczne, z lekarzem w zespole. Jak podawała "GW", liczba tych podstawowych rośnie - w 2016 roku było ich 955, obecnie jest 1206. Spada jednak liczba karetek "S", których w 2016 roku było 562, a obecnie tylko 375, czyli o jedną trzecią mniej.

Zdaniem eksperta, odpowiedzialność za zdrowie i życie pacjenta - zgodnie ze sztuką - powinna spoczywać przede wszystkim na lekarzach specjalistach, a nie na ratownikach. Niestety - jak dodał - w Polsce oddala się wymóg posiadania specjalizacji lekarskiej z medycyny ratunkowej przez lekarza, który chce pracować w karetce. Przez co tych karetek specjalistycznych (z lekarzem na pokładzie) jest coraz mniej.

Apele do rządu kończyły się fiaskiem

Juliusz Jakubaszko podkreślił, że Polskie Towarzystwo Medycyny Ratunkowej, którego jest członkiem, od kilku lat apeluje do rządzących o zmiany dotyczące ratownictwa medycznego. - Już na samym początku tej kadencji postulowaliśmy, że należy podnieść prestiż tego zawodu, między innymi poprzez poprawę warunków pracy - oznajmił. Ratownikom także na wprowadzeniu pewnej wewnętrznej hierarchizacji. Jak dodał Jakubaszko, w wielu krajach taka hierarchia istnieje i świetnie się sprawdza. Zawód ratownika jest kilkustopniowy - w czasie rozwoju kariery i zdobywania doświadczeń, osiąga się kolejne stopnie awansu.

- U nas czegoś takiego nie ma. W Polsce na rynku jest około 14-15 tys. ratowników medycznych, około połowa z nich ukończyła studia licencjackie w wyższej szkole medycznej, ale równolegle taki sam dokument ratownika medycznego posiedli ratownicy po szkołach policealnych - wyjaśniał Jakubaszko. Podkreślił, że ich początkowego doświadczenia "nie można ze sobą porównywać", a "cała sprawa w środowisku powoduje straszne zamieszanie". - Ratownik ratownikowi nie jest równy - stwierdził gość TOK FM.

Problemem, zdaniem eksperta, jest także brak stałego monitorowania jakości systemu ratownictwa medycznego. - U nas się tego nie prowadzi, bo nie ma takiego wymogu prawnego - powiedział. - Nikt nie wie, co się dzieje z pacjentem, jaki jest czas trwania czynności w warunkach przedszpitalnych i co w ogóle z tym pacjentem wykonano - wskazał Jakubaszko.

Przyznał też, że strony Ministerstwa Zdrowia nie było żadnej decyzji wychodzącej naprzeciw ich postulatom.

W Aplikacji TOK FM posłuchasz na telefonie:

DOSTĘP PREMIUM