193 nowe oferty pracy jednego dnia. I tak jest codziennie. Szkoły w dużych miastach rozpaczliwie szukają nauczycieli

Tysiące dzieci wciąż nie wie, w jakiej szkole ma się stawić na rozpoczęcie roku szkolnego 2 września. Justyna Suchecka, dziennikarka "Gazety Wyborczej", tłumaczyła w TOK FM, że problemy podwójnego rocznika wcale się nie skończyły.
Zobacz wideo

Wciąż są dzieci, które nie wiedzą, do jakiej szkoły pójdą 1 września. W wielu miastach rekrutacja kończy się dopiero w ostatnich dniach sierpnia. Justyna Suchecka, która była gościem Agaty Kowalskiej w Radiu TOK FM, przyznała, że aktualne i prawdziwe są zarówno dane o sześciu tysiącach wolnych miejsc w szkołach w Warszawie, jak i te mówiące o 3,5 tys. dzieci, które nie mają jeszcze miejsca w żadnej klasie.

- Jedne i drugie dane są prawdziwie, jedne i drugie dane są niepokojące - dziennikarka mówiła. Tłumaczyła, że miejsca w szkołach zwolniły się, bo niektóre spośród dzieci, które się do nich dostały, zmieniły zdanie - będą uczyć się np. w szkole niepublicznej czy placówce podległej innemu samorządowi. Ale są to też miejsca w szkołach i klasach, do których nikt się nie zgłosił - zarówno w szkołach branżowych (dawnych zawodówkach), jak i w liceach. - W Warszawie powstały w tym roku klasy w szkołach, które od kilku lat nie prowadziły już naboru. To był np. zespół szkół zawodowych, gdzie było liceum, które nie prowadziło naboru, bo było za słabe i nie było do niego chętnych. W tym roku ten nabór był tam przeprowadzony i te miejsca są właśnie w tej puli - mówiła Suchecka.

Branżówka jak wyrok

Sęk w tym, że wielu uczniów nie chce z tych miejsc skorzystać. Zdają sobie sprawę, że gdyby nie podwójny rocznik, bez problemu ich stopnie pozwoliłyby im dostać się do wymarzonej szkoły. Nie godzą się więc z sytuacją, że jedyna opcja, jaka im pozostała, to np. szkoła branżowa. 

Justyna Suchecka przyznała, że wiele szkół zawodowych wykonało ogromną pracę, by poprawić jakość nauczania i przekonać do siebie uczniów. Przy czym udało się to głównie dzięki środkom z Unii Europejskiej czy wejściu w partnerstwo z firmami, a nie rządowym reformom. Mimo to przeszkodą pozostaje kluczowy problem - brak nauczycieli. - Nauczyciele przedmiotów zawodowych to są w tej chwili ci, których najbardziej potrzebujemy - mówiła dziennikarka, dodając, że w przypadku tych właśnie placówek dyrektorzy muszą sięgać po telefon, by zapraszać do pracy emerytów. - Przedwczoraj na stronie Mazowieckiego Kuratorium Oświaty tylko jednego dnia pojawiły się 193 oferty pracy dla nauczycieli. I tak jest codziennie, bo dyrektorzy dopiero się orientują, ile będą mieli klas we wrześniu - mówiła Suchecka.

Pożycz nauczyciela

Co więc można zrobić, jeśli kandydaci na nauczycieli się nie zgłoszą, a rok szkolny już się rozpocznie? Dziennikarka wskazywała, że zazwyczaj dyrektorzy proszą swoich nauczycieli o to, by pracowali więcej, płacąc im wówczas więcej za nadgodziny. Co ciekawe, jak zwracała uwagę Suchecka, takie wyższe pensje - uwzględniające nadgodziny, czyli mówiące de facto o więcej niż jednym etacie - były wykorzystywane przez Ministerstwo Edukacji Narodowej w informacjach o pensjach nauczycieli. Inny sposób na łatanie kadrowych dziur to "wymiana" nauczycieli między szkołami. 

Czy ci, którzy pójdą do szkoły średniej za rok, będą mieć łatwiej? Niekoniecznie, ponieważ ten podwójny rocznik w szkołach zostanie - nadal nauka będzie się odbywała na trzy zmiany, a dyrektorzy nadal będą desperacko szukać nauczycieli do pracy. 

Jak w tym wszystkim wygląda sprawa nauczycielskich pensji i problemów ze znalezieniem pieniędzy na nie? Posłuchaj całej rozmowy w Aplikacji TOK FM - pobierz i testuj za darmo przez dwa tygodnie:

DOSTĘP PREMIUM