Naczelna polskiego "Playboya" chce, by magazyn czytały też kobiety. Rozbierane sesje? "Przyszły do mnie gwiazdy, które powiedziały, że one teraz chcą"

- Chciałabym, żeby każda kobieta pokazywała się w "Playboyu" w taki sposób, w jaki chce się pokazać - mówiła Anna Mierzejewska, od niedawna redaktor naczelna polskiej edycji magazynu, pierwsza kobieta na tym stanowisku.
Zobacz wideo

Anna Mierzejewska ma 27 lat, pochodzi z Olsztyna, studiowała dziennikarstwo na Uniwersytecie Gdańskim, potem przeniosła się do Warszawy. W czerwcu objęła stanowisko redaktor naczelnej polskiej edycji "Playboya", legendarnego magazynu dla panów, któremu wcześniej szefowali m.in.: Tomasz Raczek czy Marcin Meller.

Mierzejewska pytana przez Hannę Zielińską, czy prosiła o radę starszych kolegów, odpowiedziała, że nie podejmowała próby kontaktu. - Z racji wieku i płci staję przed innymi wyzwaniami niż poprzedni naczelni. To jest inny czas w Polsce i na świecie - przyznała. Podkreśliła, że żyjemy w czasie, kiedy wciąż mówi się o walce o prawa kobiet, czasie naznaczonym również ruchem MeToo, będącym ogólnoświatowym trendem piętnowania przypadków molestowania seksualnego.

Pytana, jak chce to połączyć z historią pisma i jego legendą jako służącego m.in. do osiągania fizycznych podniet, podkreśliła, że ma wiele pomysłów na zmiany, które już zaczęła wdrażać. Trzeba jednak pamiętać, że "Playboy" to tytuł licencjonowany, co niesie ze sobą pewne ograniczenia. 

Jak podkreśliła, bardzo chciałaby, żeby kobiety czytały robiony przez nią i jej zespół magazyn. Przyznała, że ona sama "Playboya" czytała od zawsze. Druga kwestia to sposób pokazywania kobiet w piśmie, którego nieodłącznym elementem są roznegliżowane zdjęcia. - Chciałabym, żeby każda kobieta pokazywała się w "Playboyu" w taki sposób, w jaki chce się pokazać. Po MeToo propozycja rozebrania się do "Playboya", za którą nie idzie żadna historia, przesłanie, żadna wartość, nie przechodzi. Mnie byłoby wstyd zadać takie pytanie - mówiła Mierzejewska.

Zdradziła, że po objęciu przez nią stanowiska naczelnej przyszło do niej wiele znanych kobiet, które wcześniej nie zdecydowały się na rozbierane sesje. - Powiedziały, że teraz to one by chciały. Bo chcą to zrobić na własnych zasadach. Te kobiety potrzebowały tej odwagi, żeby mogły przyjść ze swoją propozycją, że chcą się pokazać w ten, a nie inny sposób - przekonywała w audycji "Dobry seks". 

Kobieta w męskim świecie

Pytana o swoje początki na stanowisku naczelnej przyznała, że było jej niezmiernie trudno. - Czułam, że muszę każdemu coś udowodnić. Takie było poczucie i też takie słyszałam głosy, że rzeczywiście chodzi o "ty im wszystkim pokażesz". A ja bardzo szybko zrozumiałam, że jedyną osobą, której muszę coś udowodnić, jestem ja sama - tłumaczyła. Przytoczyła również list, jaki otrzymała od czytelnika. Przeczytała w nim, że walczy o prawa kobiet, zawłaszczając świat mężczyzn. - To jest coś, czego ja nie mogę pojąć. Dlaczego moja obecność w tym świecie ma oznaczać, że ja go zawłaszczam? - zastanawiała się w rozmowie z Hanną Zielińską. 

Anna Mierzejewska komentowała również kwestię jej młodego wieku i dorobku. - Fakt, że nie mam doświadczenia, nie ma nic do rzeczy, bo ja mam dobry zespół, który pracuje w "Playboyu" od lat. Wydaje mi się, że już pierwsze dwa numery pokazują, że wprowadziłam spore zmiany, a więc że miałam na to jakiś pomysł, że dostałam pełną dozę wolności. To jest dalej magazyn licencjonowany, ja nie mogę zrobić tam wszystkiego - podkreślała. I dodała, że szanuje historię magazynu i wcale nie będzie próbowała jej zmieniać. 

Jest też przekonana, że potencjalny czytelnik nie kupuje "Playboya" dla podniety, a ma za to wysokie poczucie estetyki i oczekuje świetnych wywiadów. - Nie mam ambicji, żeby ludzi zmieniać, chcę im coś pokazać, dać im wiedzę na jakiś temat. Chcę, żeby ten magazyn był dla nich ciekawym dodatkiem do życia - wyliczała Mierzejewska

Posłuchaj całej rozmowy w Aplikacji TOK FM:

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM