Łowca burz: Dziś nie było warunków meteorologicznych, które wskazywałyby, że nastąpi rozwój tak aktywnej burzy

Dzisiaj w ogóle nie było warunków meteorologicznych, które by wskazywały, że nastąpi rozwój tak aktywnej i silnej burzy. Prawdopodobnie zadziałały uwarunkowania lokalne - ocenił w TOK FM Artur Surowiecki z grupy "Polscy Łowców Burz".
Zobacz wideo

W czwartek wczesnym popołudniem przez Tatry przeszła bardzo silna burza. TOPR potwierdził informację o czterech ofiarach śmiertelnych po polskiej stronie Tatr; to dwoje dzieci i dwie osoby dorosłe - poinformował w czwartek po południu wojewoda małopolski Piotr Ćwik po posiedzeniu sztabu kryzysowego. Do tragedii doszło w rejonie Giewontu. Podczas burzy piorun miał uderzyć w łańcuch, którego trzymali się turyści, wchodząc na szczyt.

Agata Kowalska w "Analizach" TOK FM cytowała wpis jednego z portalu pogodowych, że "w przeciągu ponad godziny dzisiejszej burzy w Tatrach zanotowano około 150-200 wyładowań". - Nie jest to nic nadzwyczajnego, a w górach absolutnie normalne. Tylko że burze w górach zawsze są niebezpieczne - cytowała Kowalska.

Artur Surowiecki z grupy "Polscy Łowców Burz" ocenił, że musi się zgodzić z tym stwierdzeniem. - Są burze o wiele bardziej intensywne. Jednak to warto podkreślić, dzisiaj w ogóle nie było warunków meteorologicznych, które by wskazywały, że nastąpi rozwój tak aktywnej i silnej burzy - powiedział Surowiecki. Jego zdaniem było to "zjawisko lokalne". - Być może zadziałało ukształtowanie terenu. Bardzo lokalne zdarzenie. Burza, która już praktycznie słabła, nad Tatrami bardzo mocno się aktywowała - mówił ekspert.

Kowalska dopytywała, czy wpływ na przebieg burzy miał krzyż na Giewoncie. - Niestety wszystkie maszty i krzyże w górach, nie dość, że są wysokie, to jeszcze zrobiono je z metalu. Dlatego ryzyko wyładowania w taki przedmiot znacznie wzrasta - odpowiadał członek "Polskich Łowców Burz".

Wcześniej na antenie TOK FM Marek Podmokły, fotoreporter "Gazety Wyborczej", który był w Zakopanem, informował, że dobra pogoda utrzymywała się w Tatrach do godziny 8 rano w czwartek. - Potem bardzo mocno się zachmurzyło. Było wiadomo, że to nie jest pogoda na wyjścia w bardzo wysokie góry. Koło godziny 12:15-30 już było słychać pierwsze pomruki burzy. To powinna być przestroga, żeby zawrócić. Jak się okazuje, turyści to zlekceważyli - mówi Podmokły.

Także portal meteoprognoza.pl informował, że w prognozach na czwartek zapowiadano nadejście burzy znad Słowacji. Taką prognozę podawał również Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej. 

 

DOSTĘP PREMIUM