Prof. Dariusz Stola: Jestem bezrobotny, na utrzymaniu żony, codziennie czekam na pismo od ministra Glińskiego

O tym, że to prof. Dariusz Stola wygrał konkurs na dyrektora Muzeum Żydów Polskich POLIN wiemy od 10 maja. Wygrał, ale na tym się skończyło. Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego Piotr Gliński do dziś go nie powołał na to stanowisko, mimo że minęły już cztery miesiące. - To dla mnie zaskoczenie, bo są pewne obyczaje w takim postępowaniu - mówi w rozmowie z TOK FM.
Zobacz wideo

Profesor Dariusz Stola zarządzał Muzeum POLIN od 2014 roku. W tym roku ponownie stanął do konkursu i wygrał. Minister powinien go powołać, ale do dziś tego nie zrobił. - Miesiąc temu została wstrzymana jedna z darowizn w wysokości półtora miliona złotych. Mamy informacje, że dwie następne także będą wstrzymane - mówił jeszcze w lipcu w TOK FM Piotr Wiślicki, prezes Stowarzyszenia Żydowski Instytut Historyczny w Polsce. 

TOK FM: Panie profesorze, spotykamy się na XX Powszechnym Zjeździe Historyków Polskich. Historykiem się jest, dyrektorem się bywa. Jaki jest pana status na dziś?

Prof. Dariusz Stola: Jestem bezrobotny, na utrzymaniu żony i codziennie czekam na pismo od pana ministra, będące następstwem wyniku konkursu. Wygrałem ten konkurs i czekam na decyzję pana ministra.

Co jest w głowie osoby, która wygrała konkurs, przeszła całą drogę kwalifikacji i musi czekać – czekać już bardzo długo?

Zaskoczenie, bo są pewne obyczaje w postępowaniu. Nie wiem, jak to będzie w innych konkursach ogłaszanych przez pana ministra. Kto po takim doświadczeniu będzie się do nich zgłaszał?

Minęły już cztery miesiące. Zdarzają się myśli – może jednak rzucę to wszystko, zrezygnuję i nie będę tym dyrektorem?

Nie, zgłosiłem się do konkursu i wygrałem go. Dlatego czekam na decyzję.

Jak duże ma pan w tej chwili, będąc bezrobotnym, wsparcie ze strony innych historyków?

Powiem szczerze, że nigdy nie otrzymałem tylu wyrazów solidarności i wsparcia, co właśnie teraz. Słyszę słowa poparcia i solidarności. Ważne jest dla mnie, że pojawia się słowo "solidarność". Dla mnie, doświadczenie lat 80. było doświadczeniem formacyjnym i wielką moralną zdobyczą Polaków. Cieszę się, że pamięć o tym, co znaczy solidarność, wciąż istnieje.

A bywa pan w ogóle w tej chwili w muzeum POLIN?

Bywam na konferencjach czy seminariach, ale nie mam karty, która przepuszcza przez bramkę magnetyczną. Sam wprowadziłem pewne przepisy, więc teraz muszę ich przestrzegać.

Jest pan uczestnikiem Zjazdu Historyków Polskich w Lublinie. Słyszał pan wystąpienie prezydenta Andrzeja Dudy, który mówił o znaczeniu historii, ale też o znaczeniu polityki historycznej. Co pan na to?

Po pierwsze, doceniam, że pan prezydent przyjechał, bo to świadczy o tym, że głowa państwa docenia tę grupę zawodową. To trzeba odnotować. Wiemy, z przeszłości, że pan prezydent ma bardzo dużą wiedzę o historii i ma dużo lepszą głowę do dat niż ja. Nie ze wszystkim w tym wystąpieniu mogłem się zgodzić, zwłaszcza w części dotyczącej właśnie polityki historycznej. Zresztą prof. Tomasz Schramm (jeden z odznaczonych przez prezydenta historyków, zajmujący się historią najnowszą – przyp. red.) odnotował, że jako historycy zajmujemy się ustalaniem prawdy, a nie propagandą. Natomiast dobra propaganda to jest taka, która jest zbudowana na prawdzie, a zła propaganda jest zbudowana na fałszu. Nie ma powodów, by państwo polskie swoją propagandę za granicą budowało na nieprawdzie – ona jest kiepska, ma krótkie nogi. Także to jest mój komentarz. Ale najważniejsze jest to, że mamy na zjeździe głowę państwa, co wcześniej nie zawsze się zdarzało.

W Aplikacji TOK FM posłuchasz na telefonie:

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM