"Nie można zadekretować dobrobytu, trzeba go wypracować". Prof. Marek Belka o obietnicach wyborczych PiS

Prof. Marek Belka ostrzega, że podwyżka płacy minimalnej może oznaczać "defensywę przedsiębiorców i np. zamknięcie małych biznesów". Skala problemu może być poważna, bo jak przypomniał w TOK FM były premier i prezes NBP, małe i średnie firmy to większość polskich przedsiębiorstw.
Zobacz wideo

W Poranku Radia TOK FM Karolina Lewicka pytała byłego premiera, prof. Marka Belkę, o filozofię gospodarczą Prawa i Sprawiedliwość, którą wyraża koncepcja odrzucenia wizerunku Polski jako kraju taniej siły roboczej, wyższe płace oraz polski model dobrobytu

- Cele piękne, tylko że realizuje je się za pomocą właściwej polityki gospodarczej i inwestowania, a nie za pomocą deklaracji politycznych, bo one do niczego dobrego nie prowadzą. Dobrobyt to jest coś, co osiąga się ciężką pracą, dobrą polityką gospodarczą, wykorzystywaniem szans międzynarodowych. Nie można zadekretować dobrobytu, trzeba go wypracowywać.  - stwierdził obecny eurodeputowany. 

Jego zdaniem owszem można zadeklarować podniesienie płacy minimalnej do 4 tysięcy, ale niekoniecznie konsekwencje takiego działania będą zgodne z tymi "szczytnymi celami modernizacji gospodarki".
- Wyższe płace minimalne, razem z rosnącymi płacami w całej gospodarce, to jest rzecz normalna, ale jeśli przekroczy się pewne granice, to struna się napnie, a potem się zerwie - tłumaczył gość TOK FM. 

- Jak się już mówi o 4 tys. w perspektywie zaledwie kilku lat, to ta płaca minimalna istnieje już w głowach pracodawców i pracobiorców. Prawdopodobnie skutek będzie odmienny od zamierzonego: nie zwiększy to  inwestowania, tylko spowoduje defensywę przedsiębiorców i na przykład zamknięcie biznesów. Duże firmy sobie poradzą. Szczególnie zagraniczne - podkreślił prof. Marek Belka.

Według ekonomisty płaca minimalna powinna być określona np. na poziomie 50 proc. średniego wynagrodzenia. - To jest bardzo wysoki poziom, porównując z innymi krajami - zaznaczył były prezes NBP.

Dodał, że nie widzi pozytywów kwotowego podniesienia płacy minimalnej. - Oczywiście będzie wzrost konsumpcji, ale jeśli wyprzedza on wzrost gospodarczy, jest drogą donikąd. Duże firmy będą się modernizować, ale w Polsce większość firm to firmy małe, rodzinne. Stwierdzenie, że jeżeli one nie mogą porządnie płacić pracowników, to niech znikną, przypomina mi darwinistyczne podejście. To, co proponuje PiS to Balcerowicz bis, tylko w zupełnie innych warunkach i zupełnie niepotrzebnie - Podkreślił, przypominając likwidowanie PGR-ów, ponieważ były nierentowne.  

"Typowy przykład ekonomicznego chciejstwa"

Dziennikarka przytoczyła przywoływany przez Ludwika Dorna przykład, kiedy osoby, które zarabiają obecnie więcej, niż wynosi płaca minimalna, z powodu jej podwyższenia poczują się "zdegradowane": np. płaca mechanika zostanie zrównana z pensją robotnika. - Nie będzie związku między indywidualnymi wysiłkami, a pozycją, którą osiąga się w społeczeństwie - wyjaśniała. 

Zdaniem Marka Belki stanie się tak, jeśli płace przeciętne nie będą rosnąć. - Ale ta deklaracja o wzroście płacy minimalnej to jest zaproszenie do przyspieszonego wzrostu płac w całej gospodarce. W wyrażeniu pieniężnym płace przeciętne przyspieszą. Ale ten wzrost płacy minimalnej będzie oznaczać większy nacisk inflacyjny i będziemy mieli przyspieszenie wzrostu cen. Jedyne, co się nie zmieni, to niskie tempo wzrostu wydajności pracy. Każde naruszenie praw ekonomii na dłuższą metę jest szkodliwe. To jest typowy przykład chciejstwa ekonomicznego, ale na krótką metę skutecznego działania politycznego - mówił prof. Marek Belka.

Gość TOK FM nie chciał porównywać wyborczych obietnic PiS i opozycji. - Odmawiam porównania. Nie ma symetrii między tym, co deklaruje PiS, a tym, jak reaguje opozycja. Tę licytację rozpoczął PiS i jest odpowiedzialny za to, co mówią partie opozycyjne. Mają pod ścianą chlipać i iść na pewną przegraną? Odpowiedzialność spada w całości na PiS i jego przywódców - podsumował prof. Marek Belka. 

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM