Dzień bez samochodu. A gdyby tak wszyscy przesiedli się do komunikacji miejskiej? "Na pewno byśmy się nie zmieścili"

Wraz z końcem sezonu urlopowego w warszawskiej komunikacji miejskiej znów zrobiło się tłoczno. Problem dotyczy główne I linii metra i niektórych autobusów. Zarząd Transportu Miejskiego przyznaje: "czasem pasażerów jest dużo". Ale równocześnie zapewnia: "podejmujemy działania zaradcze". Jakie?
Zobacz wideo

Jest poniedziałek, chwilę po godzinie 8. Wbiegasz na peron stacji metra Politechnika. Spieszysz się, bo za kilkanaście minut powinieneś być w biurze, na ważnym spotkaniu. "Na pewno zdążę" - myślisz ze spokojem - w końcu to tylko trzy stacje. Na peronie pełno ludzi. Cóż, godziny szczytu, nie tylko ty o tej porze spieszysz się do pracy. "Najważniejsze, że pociąg będzie za niecałą minutę" - mówisz pod nosem. Już nawet go słychać w oddali, już widać światła. Wjeżdża. I... katastrofa. Wagony wypełnione szczelnie pasażerami.  Mimo to próbujesz - do jednych drzwi, do drugich… Nie da rady. Nie zmieścisz się. Musisz czekać na następny. W nadziei, że do niego akurat wejdziesz.

Ile razy zdarzyło ci się być w podobnej sytuacji? Kiedy zakończył się sezon urlopowy, a uczniowie wrócili do szkół, w autobusach, tramwajach i metrze zrobiło się tłoczno. Problem dotyczy szczególnie pierwszej linii metra, a także autobusów przywożących pasażerów do centrum z Pragi Południe, Woli czy Bemowa. Lada moment do Warszawy wrócą studenci, więc sytuacja może być jeszcze gorsza.

Nieprzypadkowo temat wywołujemy właśnie dziś. Bo 22 września to Europejski Dzień bez Samochodu. Władze stolicy zachęcają mieszkańców, aby rezygnowali z tego środka transportu i przesiadali się do komunikacji miejskiej. Zresztą zachęty pojawiają się nie tylko przy okazji dnia bez samochodu.

A gdyby tak, choć część kierowców posłuchała apeli? - Obecnie na pewno wszyscy by się nie zmieścili i to jest problem - stwierdza Jacek Grzeszak ze stowarzyszenia Miasto Jest Nasze. - Warszawska komunikacja miejska operuje taką ideą, żeby otworzyć nową stację metra, a potem skasować połączenia autobusowe. A mieszkańców w aglomeracji przybywa i potrzeby są coraz większe - dodaje.

Jego zdaniem należy zdecydowanie zwiększać liczbę pojazdów, a miasto "tego nie robi". Bo nawet jeśli kupuje nowe, ekologiczne autobusy, to najczęściej zastępuje nimi te już wyeksploatowane.  - I w kwestii liczby pojazdów wychodzimy na zero - mówi aktywista.

Co miasto robi, by rozładować tłok?

Rzecznik Zarządu Transportu Miejskiego w Warszawie, Tomasz Kunert, przyznaje, że mieszkańcy zwracają im uwagę, że bywają linie, w których pasażerów jest bardzo dużo. I zapewnia, że miasto stara się w takich sytuacjach podejmować różne środki zaradcze. - Oczywiście na tych liniach, które wiemy, że są zapełnione, wypuszczamy długie autobusy - najdłuższe, jakie są możliwe. Drugi wariant to zwiększanie częstotliwości kursowania tak, aby było tych pojazdów więcej - wyjaśnia.

Rzecznik zapewnia, że sytuacja jest monitorowana na bieżąco. W niektórych autobusach znajdują się automatyczne liczniki do zliczania pasażerów. Tam, gdzie ich nie ma, zajmują się tym bezpośrednio pracownicy ZTM. - Jeśli widzimy, że gdzieś jest źle, to uruchamiany kilka dodatkowych autobusów, które nie figurują w rozkładzie jazdy. To tzw. "wtyczki" - informuje. - Staramy się  też w swoich kampaniach informacyjnych zwracać uwagę, żeby pasażerowie szli do wnętrza wagonów metra lub autobusów. Bo, jak wynika z naszych obserwacji, często jest tak, że pasażerowie stoją w drzwiach, a wewnątrz pojazdu jest jeszcze miejsce - stwierdza rzecznik ZTM.

Kunert przyznaje też, że niektóre linie autobusowe są tak popularne, że "w zasadzie niewiele można zrobić". Przykładem, jak mówi, jest linia 189, kursująca między Bemowem, Włochami i Mokotowem, która przewozi pracowników do "Mordoru", czyli zagłębia biurowego stolicy. - To jest autobus, który w godzinach szczytu jeździ praktycznie co trzy minuty. Czasem jeden stoi na przystanku, a widać drugi, który już nadjeżdża, a i tak nie jest tam luźno - mówi rzecznik ZTM.

I linia metra. "Tam już nic nie wciśniesz"

Jeśli chodzi o metro, w godzinach szczytu komunikacyjnego pociągi I linii jeżdżą co dwie minuty. - Nie możemy już dołożyć - przyznaje szczerze Kunert. Dodaje za to, że częstotliwość zostanie zwiększona na rozbudowanej II linii, gdzie od poniedziałku 30 września, w godzinach szczytu, pociągi będą jeździć właśnie co dwie minuty.

Zdaniem rzecznika w metrze bywają momenty kryzysowe, wynikające najczęściej z problemów technicznych któregoś z pociągu. Jeśli jeden skład się opóźnia bądź nie zabiera pasażerów, to automatycznie powoduje, że liczba osób próbujących wsiąść do następnego się zwiększa. - W normalnym ruchu rozkładowym taki duży tłok należy do rzadkości. Jest tłoczno, ale nie aż tak, że nie można wejść - podkreśla.

- I linia metra jest na granicy przepustowości. W godzinach szczytu tam się już nic nie wciśnie - przekonuje  z kolei Jacek Grzeszak, aktywista stowarzyszenia Miasto Jest Nasze. Dlatego, jak dodaje, jego stowarzyszenie postulowało budowę trzeciej nitki nie w stronę Pragi Południe (jak planuje miasto), ale tak, by dublując nieco linię pierwszą.

Warszawiacy w komunikacji

Warszawiacy lubią komunikację miejską i - co pokazują badania - nierzadko z niej korzystają. Jak wynika z ostatniego Barometru Warszawskiego (czerwiec 2019), w odpowiedzi na pytanie: jak często w ciągu ostatnich trzech miesięcy korzystałeś(-aś) z publicznego transportu - 52 proc. respondentów odpowiedziało "codziennie lub prawie codziennie", a 19 proc. - że przynajmniej raz w tygodniu. Z samochodu zaś "codziennie lub prawie codziennie" korzystało 21 proc., a co najmniej raz w tygodniu - 15 proc.

Czy to dobry wynik? Jak ocenia Jacek Grzeszak, nie najgorszy i zbliżony do poziomu innych europejskich stolic. Z drugiej strony zwraca uwagę, że w stolicy rośnie też liczba osób poruszających się samochodami, bo ludzi po prostu na nie stać. - W czasach PRL korzystanie z komunikacji miejskiej było na poziomie 80-90 proc., bo bardzo niewielka liczba osób była zmotoryzowana - przypomina aktywista i dodaje, że po wyjściu z modelu socjalistycznego ten trend zaczął się odwracać. Obecnie na 1000 mieszkańców Warszawy przypada 715 samochodów, ponad dwukrotnie więcej niż np. w Berlinie (333).

Pobierz Aplikację TOK FM, słuchaj i testuj przez dwa tygodnie za darmo:

DOSTĘP PREMIUM