Marsz Równości przeszedł przez Lublin, mimo prób blokowania przez kontrmanifestantów

II Marsz Równości przeszedł ulicami Lublina, otoczony kordonem policji. Kontrmanifestanci próbowali blokować pochód. Funkcjonariusze użyli gazu łzawiącego i armatek wodnych.
Zobacz wideo

Marsz rozpoczął się kilkanaście minut po godzinie 14 od próby jego zablokowania przez przeciwników. Na drodze, obok miejsca zbiórki uczestników marszu, stanęła grupa około 200 osób, niektórzy byli w kominiarkach. Kiedy osoby te nie zareagowały na wezwania policji o cofnięcie się, policjanci użyli gazu łzawiącego i odepchnęli blokujących. Kontrmanifestanci wykrzykiwali m.in. takie hasła jak: "Lublin miastem bez dewiacji!".

Trasa II Marszu Równości prowadziła następującymi ulicami: Al. Racławickie - ul. Lipowa - ul. Narutowicza - ul. Głęboka - ul. Sowińskiego i ponownie wraca w Al. Racławickie. Mieszkańcy musieli liczyć się z utrudnieniami w ruchu.

Na czele Marszu Równości jechał samochód, na którym są przyczepione były transparenty z napisami: "Najlepiej wiem, kim jestem" czy "Miłość to miłość". Uczestnicy zgromadzenia nieśli tęczowe flagi i skandowali hasła: "Lublin miastem akceptacji!", "Też was kochamy!" lub "Chodźcie z nami!".

Pochód był szczelnie otoczony kordonem policji. Kilka razy kontrmanifestanci próbowali zatrzymać marsz (m.in. na ulicy Sowińskiego).  Policja wzywała ich do zejścia z ulicy, a kiedy nie posłuchali, policjanci użyli gazu łzawiącego i armatki wodnej. Wtedy blokujący się rozbiegli.

Co i rusz w stronę uczestników Marszu Równości wykrzykiwane były niecenzuralne hasła. Rzucano też butelkami.

Jak podała nasza reporterka Anna Gmiterek-Zabłocka, w sumie policja zatrzymała ponad 30 osób, m.in. tych, którzy próbowali przebić się przez kordon.

Homofobiczne ulotki

Jeszcze przed całym wydarzeniem doszło do incydentu - jeden z kontrdemnostrantów rzucił w stronę uczestników marszu - puszką. Obie grupy są oddzielone kordonem policji.

Jak mówiła nasza reporterka, od rana w Lublinie był spory ruch. Widać, że na marsz przyjechali ludzie z różnych części Polski. - W niektórych miejscach pojawiły się homofobiczne ulotki - podała.

Przypomnijmy, że marsz został zakazany przez prezydenta miasta. Swoją decyzję Krzysztof Żuka (podobnie jak rok temu) tłumaczył względami bezpieczeństwa. Władze Lublina obawiał się, że dojdzie do starć między uczestnikami marszu a zebranymi na kontrmanifestacji. Ostatecznie sąd prezydencki zakaz uchylił.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM