Będzie strajk nauczycieli? ZNP podsumowuje wyniki ankiety

Większość nauczycieli chce strajku włoskiego - tak wynika z częściowego podsumowania ankiety przeprowadzonej przez ZNP wśród ponad 200 tys. osób. Dzisiaj o losach protestu w szkołach decyduje prezydium ZNP. Decyzję w tej sprawie związek ogłosi jutro, ale najpewniej będzie to właśnie strajk włoski.
Zobacz wideo

Strajk włoski oznaczałby, że w szkołach może być mniej zajęć dodatkowych lub wycieczek. Jak mówi szef Związku Nauczycielstwa Polskiego Sławomir Broniarz, nauczyciele, którzy przystąpią do protestu, będą wykonywać tyko to, co wynika z obowiązków zapisanych w przepisach. 

- Ograniczając swoje zadania do tego, co wynika z przepisów prawa w znakomity sposób uzmysłowimy społeczeństwu, ile do tej pory zadań wykonywał nauczyciel, za które nie miał płacone - stwierdził Broniarz. - Jeśli mamy więcej pracować, to chcemy przede wszystkim więcej zarabiać - dodał.

Ankieta przeprowadzana była wśród pracowników oświaty przez blisko trzy tygodnie (od 3 do 22 września). ZNP pytał w niej o to, czy nauczyciele w ogóle chcą protestować - a jeśli tak, to w jakiej formie. 

Jak oceniała w TOK FM Iga Kazimierczyk z fundacji "Przestrzeń dla edukacji", strajk włoski w edukacji odczują wszyscy. - To pójdzie kaskadowo. Nauczyciele, którzy będą odmawiać wszystkich innych zadań poza tymi, które nakłada na nich prawo będą niestety częstymi gośćmi u dyrektora, a dyrektor będzie musiał jakoś te sprawy rozwiązać. I wszystkie te komplikacje i utrudnienia, które w szkołach wystąpią prędzej czy później, trafią do organów prowadzących - tłumaczyła. 

Podstawowy postulat związkowców się nie zmienia - chcą podwyżek, a także zmian w systemie wynagradzania. Protest ma się rozpocząć po wyborach.

Szef ZNP opowiadał się za strajkiem

Szef ZNP Sławomir Broniarz od początku przekonywał, że jest zwolennikiem powtórki z kwietnia, czyli "radykalnej akcji strajkowej". Podkreślał też, że nauczycieli nie zadowala podwyżka rzędu 200-300 zł, jaką mieli dostać od września. - To nie rozwiązuje problemów nauczycielskich - mówił w TOK FM pod koniec sierpnia.

Znaczna część nauczycieli przyznawała jednak, że o poparcie takiej formy protestu może być trudno. Pracownicy oświaty - przez strajk - nie tylko stracili finansowo, ale stali się też ofiarami hejtu. - Mimo oczywiście strat finansowych, które ponieśliśmy w czasie strajku, determinacja i zaangażowanie jest. Ale na pewno są nauczyciele, którzy nie podejdą do strajku drugi raz, bo widzą, że to nie daje rezultatów, jakich oczekiwaliśmy - mówiła niedawno reporterowi TOK FM Ewa Stradomska, nauczycielka szkoły w Legionowie.

Strajk nauczycieli w kwietniu objął całą Polskę

Kwietniowy strajk nauczycieli miał charakter ogólnopolski - trwał od 8 do 27 kwietnia. Uczestniczyli w nim członkowie ZNP, Forum Związków Zawodowych, część nauczycieli należących do Sekcji Oświaty i Wychowania NSZZ Solidarność oraz nauczyciele niezrzeszeni.

W początkowej fazie strajku brało w nim udział niemal 75 proc. placówek w całym kraju. Najwięcej w województwie kujawsko-pomorskim (87,72 proc.), najmniej zaś w podkarpackim (55,17 proc.).

Strajk został zawieszony, a nie zakończony - co podkreślał pod koniec kwietnia szef ZNP Sławomir Broniarz. Nauczyciele domagali się podwyżek wynagrodzenia zasadniczego o 30 procent (rozłożonej w kilku transzach). Do porozumienia między protestującymi a rządem nie doszło, mimo wielu rozmów przeprowadzonych w Centrum Partnerstwa Społecznego "Dialog".

Pobierz Aplikację TOK FM, słuchaj i testuj przez dwa tygodnie za darmo:

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM