Silny wstrząs w kopalni Bielszowice w Rudzie Śląskiej. 39-letni górnik nie żyje

39 letni górnik-elektryk nie żyje, a 11 jest poszkodowanych, w tym troje ciężko - to wstępny bilans silnego wstrząsu w kopalni Bielszowice w Rudzie Śląskiej.

To 22. w tym roku śmiertelny wypadek w polskim przemyśle wydobywczym. Od początku roku do czwartku, praca górnicza pochłonęła już więcej ofiar niż w całym ubiegłym roku, kiedy życie straciło 21 górników. W kopalniach węgla kamiennego zginęło dotąd 16 osób - również o jedną więcej niż w całym roku 2018.

Do wstrząsu, którego energię wstępnie oceniono na ponad 3 stopnie w skali Richtera, doszło krótko po godzinie 15. około tysiąc metrów pod ziemią, w rejonie zlokalizowanego w Mikołowie szybu Wygoda. W zagrożonej strefie było 17 górników; wszystkich udało się wyprowadzić; szybko też rozpoczęto reanimację nieprzytomnego 39-letniego elektryka. Nie udało się go uratować.

- Do tąpnięcia doszło tysiąc metrów pod ziemią, w chodniku głównym, w przekopie równoległym południowym. Górnik, który niestety nie żyje, to elektryk, który wykonywał prace w pochylni - relacjonował obecny w sztabie akcji ratowniczej wiceminister energii Adam Gawęda. Na miejscu był też wojewoda śląski Jarosław Wieczorek.

- Akcja przebiega bardzo sprawie, przy wszystkich poszkodowanych są lekarze. Wszystkie rodziny są objęte również naszą opieką i wsparciem psychologów (...). Zrobimy wszystko ze strony spółki i kopalni, żeby udzielić pełnego możliwego wsparcia - zapewnił wiceszef resortu energii. - Spółka udzieli osobom poszkodowanym i ich rodzinom wszelkiej pomocy, tak jak to zawsze czyni - dodał prezes PGG Tomasz Rogala.

Jak poinformował rzecznik Polskiej Grupy Górniczej Tomasz Głogowski, spośród pozostałych 16 górników, dziewięciu odniosło poważniejsze, choć niezagrażające życiu obrażenia - głównie złamania, stłuczenia i prawdopodobne urazy kręgosłupa. Według wiceministra Gawędy, który powołał się na wstępne informacje służb medycznych, trzech poszkodowanych jest w poważniejszym stanie. Także siedmiu innych pracowników będzie przebadanych pod kątem możliwych drobniejszych urazów.

Wydostanie wszystkich poszkodowanych na powierzchnię zajęło około trzech godzin. Trzej ranni zostali przetransportowani do szpitali śmigłowcami Lotniczego Pogotowia Ratunkowego, które czekały przy mikołowskim szybie. Pozostałych poszkodowanych zabrały karetki pogotowia. Są w kilku szpitalach w regionie, m.in. w specjalistycznym ośrodku Katowicach-Ochojcu, a także w szpitalu w Krakowie.

Przyczyny i szczegółowe okoliczności czwartkowego wypadku wyjaśnia Okręgowy Urząd Górniczy w Gliwicach, przy udziale przedstawicieli Wyższego Urzędu Górniczego, prokuratury i Państwowej Inspekcji Pracy. Wszelkie prace w rejonie wstrząsu zostały wstrzymane; wystawiono posterunki, ograniczające dostęp do miejsca wstrząsu. Gdy pozwolą na to warunki, będzie tam przeprowadzona wizja lokalna.

Wszyscy poszkodowani są pracownikami PGG. Jak podała dyrekcja kopalni - na podstawie relacji wycofywanych z zagrożonego rejonu górników - skutki tąpnięcia objęły kilka różnych, położonych blisko siebie wyrobisk, w których pracowali ludzie. Pracownicy nie przekazywali, by w którymś z chodników nastąpił zawał.

DOSTĘP PREMIUM