30. rocznica śmierci Jerzego Kukuczki. "Jego organizm był jeden na milion"

Jerzy Kukuczka zginął, wspinając się na Lhotse w 1989 roku. - Był głodny gór, a jednocześnie bardzo dobrze zorganizowany. Na wyprawie był tym, który rezygnował ostatni, jeżeli w ogóle. Miał wtedy takie powiedzenie: szczyt zapłacony, czekanem ma być zdobyty -wspominał w TOK FM himalaista Leszek Cichy.
Zobacz wideo

Jerzy Kukuczka, jeden z najwybitniejszych światowych himalaistów w historii, zginął 24 października 1989 roku podczas wspinaczki niezdobytą wówczas południową ścianę Lhotse. Cecylia Kukuczka pojechała do Nepalu, do bazy pod ten szczyt, aby pożegnać się z mężem. - To dla mnie ważne, by być w dniu jego wypadku u podnóża ściany Lhotse. Chcę być jak najbliżej Jerzego: podumać, porozmyślać, porozmawiać z nim, zapytać o wiele rzeczy. To potrzebna podróż, od serca, romantyczna - powiedziała żona himalaisty, która była w tym symbolicznym miejscu także pięć lat temu, w 25. rocznicę śmierci wspinacza.

Cecylia Kukuczka tłumaczyła, że tym razem do Nepalu przyleciała przyjaciółmi, ale bez synów. - Synowie są młodzi i mają jeszcze czas, a ja być może jestem tu ostatni raz. Nie wiem, czy za pięć, czy dziesięć lat, w kolejną rocznicę, będę jeszcze w stanie podejść na tę wysokość, czy pozwoli mi na to zdrowie. To dla mnie takie pożegnanie z Jurkiem w tym miejscu - podkreśliła.

Jerzy Kukuczka. "Organizm jeden na milion"

Leszek Cichy opowieść o najsłynniejszym polskim himalaiście, zdobywcy korony Himalajów i Karakorum, rozpoczął od wspomnienia o jego "wyścigu" z równie utytułowanym włoskim wspinaczem, Reinholdem Messnerem. Zwracał uwagę, że choć Włoch miał znacznie większe możliwości finansowe i organizacyjne, Kukuczka miał przede wszystkim ducha. 

- Jerzy był głodny gór. A jednocześnie bardzo dobrze zorganizowany. Na wyprawie był tym, który rezygnował ostatni, jeżeli w ogóle. Miał wtedy takie powiedzenie: szczyt zapłacony, czekanem ma być zdobyty - mówił w TOK FM himalaista, który wraz z Krzysztofem Wielickim, jako pierwszy na świecie, dokonał zimowego wejścia na Mount Everest (1978 rok). Jak podkreślił, 90 proc. wypraw Kukuczki kończyło się sukcesem. 

Zdaniem Cichego Jerzy Kukuczka ma swojej karierze dwa absolutnie rekordowe wejścia na ośmiotysięczniki zimą. W latach 1984-1985 himalaista brał udział w dwóch wyprawach: na Dhaulagiri i Czo Oju. Zdobył oba szczyty, ale co ważniejsze, mimo konieczności spędzenia nocy na wysokości ośmiu tysięcy metrów podczas obu zejść, nie miał żadnych odmrożeń. - To rzecz dzisiaj dla niewielu w ogóle wyobrażalna, a dostępna dla w ogóle minimalnej liczby wspinaczy - podkreślił. Zaznaczył, że nie była to kwestia jedynie doświadczenia, ale także predyspozycji. - Jego organizm był jeden na milion. Predysponowany do olbrzymiego wysiłku, szybkiej regeneracji - ocenił w TOK FM Leszek Cichy.

Śmierć Jerzego Kukuczki. "To był szok"

Na antenie TOK FM wybitnego himalaistę wspominali także Elżbieta i Dariusz Piętakowie, autorzy książki
"Lhotse '89. Ostatnia wyprawa Jerzego Kukuczki". Opowiadali o ekspedycji na czwartą pod względem wysokości górę świata, rodzinie słynnego himalaisty, a nawet jego ulubionym daniu. Goście TOK FM byli uczestnikami tragicznej wyprawie na Lhotse. 24 października 1989 roku z bazy pod ośmiotysięcznikiem wypatrywali schodzącego Kukuczki przez jedyne dostępne wtedy urządzenia, czyli lornetki.

- To był dzień, kiedy myśleliśmy, że Jurek wraz z Ryszardem Pawłowskim są już na szczycie. Łączyliśmy się dzień wcześniej. Pamiętam, że bardzo kaszlał, ale na tej wysokości to nic dziwnego. 24 października od świtu spoglądaliśmy w kierunku wierzchołka, licząc, że coś zobaczymy. Niestety nie za bardzo było coś widać, tym bardziej kogoś - mówili. O śmierci Jerzego Kukuczki dowiedzieli się 24 godziny później.  - Następnego dnia, około południa, zobaczyliśmy, że schodzi jedna osoba. Po jakimś czasie okazało się, że to Ryszard Pawłowski, a Jurek odpadł. To był dla nas ogromny szok - wspominali w rozmowie z Piotrem Maślakiem.

Rozmowy posłuchasz też na telefonie dzięki aplikacji TOK FM. 

DOSTĘP PREMIUM