Zlokalizują natręta, urozmaicą grę wstępną. Tak działają współczesne aplikacje seksualne

Aplikacje seksualne to nie tylko programy, które spełniają funkcję wirtualnych biur matrymonialnych. Mogą uczyć mężczyzn, jak sprawić kobiecie przyjemność, odwieść od korzystania z pornografii lub sprawdzić, czy intelekt partnerów jest na tym samym poziomie.
Zobacz wideo

Marcin Klimkowski, od ponad 20 lat współpracujący z "Playboyem" w rozmowie z Hanną Zielińską opisywał zasady działania współczesnych aplikacji związanych z seksem. Są wśród nich takie, które mogą pomóc w zidentyfikowaniu problemów zdrowotnych lub odwodzić od pornografii. Jeszcze inne pomogą przełamać wstyd. Czy są bezpieczne? 

- Wszystko zależy od intencji. To jest po prostu narzędzie i co z nim zrobimy, zależy od nas - mówił gość TOK  FM, porównując je do noża kuchennego. - Można nim zabić, można posmarować kanapkę. Ja tak troszkę podchodzę do tych aplikacji randkowych. Można znaleźć tam dziewczynę czy chłopaka na jedną noc, ale można też podtrzymać relację na odległość. Można tam znaleźć miłość, partnera na życie, ale też znaleźć friends with benefits, czyli kogoś z kim idziemy do kina, na kawę, a wieczorem do łóżka - wymieniał. 

Nie tylko współczesne biura matrymonialne

Według Klimkowskiego część aplikacji seksualnych, to po prostu aplikacje miłosne, które spełniają obecnie rolę biur matrymonialnych. Po prostu pozwalają łączyć się ludziom w pary. Na takiej zasadzie działa m.in. Tinder, Badoo czy Sympatia. Co ważne, aplikacje czy portale mogą być skierowane do różnych odbiorców. 

Są aplikacje randkowe dla osób hetero- i nieheteronormatywnych, dla osób o różnych zainteresowaniach, wyznaniach, a nawet podobnej skłonności do ryzyka. - Mamy cały przekrój potrzeb społecznych i tożsamościowych - zaznaczyła prowadząca program Hanna Zielińska

- Aplikacja czy portal jest odzwierciedleniem rzeczywistości przeniesionym do tego, co wszyscy nosimy w kieszeni, czyli smartfona. Jeżeli praktykujący Żyd chce poznać kochającą dom Żydówkę, a praktykująca katoliczka, chce poznać osobę podzielającą jej zdanie, to przecież nie idą do darkroomu, bo tam nie znajdą kogoś takiego. Dlatego powstają też dla nich rzeczy. Takie aplikacje są odzwierciedleniem dawnych biur matrymonialnych - podkreślił z kolei Klimkowski. 

Zaznaczył, że pojawiają się również aplikacje i portale dla fanów rocka, wegan czy zwolenników sapioseksualizmu, czyli osób, dla których wygląd partnera czy partnerki nie ma znaczenia, ponieważ najbardziej liczy się dla nich intelekt drugiej osoby. Takim osobom może pomóc się poznać np. aplikacja Elimi. - Zanim zadzieje się randka, ona sprawdza, czy ludzie myślą podobnie, poprzez rozwiązywanie łamigłówek i zagadek.

W ocenie Marcina Klimkowskiego zaskakująco mało tak naprawdę zostało stworzonych aplikacji "czysto technicznych", służących do umawiania się tylko na seks. Według niego również na Tinderze większość osób szuka miłości, a nie tylko przygody na jedną noc. 

Darkroom na smartfony

Istnieje również kilka aplikacji sprzyjających mniej typowym potrzebom użytkowników jak np. skłonności do ryzyka albo potrzebie działania na adrenalinie. Jedna z nich jest Die with me. - Ona jest śmieszna, jest taka trochę seksualna. Działa tylko wtedy, kiedy telefon ma poniżej 5 proc. naładowania baterii. A aplikacje bardzo szybko rozładowują telefony, więc trzeba bardzo szybko umówić się, w domyśle na randkę lub do łóżka. W te kilka minut trzeba zrobić całą tinderową robotę. Wyczuć czy osoba po drugiej stronie nie jest świrem, czy ma prezerwatywy. Jest na to bardzo mało czasu. To taki darkroom na smartfony - mówił Klimkowski.

Aplikacje mogą też służyć kobiecej przyjemności. Taką funkcję spełnia np. Lickster. - To jest taka czysto seksualna rzecz. Nauka mężczyzny robienia przyjemności. Konia z rzędem tej kobiecie, która powie, jak lubi być pieszczona - mówił gość TOK FM, zaznaczając, że w tym właśnie pomaga Lickster.

Są również aplikacje starające się odwieść użytkowników internetu od pornografii. Tego przykładem jest hinduska aplikacja stworzona przez profesora indyjskiego uniwersytetu. Na jakiej zasadzie działa? W momencie włączenia np. filmu pornograficznego, aplikacja włącza pieśni religijne lub przemówienia polityków. 

Współczesny ekshibicjonizm

Niektóre aplikacje, które możemy mieć na swoim telefonie, mogą także pomóc w walce z dręczącymi nas natrętami. - Chodzi o ten przedziwny zwyczaj napastowania zazwyczaj kobiet zdjęciami penisów. To jest cyfrowy ekshibicjonizm - tłumaczyła Hanna Zielińska. 

Tutaj z pomocą może przyjść aplikacja DickPicLocator. - To jest tak naprawdę taki straszak. Za pomocą aplikacji można dokładnie namierzyć, skąd takie zdjęcie zostało wysłane - mówił Klimkowski, dodając, że to rozwiązanie zostało stworzone przez mężczyznę dla ochrony kobiet. 

Nie wszystkie jednak możliwe do ściągnięcia na nasze telefony spełniają funkcje ochronne. Bezpieczeństwem zachwiała na pewno bowiem aplikacja Deep Nude, która została też bardzo szybko wycofana. Została stworzona do rozbierania każdej osoby, której mieliśmy zdjęcie. 

- Ona wpisała się także w rozmowę o fake newsach - mówił Klimkowski, porównując ją do niedawno bardzo popularnej aplikacji umożliwiającej postarzenie swojego wyglądu na zdjęciu. - Deep Nude na podstawie kształtów osoby przedstawionej na zdjęciu, pokazywała, jak ta osoba wygląda nago. Bardzo realistycznie. To wyglądało jak zdjęcie - dodawał gość TOK FM. Jak zaznaczył jej użytkownicy zaczęli tworzyć fałszywe obrazy celebrytów i nie tylko. - To pornografia wirtualno-rzeczywista. Wyobraźmy sobie czternastolatkę, której kolega robi zdjęcie taką aplikacją i puszcza je do grupy. Ona jest zniszczona. Wyobrażam sobie, że to może być przyczyna depresji i samobójstwa - stwierdził. 

Czym kierować się przy wyborze aplikacji?

Dziennikarka pytała jednak, czy Marcin Klimkowski nie dostrzega w korzystaniu z niektórych aplikacji seksualnych absurdu i groteski. - Po co to pośrednictwo urządzeń? - zastanawiała się. 

- Może jestem łatwowierny, ale uważam, że to jest rewelacyjna gra wstępna. Większość aplikacji, które opisałem to fenomenalne gry wstępne - mówił. 

Czym się wobec tego kierować przy wyborze aplikacji? - Trzeba na własną rękę poszukać, żeby zobaczyć, co jest tam ciekawego. Dostosować to do swoich potrzeb. Jeżeli chcę nauczyć czegoś nowego partnera, to to to znajdę. Jeżeli jest para, która jest 15 lat razem, to aplikacjami można urozmaicić sobie wspólne życie - przekonywał, dodając, że aplikacje tworzone są przecież nie tylko dla singli, ale także dla par, czy trójkątów. 

DOSTĘP PREMIUM