Prokuratura Regionalna w Lublinie bada aferę hejterską w Ministerstwie Sprawiedliwości

Jak ustaliło TOK FM, śledczy z Lublina badają m.in, czy doszło do złamania ustawy o ochronie danych osobowych i art. 231 Kodeksu Karnego. Chodzi o przekroczenie uprawnień przez funkcjonariusza publicznego. Sprawdzany jest wątek wycieku danych osobowych sędziów.
Zobacz wideo

Jak przekazał nam prokurator Piotr Marko z Prokuratury Regionalnej w Lublinie, do której trafiła sprawa, postępowanie dotyczy m.in. art. 107 ustawy o ochronie danych osobowych. To przepis, który mówi o tym, że kto przetwarza dane osobowe, choć ich przetwarzanie nie jest dopuszczalne albo do ich przetwarzania nie jest uprawniony, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat dwóch.

Chodzi o zarzut, że z Ministerstwa Sprawiedliwości mogły wyciekać dane osobowe sędziów, które są w posiadaniu Departamentu Kadr i Organizacji Sądów Powszechnych i Wojskowych. Pochodzące stamtąd informacje o sędziach miały być wykorzystywane m.in. przez hejterkę Emilię do szkalowania i oczerniania konkretnych osób. Resort sprawiedliwości  zaprzecza, że do wycieku danych doszło, choć jednocześnie przyznaje, że wiceminister Łukasz Piebiak miał dostęp do danych poszczególnych sędziów i - teoretycznie - mógł zrobić z nimi, co chciał.

Oprócz ustawy o ochronie danych osobowych i jej ewentualnego naruszenia śledczy z Lublina sprawdzają też, czy urzędnicy z Ministerstwa Sprawiedliwości (w tym sędziowie) nie przekroczyli swoich uprawnień (art. 231 Kodeksu Karnego) na przykład przekazując pani Emilii dane osobowe sędziów.

Śledczy nie ujawniają, jak obszerne są akta prowadzonej przez nich sprawy, jakie dowody już zabezpieczono, a jakie czynności są dopiero przed nimi. Nie odpowiadają też na pytanie, czy zabezpieczono telefony komórkowe, laptopy i komputery sędziów, którzy byli wymieniani w publikacjach Onetu na temat tzw. afery hejterskiej.

Prywatne telefony sędziów dalej w użyciu?

W ocenie mec. Ewy Stępniak, pełnomocniczki pani Emilii, prywatne telefony sędziów, za pomocą których kontaktowali się z jej klientką, mogły nie zostać zabezpieczone. - Skąd to wiemy? Ponieważ ci sędziowie z tych prywatnych numerów, z prywatnych telefonów kontaktowali się z panią Emilią, czyli mieli je ze sobą i mają prawdopodobnie do dzisiejszego dnia. A to może oznaczać, że mieli wystarczającą ilość czasu, żeby usunąć stamtąd wszelki ślad po komunikatorach i po zamieszczonej na nich korespondencji - mówi adwokatka.

Pełnomocniczka pani Emilii kilka tygodni temu zabezpieczyła notarialnie wiadomości wymieniane między jej klientką a sędziami m.in. na Whatsappie. Już jest tego kilkaset stron - są to dane "ściągnięte" z internetu protokolarnie, w obecności notariusza. Zostaną przekazane prokuraturze jako dowód w sprawie. Są to wiadomości wymieniane między poszczególnymi osobami, ale też konkretne dane osobowe, konkretne dokumenty, które były przekazywane pani Emilii (np. oświadczenie o stanie majątkowym sędziego).

Mecenas Ewa Stępniak złożyła w prokuraturze pełnomocnictwo do reprezentowania pani Emilii, ale do dziś nie dostała od śledczych żadnej informacji w tej sprawie; nie podano jej nawet sygnatury akt. - Zgłosiłam się jako pełnomocnik, w zależności od statusu pani Emilii: i jako pełnomocnik świadka, i jako - ewentualnie - obrońca podejrzanej, gdyby prokuratura chciała postawić mojej klientce jakikolwiek zarzut - tłumaczy Ewa Stępniak. Nieoficjalnie wiemy, że prokuratura wystąpiła o pierwsze opinie biegłych. Jakie? Tego nie ujawnia.

Aferę hejterską, w której mieli uczestniczyć sędziowie i wiceminister sprawiedliwości, ujawnił w sierpniu Onet. Ci, którzy mogli brać w niej udział, mieli się wymieniać informacjami o "niewygodnych" sędziach i opracowywać "metody hejtu" na nich.

Po ujawnieniu afery Stowarzyszenie Sędziów "Themis" w piśmie do ministra sprawiedliwości dowodziło, że głównym przedmiotem działalności zarówno pani Emilii, jak i konta @KastaWatch na Twitterze było publikowanie w internecie informacji szkalujących i znieważających sędziów krytycznych wobec "dobrej zmiany". Mogli to robić prawdopodobnie w oparciu o dostęp do dokumentów m.in. z  akt personalnych sędziów.

Rzecznik dyscyplinarny dla sędziów problemu jakby nie widział. Kilka dni temu opublikował komunikat  w tej sprawie. "(...) informuję, że dotychczasowe czynności procesowe z udziałem przesłuchanych świadków, w tym sędziego Łukasza Piebiaka, nie dostarczyły faktycznych i prawnych podstaw do wszczęcia postępowań dyscyplinarnych i przedstawienia zarzutów dyscyplinarnych dotyczących przedmiotu czynności wyjaśniających" - napisał rzecznik Piotr Schab w swoim komunikacie.

Pobierz Aplikację TOK FM i słuchaj sprytnie:

DOSTĘP PREMIUM