"Boimy się śmierci i nie chcemy o niej rozmawiać". Prezeska fundacji Nagle Sami o tym, jak pomagać w żałobie

- Śmierć to temat, który jest za trudny dla wielu osób. Nie chcemy o tym rozmawiać - mówi w TOK FM Olga Puncewicz, prezeska fundacji Nagle Sami udzielającej pomocy ludziom w żałobie. Tym razem jednak organizacja sama znalazła się pod ścianą i apeluje o wsparcie finansowe.
Zobacz wideo

Olga Puncewicz jest założycielką i szefową fundacji Nagle Sami. Organizację założyła w 2011 roku, dwa lata po tym, kiedy straciła męża - Piotra Morawskiego, himalaistę. Mężczyzna zginął podczas wyprawy aklimatyzacyjnej na ośmiotysięcznik w Nepalu. Miał 32 lata. - Zginął nagle. Ani on, ani ja tego nie przewidywaliśmy. A jednak to się wydarzyło. I to, co dla mnie jest do nieodżałowania po tych 10 latach, to to że Piotr miał wielki potencjał, którego nie wykorzystał. Był bardzo zdolnym człowiekiem, nie tylko sportowcem, ale też naukowcem, bo zrobił doktorat z chemii fizycznej, robił piękne zdjęcia, świetnie pisał - wspominała na antenie TOK FM Puncewicz.

Po śmierci męża, kiedy już - jak sama mówi - postanowiła, że jednak "nie oszaleje" i będzie starała się normalnie żyć dalej, zaczęła pisać książki związane z himalaizmem. Były to między innymi wywiady z osobami, które - tak jak ona - straciły w górach kogoś bliskiego. Wymyśliła też memoriał imienia Piotra Morawskiego, który wspierał młodych himalaistów oraz fundację - jej najważniejsze zawodowe dzieło.

"Boimy się śmierci"

- Miałam taki pomysł, żeby w oparciu o swoje doświadczenie zbudować miejsce, które pomagałoby ludziom w żałobie. Czyli tym, którzy kogoś pożegnali, ale muszą żyć dalej - mówi. Jak dodaje, nie było wcześniej takiej organizacji w Polsce i nadal jej nie ma. Pewne grupy wsparcia, które próbowały kiełkować między innymi w Katowicach, szybko upadały.  

Puncewicz przekonuje, że w naszym kraju ludzie mają ogromny problem z tym, żeby mówić o śmierci i żałobie. Wstydzą się, unikają tego tematu, m.in. dlatego, że po prostu panicznie boją się śmierci. - Jest potrzebna głęboka zmiana społeczna mająca na celu zaakceptowanie faktu, że wszyscy jesteśmy śmiertelni i każdego z nas spotka kiedyś żałoba - podkreśla.  

- Śmierć to temat, który jest za trudny dla wielu z nas. Nie chcemy o tym rozmawiać - dodaje rozmówczyni Ewy Podolskiej. I podkreśla, że niejednokrotnie osoby, które utraciły kogoś bliskiego często nie mają się z kim podzielić swoimi odczuciami, bo nikt tego nie chce słuchać. Te braki starała się nadrobić właśnie jej fundacja.

Pomoc w żałobie i wsparcie fundacji

Nagle Sami pomaga psychologicznie - zarówno podczas konsultacjach indywidualnych, jak i w grupach.
- Bo ja bardzo wierzę w ideę wsparcia grupowego. Dzięki niej człowiek czuje, że nie jest sam. Po drugie widzi, że ktoś już jest kawałek dalej, co daje mu nadzieję - mówi. Oprócz tego, fundacja prowadzi telefon wsparcia, na który można dzwonić w dni powszednie od godziny 14 do 20.

W trakcie ośmiu lat działalności z pomocy psychologicznej w fundacji skorzystało siedem tysięcy osób. Powstały 33 edycje grup wsparcia dla osób w żałobie i każda z nich trwała przynajmniej rok. Zespół psychologów organizacji prowadził też interwencje wyjazdowe - było ich około 350.

Rozmówczyni Ewy Podolskiej przyznaje jednak, że jej organizacja boryka się z ogromnymi problemami finansowymi i potrzebuje pieniędzy na dalszą działalność. - Ze względu na brak środków musiałyśmy jakiś czas temu wprowadzić działalność odpłatną za konsultacje psychologiczne - mówi Puncewicz. Działania te - jak dodaje - okazały się jednak niewystarczające. - Doszliśmy do ściany - przyznaje prezeska organizacji.

Dlatego 29 października uruchomiona została publiczna zbiórka mająca na celu wsparcie fundacji Nagle Sami. Wszelkie informacje na jej temat można znaleźć na jej profilu na Facebooku.

Posłuchaj całej rozmowy! W Aplikacji TOK FM znajdziesz ją na telefonie:

DOSTĘP PREMIUM