Barack Obama nie chciał spać w pokoju prezydenckim, a Michael Jackson zażyczył sobie rzutki. O wyjątkowych gościach Hotelu Marriott

- Kiedy Barack Obama przyjechał do nas drugi raz, powiedział do mojej koleżanki "cześć Iwona". To było coś kapitalnego - wspomina w TOK FM Idalia Kostrzewska, dyrektor do spraw relacji z gośćmi w Hotelu Marriott.
Zobacz wideo

Hotel Marriott niedawno obchodził swoje trzydziestolecie. Jego oficjalne otwarcie nastąpiło bowiem 2 października 1989 roku. Przez ten czas zatrzymało się w nim wielu znamienitych gości, w tym znani aktorzy, reżyserzy, piosenkarze, sportowcy oraz czterech prezydentów Stanów Zjednoczonych.

- Wszyscy są dla nas bardzo ważni. Mamy wielką satysfakcję, że gościmy ludzi z całego świata. Jestem dumna, że przyjeżdżają do Warszawy, dobrze się tutaj czują. Jest wielkie szczęście także, jak do nas wracają - mówi w TOK FM Idalia Kostrzewska. Pracuje w hotelu od 30 lat i - jak przekonuje - jest to praca, w której każdego dnia dzieje się coś nowego i niejednokrotnie zupełnie niespodziewanego. - Często o przyjeździe ważnego VIP-a dowiadujemy się w ostatniej chwili, żeby informacja o tym nie przebiła się szerzej. Więc to naprawdę nie jest łatwe zadanie, żeby w ostatniej chwili zorganizować wszystko tak, aby gość czuł się u nas dobrze - stwierdza rozmówczyni Przemysława Iwańczyka.

Marriott znajduje się w samym centrum Warszawy, naprzeciwko Dworca Centralnego i Pałacu Kultury i Nauki. Ma 523 pokoje, które znajdują się od 21 piętra wzwyż. Posiada też 16 sal konferencyjnych.

Dlaczego prezydenci USA wybierają Hotel Marriott?

To w Marriocie zatrzymują się przeważnie amerykańcy prezydenci przy okazji wizyt w naszym kraju. Mieszkał tu Bill Clinton, George Bush, Barack Obama i niedawno - Donald Trump. Dlaczego delegacja USA wybiera to właśnie miejsce? Kostrzewska przyznaje, że prawdopodobnie jest to kwestia wieloletnich kontaktów i tego, że dwie pierwsze wizyty "były bardzo udane" - w związku z czym postanowiono tę współpracę kontynuować.

Dyrektorka podkreśla, że wizyty prezydentów USA są przygotowywane z bardzo dużym wyprzedzeniem. O wielu szczegółach - na przykład tego, w którym konkretnie pokoju będzie nocował przywódca - obsługa hotelowa (w tym ona) nie wie do samego końca. Bo wbrew temu, co być może wiele osób myśli - prezydenci Stanów Zjednoczonych nie śpią w tych samych apartamentach i w tych samych łóżkach. - Nie przebywają nawet na tym samym piętrze! - zaznacza Kostrzewska. I podkreśla, że wszystko ze względu na bezpieczeństwo.

Barack powiedział: "Cześć Iwona!"

Dyrektorka przyznaje, że wszystkie wizyty amerykańskich prezydentów pamięta, choć szczególnie utkwił jej w pamięci Barack Obama. Poprzednik Trumpa odwiedził Warszawę trzy razy (w maju 2011, w czerwcu 2014 i w lipcu 2016). - Miałam biuro razem z dyrektorką do spraw security. Była tak przejęta tymi wydarzeniami. W ogóle nie wychodziła z hotelu. Tu mieszkała, tu spała, ale fantastycznie to wszystko wypadło. A kiedy Barack Obama przyjechał do nas drugi raz, powiedział do niej "cześć Iwona". To było coś kapitalnego - wspomina Idalia Kostrzewska. Dodaje, że były prezydent zaproponował jej koleżance zrobienie sobie wspólnego selfie, "był bardzo otwarty i swobodny".

- I nie chciał mieszkać w apartamencie prezydenckim. Powiedział, że jest sam, bez żony i dzieci, i że ten pokój jest dla niego po prostu za duży - wspomina rozmówczyni redaktora Iwańczyka. Nie ukrywa, iż ma nadzieję, że Obama prywatnie i może tym razem z żoną oraz córkami pojawi się jeszcze w Marriocie.

Remont podłogi dla Michaela Jacksona

Pytana o wizyty innych VIP-ów, które zapadły jej w pamięci - Kostrzewska wskazuje rok 1996 i przyjazd Michaela Jacksona. Jak mówi, wizyta ta była bardzo nagłośniona, więc hotel był obstawiony fankami gwiazdora tak, że nie dało się z niego swobodnie wyjść ani do niego wejść. - Okrzyki były nieprawdopodobne. Ludzie po przeciwnej stronie nie mogli wręcz pracować, więc od razu było wiadomo, kiedy Jackson wyjeżdża z hotelu - wspomina.

Dodaje, że wokalista przebywał na 41 piętrze, gdzie nie dojeżdżają już windy. Zażyczył sobie, aby dostarczyć mu rzutki, którymi mógł się bawić. - Pamiętam też, że bardzo dużo ćwiczył, nawet po 4-5 godzin dziennie. Musieliśmy zrobić specjalną podłogę po to, żeby mógł ćwiczyć przed koncertem na Bemowie - opowiada Kostrzewska.

- Ja nie byłam absolutnie fanką Jacksona, ale po jego wizycie stałam się wielką - przyznaje gość TOK FM. - Przeczytałam mnóstwo książek, kupiłam płyty. Pamiętam, że dostałam specjalną kartę VIP na jego koncert. Miałam dwójkę dzieci i bałam się przyjść, ale zapewnił mnie, że w sektorze VIP nic mi się nie stanie. I po tym pierwszym koncercie wyszłam oczarowana. Pamiętam to, jak dziś - wspomina.

Dopytywana o niemiłe incydenty, Kostrzewska przyznała, że czasami takie się zdarzają, ale są niezwykle rzadkie i stara się o nich nie pamiętać. - Naprawdę 99 procent to te dobre historie - zapewnia. Twierdzi, że osoby znane, którym zdarza się robić awantury nieraz mają ku temu powody. Nie tak dawno jedna z gwiazd miała bardzo się zdenerwować, ponieważ przez 20 minut musiała czekać na szlafrok, bo "pokojówka się pomyliła".

Całej rozmowy z Idalią Kostrzewską w Aplikacji TOK FM posłuchaj na telefonie!

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM