Lekarze ze Wschodu uratują polskie szpitale? "W Niemczech, jeśli masz dyplom lekarza, nikt nie neguje tego, że jesteś lekarzem"

W pierwszej połowie 2019 roku tylko dziewięciu lekarzy zza wschodniej granicy dostało zgodę na pracę w Polsce. Andrei Trebukhouski, anestezjolog z Białorusi, który pracuje w Polsce od siedmiu lat, wyjaśniał w Pierwszym Śniadaniu w TOK-u jak wygląda proces nostryfikacji dyplomu lekarskiego. Według niego należałoby znaleźć sposób, aby uwzględniać doświadczenie, które lekarz zdobył, pracując w swoim rodzimym kraju.
Zobacz wideo

Izba Lekarska szacuje, że w Polsce brakuje około 50 tysięcy lekarzy. Czy w zapełnieniu luki pomóc nam mogą lekarze zza wschodniej granicy? Andrei Trebukhouski, anestezjolog z Białorusi, który pracuje w Polsce od siedmiu lat, zwracał w Pierwszym Śniadaniu w TOK-u uwagę na bardzo długi proces nostryfikacji dyplomu lekarskiego. W pierwszej połowie tego roku tylko dziewięciu specjalistów ze Wschodu dostało zgodę w na pracę w Polsce. 

W Niemczech proces jest krótszy

Nostryfikacja dyplomu lekarza gościa TOK FM trwała około roku. Jak tłumaczył, proces ten może opierać się na różnych zasadach. Może to być odrobienie różnic programowych: trzeba zaliczyć odpowiednie przedmioty i zdać z nich egzaminy. Może to być też przeprowadzone w formie specjalnego egzaminu, który odbywa się np. raz na pół roku. 

Osoba, która nie ma polskiego pochodzenia, musi także odbyć staż podyplomowy, który trwa tyle samo, co u polskich absolwentów - 13 miesięcy. Potem następuje zaś tak samo Lekarski Egzamin Końcowy. 

Ile to wszystko kosztuje? Jak przyznał nasz gość, za jego czasów był to koszt około 1000 zł, jednak mógł liczyć na zniżkę dzięki polskiemu pochodzeniu. Teraz należy przygotować się na wydatek cztery razy większy. 

Nie w każdym kraju jednak proces nostryfikacji dyplomu lekarskiego wygląda tak samo. Jak wyjaśniał rozmówca Piotra Maślaka, w Niemczech cała procedura trwa krócej. 

 - Tam, jeśli masz dyplom lekarza, nikt nie neguje tego, że jesteś lekarzem. Największe znaczenie mają opinie zawodowe. Sprawdzają, jak lekarz sobie radzi i jeśli wszystko jest w porządku, to dostaje papiery i może normalnie pracować. Czasem zajmuje to pół roku, ale trzeba wziąć pod uwagę, że od razu pracuje się jako specjalista - wyjaśniał  Trebukhouski.

Co można byłoby w Polsce uprościć?

Według lekarza trwający 13 miesięcy staż podyplomowy zdecydowanie mógłby zostać skrócony. - Jeżeli lekarz, który przyjechał, ma doświadczenie zdobyte już przez lata pracy to staż jest bardziej urlopem dla tego lekarza, a nie jakimś szkoleniem. Myślę, że rozsądnie byłoby wprowadzić jakiś egzamin podobny do Lekarskiego Egzaminu Końcowego. Jego zdanie świadczyłoby o tym, że człowiek posiada wiedzę i spełnia te wymogi, które spełnia lekarz, który skończył studia w Polsce i odbył staż podyplomowy - mówił Andrei Trebukhouski. 

Gość Piotra Maślaka podkreślił także, jak trudno jest uzyskać uznanie zrobionej za granicą specjalizacji. Podstawowym czynnikiem jest bowiem program specjalizacji, który musi być taki sam jak w Polsce. - Niestety nie jest on taki sam we wszystkich krajach. Na Wschodzie został stary system stopniowy. Lekarz miał pierwszy stopień, potem dopiero był drugi - specjalizacja - wyjaśniał anestezjolog z Białorusi.

Według niego należałoby znaleźć sposób, aby uwzględniać doświadczenie, które zdobył lekarz, pracując w swoim rodzimym kraju. 

Dlaczego lekarze ze Wschodu przyjeżdżają do Polski?

Pierwszym czynnikiem, na który wskazał gość TOK FM, były lepsze warunki ekonomiczne. Ale nie tylko o to chodzi. Na Białorusi służbę zdrowia darzy się dużo mniejszym szacunkiem. - Ze służby zdrowia zrobiono sługę: wszystko się pacjentowi należy, a pacjent czasem otwiera drzwi do lekarza nogą. W Polsce nie mogę narzekać na takich pacjentów. Jeszcze takich nie widziałem - podsumował Trebukhouski.

Rozmowy posłuchasz też wygodnie na telefonie dzięki aplikacji TOK FM. 

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM