Betonowe zapory, sztab z prawnikami i specjalistami od mowy nienawiści. Jak Warszawa przygotowała się do Marszu Niepodległości?

Ewa Gawor, dyrektorka Biura Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego w Warszawie zapewniła w TOK FM, że jest gotowa do rozwiązania Marszu Niepodległości, jeśli zajdzie taka potrzeba. Podkreśliła jednak, że nie będzie to prosta decyzja, bo ważne jest zachowanie proporcji. - Czy jedno hasło, jeden wybryk może spowodować rozwiązanie zgromadzenia, czyli podniesienie tak naprawdę ręki na wolności konstytucyjne? - zastanawiała się.
Zobacz wideo

W Poranku Radia TOK FM Jacek Żakowski zwracał uwagę na przygotowania stolicy do mającego odbyć się w poniedziałek 11 listopada Marszu Niepodległości organizowanego przez środowiska prawicowe. Na ulicach Warszawy ustawione będą m.in. betonowe zapory. 

Ewa Gawor, dyrektorka Biura Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego Miasta Stołecznego Warszawy podkreślała, że zabezpieczenia, w tym zapory, czyli tzw. jerseye, zostaną użyte na prośbę policji. 

- W zeszłym roku tak było, ale rozumiałam to bardziej, bo był marsz prezydencki. Szły w nim osoby ochraniane przez Służbę Ochrony Państwa i wtedy wydawało mi się, że to jest taka prośba SOP. Wtedy te przegrody były dla mnie bardziej zrozumiałe. Nie wiem, jaką wiedzą dysponuje policja, że Marsz Niepodległości będzie w ten sposób zabezpieczony - stwierdziła, dodając, że inne zgromadzenia nie są w taki sposób zabezpieczane. 

Jak mówiła, spowoduje to utrudnienia i koszty dla mieszkańców, ponieważ nie będą mogli poruszać się w centrum miasta ani własnymi samochodami, ani naziemną komunikacją miejską.
- Pierwsze zapory będą rozstawiane po 6 rano. Martwi mnie też to, kiedy one zostaną zdjęte - podkreśliła, zaznaczając, że w ubiegłych latach, po przejściu zgromadzenia przez dane miejsce, możliwie szybko otwierane były ulice. - Teraz trochę się o to boję, bo musi wjechać ciężki sprzęt i je podnieść - dodawała. 

Jeśli będzie trzeba, zgromadzenie zostanie rozwiązane

Do miejskiego sztabu organizowanego w związku z Marszem Niepodległości zaproszeni zostali prawnicy, przedstawiciele policji oraz specjaliści od mowy nienawiści. Szefowa BBiZK będzie obserwowała zgromadzenie także poprzez monitoring oraz dzięki informacjom od osób oddelegowanych do obserwacji przemarszu na miejscu. 

Prowadzący program pytał, czy Ewa Gawor jest gotowa do rozwiązania zgromadzenia, jeśli zajdzie taka potrzeba. 

- Przez 25 lat dwa razy zdarzyło mi się rozwiązać zgromadzenie. Jedno było związane właśnie z Marszem Niepodległości. Kiedy podpalono tęcze, kiedy napadnięto na squattersów, kiedy dwie minuty po rozwiązaniu zgromadzenia spalono budkę wartowniczą - przypominała. Wskazała jednak, że jej decyzja została później uchylona przez sąd, ponieważ nie udało się udowodnić, że sprawcy tych zdarzeń byli uczestnikami przemarszu. - To trochę podcina skrzydła, ale ja jestem urzędniczką, muszę kierować się literą prawa - podkreśliła.

Jak mówiła, będzie analizowała zachowanie uczestników na tegorocznym marszu, ale konieczne będzie określenie proporcji. - Czy jedno hasło, jeden wybryk może spowodować rozwiązanie zgromadzenia, czyli podniesienie tak naprawdę ręki na wolności konstytucyjne? A co zrobią osoby, które w nim uczestniczą i dowiedzą się, że zostało ono przez kogoś rozwiązane? To nie są proste decyzje - zastanawiała się, tłumacząc, że w przemarszu może wziąć udział nawet 40-50 tys. osób. 

Dziennikarz pytał, jakie mogą być przesłanki do rozwiązania zgromadzenia. Ewa Gawor wymieniała wśród nich mowę nienawiści, nawołujące do niej hasła, niesienie na transparentach znaków zakazanych prawem oraz zagrożenie dla zdrowia i życia. - Proszę mnie nie pytać, czy pięć czy dziesięć. To, co zobaczę, będę analizowała - zapewniła, wyjaśniając jak wygląda proces rozwiązywania zgromadzenia. Jeśli przedstawiciele miasta zauważą zachowania niezgodne z przepisami prawa, najpierw informują o tym organizatora zgromadzenia. Jeśli nie będzie on w stanie przywrócić porządku, wówczas powinien zwrócić się z prośbą o pomoc do policji. Jeżeli tego nie zrobi, organizator zostanie poinformowany o możliwości rozwiązania zgromadzenia. 

Dyrektorka zadeklarowała również, że w razie potrzeby jest gotowa rozwiązać Marsz Niepodległości, nawet mimo zapewnień policji, że winni zachowań niezgodnych z prawem zostaną przez nią zidentyfikowani i pociągnięci do odpowiedzialności. - Zrobiłam tak przy pierwszym i drugim rozwiązaniu zgromadzenia. Powiedziałam: koniec, już dalej nie mogę tego tolerować - podsumowała. 

Rozmowy posłuchasz także wygodnie na telefonie dzięki aplikacji TOK FM. 

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM