"Drwal to rzadki gatunek na wyginięciu". Czyli o trudnym losie polskich pilarzy

Warunki pracy polskich drwali są bardzo ciężkie, a wynagrodzenie marne - przekonywał w TOK FM Waldemar Spychalski ze Stowarzyszenia Przedsiębiorców Leśnych w Gołuchowie. - Sięgnęliśmy dna. Jak tak dalej pójdzie, to drwale nigdy więcej już nie wyjdą na ulice, ale grozi nam coś znacznie gorszego. Oni po prostu nie przyjdą do pracy - mówił.
Zobacz wideo

Waldemar Spychalski drwali określa "rzadkim i ginącym już gatunkiem" występującym w polskich lasach. Dopytywany zaznacza, że zdecydowana większość z nich nie jest zatrudniona w Lasach Państwowych, ale w prywatnych przedsiębiorstwach leśnych, tzw. ZUL-ach (Zakładach Usług Leśnych). Firmy te na bieżąco współpracują jednak z Lasami Państwowymi. - Leśnicy co roku przygotowują pakiety zadaniowe, które zostają ogłaszane na przetargach. Do przetargów stają firmy prywatne i one z kolei do wykonania tych zadań zatrudniają m.in. drwali - wyjaśniał Spychalski.

Jak dodał, według szacunków jest około 6 tysięcy prywatnych firm różnych wielkości, które zatrudniają około 30 tysięcy pracowników, w tym część to właśnie drwale.

"Gatunek na wyginięciu"

Dopytywany, dlaczego jest to - jak sam określił - "gatunek na wyginięciu" Spychalski wyjaśniał, że szukając zatrudnienia, ludzie biorą pod uwagę głównie pieniądze i komfort pracy. - A w lesie, wbrew temu, co się na ogół mówi, że jest świeże powietrze i śpiewają ptaszki, to praca jest ciężka i bardzo niebezpieczna. Warunki pogodowe są zmienne, a pracę wykonać trzeba, bo jeśli się nie wykona, to nie będzie pieniędzy - wyjaśniał gość TOK FM. Jak dodał, na rynku obecnie nie jest trudno znaleźć pracę, która będzie dawała i większy komfort, i wyższe wynagrodzenie. Dlatego przedsiębiorcom "bardzo trudno jest zatrzymać pracowników, nie mówiąc o pozyskaniu nowych".

Zdaniem Spychalskiego, "drwal powinien zarabiać przynajmniej średnią krajową" (czyli obecnie około 5 tysięcy złotych brutto). - To absolutne minimum za wykonywanie tak ciężkiej i niebezpiecznej pracy. - Natomiast środki, jakie przedsiębiorcy otrzymują od swoich zleceniodawców, czyli od Lasów Państwowych, są zbyt skąpe, aby tym wymaganiom sprostać - przekonywał.

Jak czytamy na portalu Praca.pl, mediana miesięcznego wynagrodzenia drwala wynosi 2810 zł. Jedna czwarta najlepiej opłacanych drwali osiąga pensję powyżej 3350 zł. 25 procent pilarzy zarabia poniżej 2230 zł brutto miesięcznie.

"Nie jesteśmy w stanie godziwie opłacić ludzi"

Wynagrodzenie drwali jest zależne od tego, ile za tak zwaną roboczogodzinę Lasy Państwowe w przetargach zaproponują przedsiębiorcom. Spychalski przekonywał na naszej antenie, że ceny te są bardzo niskie. - Doszliśmy do dna, bo w tej chwili ze środków, które leśnicy oferują przedsiębiorcom, nie jesteśmy w stanie godziwie opłacić ludzi - stwierdził, podkreślając, że apele w tej sprawie zarówno do dyrekcji Lasów Państwowych, jak i do rządu są wystosowywane od lat.

Głośny protest drwali miał miejsce w roku 2015. - Do samego końca trwały rozmowy, chcieliśmy zapobiec tym demonstracjom, bo nie na ulicy powinni nasi ludzie szukać chleba - mówił rozmówca Pawła Sulika. Przedsiębiorcy domagali się wówczas zwiększenia kosztów na prace przy pozyskiwaniu drewna od Lasów Państwowych o około 30 procent. Jak wyliczał, leśnicy płacili wówczas około 15 zł za godzinę, a drwalom zależało na wzroście do około 21 zł. Choć, jak czytamy w "Gazecie Wyborczej", która opisywała wówczas te protesty, "naukowcy z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu oszacowali, że roboczogodzina dla ZUL powinna wynosić 29 zł, a Państwowa Inspekcja Pracy uważa, że nawet 31 zł".

Spychalski podaje jednak, że protesty na niewiele się zdały. I choć koszty za pozyskanie drewna wzrosły o kilka procent na przestrzeni tych lat, to płaca minimalna i średnia wzrosły znacznie bardziej. A co za tym idzie - drwali jak nie przybywało w zawodzie, tak dalej nie przybywa. Według naszego gościa, sytuacji nie ratują nawet osoby z Ukrainy, bo one też starają się szukać na rynku atrakcyjniejszych ofert i znajdują je.

Co będzie, jak drwale odejdą?

- Jak tak dalej pójdzie, to drwale nigdy więcej już nie wyjdą na ulice, ale grozi nam coś znacznie gorszego. Oni po prostu nie przyjdą do pracy, bo im się nie będzie opłacało - stwierdził Spychalski. A przedsiębiorcy - jak dodał - nawet dysponując najlepszym sprzętem, bez ludzi sobie nie poradzą.

Dopytywany, dlaczego zawód drwala jest taki ważny, wskazał, że Lasy Państwowe pozyskują ponad 40 mln metrów sześciennych drewna rocznie, z czego maszyny (tzw. harwestery) realizują maksymalnie 40 procent.

- Resztę robią ludzie przy pomocy pilarek, więc jeśli teraz choćby połowa tych drwali by odeszła, to co zrobi polska gospodarka? Bo drewno jest potrzebne wszędzie. W wielu branżach nasza gospodarka bazuje na tym surowcu - stwierdził i przyznał na koniec, że dziwi się, że "leśnicy nie są w stanie wyobrazić sobie problemów", jakie mogą się pojawić, gdy drwale odejdą. - A odejdą na pewno - powiedział.

Całej rozmowy w Aplikacji TOK FM posłuchasz na telefonie!

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny