Nieoficjalnie: Stefan W. w chwili zabójstwa Pawła Adamowicza był niepoczytalny

Według nieoficjalnych informacji Radia Gdańsk Stefan W. w chwili zabójstwa prezydenta Pawła Adamowicza był niepoczytalny.

Radio Gdańsk powołuje się na informacje od obrońcy Stefana W. - Śledztwo powinno zostać zakończone i według mnie powinien być skierowany wniosek o umorzenie postępowania. Żadnych wątpliwości obrona nie ma i nie widzi podstaw, aby ta opinia mogła być wzruszona - powiedział radiu mecenas Artur Kotulski.

Prokuratura nie ujawnia na razie treści opinii biegłych odnośnie stanu zdrowia psychicznego Stefana W. Jak wskazuje rozgłośnia, jeśli faktycznie okaże się, że w chwili morderstwa prezydenta Pawła Adamowicza mężczyzna był niepoczytalny, to nie powinien być sądzony, a umieszczony w zamkniętym zakładzie psychiatrycznym.

Jak informowaliśmy na początku listopada prokurator nie uwzględnił wniosku obrońcy Stefana W., o przeniesienie go na oddział szpitalny. Mężczyzna przebywa w areszcie w Gdańsku

Zabójstwo Pawła Adamowicza

13 stycznia wieczorem 27-letni Stefan W. podczas gdańskiego finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy wtargnął na scenę i zaatakował nożem prezydenta Adamowicza. Na nagraniach pokazujących zdarzenie widać, jak napastnik przebiega przez scenę, podbiega do prezydenta Gdańska i uderza go nożem. Później, chodząc po scenie, podnosi w górę ręce w geście zwycięstwa. "Halo, halo. Nazywam się Stefan W., siedziałem niewinnie w więzieniu, Platforma Obywatelska mnie torturowała, dlatego właśnie zginął Adamowicz" – krzyczał ze sceny, zanim został obezwładniony – wynika z filmów, na których zarejestrowano zdarzenie.

Jeszcze w nocy ugodzony kilkukrotnie nożem Adamowicz przeszedł w szpitalu pięciogodzinną operację. Następnego dnia zmarł. Sekcja zwłok wykazała na jego ciele m.in. trzy głębokie rany – jedną zadaną w okolicy serca i dwie w brzuch.

Stefan W. został zatrzymany tuż po ataku na samorządowca. Postawiono mu zarzut zabójstwa z motywacji zasługującej na szczególne potępienie. Czyn ten jest zagrożony karą co najmniej 12 lat więzienia, 25 lat pozbawienia wolności, a nawet dożywocia. Stefan W. nie przyznał się do jego popełnienia. W chwili zdarzenia był trzeźwy, nie był także pod wpływem środków odurzających ani leków.

W Aplikacji TOK FM posłuchasz na telefonie:

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM