Pytlakowski o sytuacji w Koninie. "Wiemy na pewno, że ten strzał był niepotrzebny"

Wiemy na pewno, że ten strzał policjanta był niepotrzebny. Tamten chłopak nie stanowił zagrożenia publicznego, nie był ze środowiska konińskich bandytów - mówił w TOK FM Piotr Pytlakowski.
Zobacz wideo

W niedzielę wieczorem przed komendą policji w Koninie doszło do zamieszek. Kilkaset osób przyszło na protest po tragicznej śmierci 21-latka, postrzelonego 14 listopada przez policjanta. Zgromadzeni przed konińską policją przez kilkadziesiąt minut wznosili wulgarne okrzyki, rzucali w policjantów butelkami i kamieniami. Funkcjonariusze użyli gazu łzawiącego, była też oddana salwa ostrzegawcza z broni gładkolufowej. Policja zatrzymała siedem osób, w tym trzy nieletnie; wszyscy - jak poinformował PAP rzecznik prasowy konińskiej policji podkom. Marcin Jankowski - byli pod wpływem alkoholu. Trzech policjantów zostało rannych; obrażenia, jakie odnieśli, nie zagrażają ich życiu.

Odnosząc się do zdarzeń w Koninie Piotr Pytlakowski z tygodnika "Polityka" przekonywał, że w tej historii trzeba uniknąć pochopnych sądów. - Znaków zapytania jest bardzo dużo. Lepiej poczekać na wyjaśnienie wszystkich okoliczności. Wiemy za to na pewno, że ten strzał policjanta był niepotrzebny. Tamten chłopak nie stanowił zagrożenia publicznego, nie był ze środowiska konińskich bandytów – mówił dziennikarz.

Jego zdaniem, to co wydarzyło się w ubiegłym tygodniu w Koninie, jest "niewytłumaczalne". - Przypomina mi to sprawę Igora Stachowiaka, którego zaczynano zabijać już na ulicy, a potem na komendzie we Wrocławiu. Też dochodziło do niepokojów w mieście. Widać, że te bunty mają tendencję wzrastającą - ocenił Pytlakowski.

Jak przekonywał, policja ma jeszcze szanse wyjść z tej sytuacji z twarzą. - Ale potrzebna jest pełna jawność dla opinii publiczne. Wszystkie działania policji i prokuratury powinny być jasne, nie mogą pozostawiać żadnych wątpliwości – mówił dziennikarz.

Wskazywał także, że policjanci żalą się na poziom szkolenia ze strzelania. - Mówią, że mają słabe umiejętności. Jeżeli – tak jak w Koninie – policjant celował w nogi, a trafił w serce, no to albo z nim jest coś nie tak, albo z bronią – ocenił Piotr Pytlakowski.

Dodał, że problemem może być też mentalność funkcjonariuszy. - Ostatnio zbyt pochopnie sięga się po broń. Ci chłopcy z policji są ciężko przestraszeni, no bo ta broń jest rodzajem samoobrony. Nikt nie uczy funkcjonariuszy, że broń to ostateczność i są inne metody działania – podsumowywał Pytlakowski.

DOSTĘP PREMIUM