Fala wsparcia dla porzuconej Zosi. "Ojcowie chcą brać wolne w pracy, żeby przyjść i ją ponosić"

Dziewczynka, która tuż po porodzie została porzucona przez matkę, nadal przebywa w stołecznym Szpitalu Bródnowskim. Lekarze odbierają setki telefonów od ludzi, którzy proponują pomoc - część z nich deklaruje, że weźmie wolne w pracy, żeby kołysać dziecko.
Zobacz wideo

Matka, zaraz po porodzie, porzuciła ją w reklamówce w ogródkach działkowych na warszawskim Targówku. Płaczące dziecko zawinięte w reklamówkę usłyszał bezdomny. Na szczęście udało się na czas udzielić pomocy. Tak zaczęła się historia dziewczynki, którą od przewiezienia do Szpitala Bródnowskiego w Warszawie wszyscy nazywają Zosią. 

Od momentu gdy udało się ją uratować, minęło kilka tygodni, a dyrekcja szpitala opowiada nam, że dawno nie spotkała się z tak wieloma pięknymi gestami zupełnie obcych ludzi. Twierdzą, że w tej przykrej historii jest coś niezwykle pozytywnego. 

O dzieciach, które trafiają do szpitala znalezione na zewnątrz, mówi się "sopelki" - wszyscy w szpitalu wiedzą, że to hasło oznacza niezwykle poważną sytuację. Dyrektor Piotr Gołaszewski twierdzi, że Zosia od początku dawała dobre znaki. - Od razu było słychać wyraźny płacz. To znak, że dziecko oddycha i to pełną piersią - mówił w rozmowie z reporterem TOK FM. 

Dziewczynka jest zdrowa, a szpital zaczął odbierać setki telefonów, wiadomości. - Odzew jest ogromny, gigantyczny - mówi Gołaszewski. 

Część osób proponuje przekazanie ubranek czy kocyków. Ale zdarzają się też propozycje, przy których wszyscy w szpitalu się wzruszają. Na przykład, gdy dzwonią mężczyźni, którzy mówią, że sami są ojcami i wiedzą, jak pomóc.

- To poruszyło nas szczególnie. Mówili, że rozumieją, jak ważna jest obecność taty w życiu dziecka. I zaproponowali, że wezmą wolne i przyjdą ponosić i poprzytulać małą - relacjonuje Piotr Gołaszewski. 

Podobno takich telefonów są dziesiątki, a dyrekcja chce wszystkim podziękować. Pomocy - ze względu na bezpieczeństwo małych pacjentów przyjąć nie może, ale pracownicy szpitala twierdzą, że każdy taki sygnał dodaje skrzydeł. 

Na razie nie wiadomo, jakie będą losy małej dziewczynki - to jej matka musi zdecydować, czy zrzeknie się praw do dziecka, czy też zechce się nim opiekować. Na razie kobieta przebywa w areszcie - usłyszała zarzut usiłowania dzieciobójstwa. 

Z ustaleń śledczych wynika, że kobieta urodziła wcześniej dwójkę dzieci. W obu przypadkach zrzekła się praw rodzicielskich tuż po porodach. 

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM