Krzysztof Wielicki, którego "piekło nie chciało". "Jest ryzyko, ale nie może być ryzykanctwa"

- Miałem ten luck. Wielu przyjaciół go nie miało i nie ma już ich z nami - przyznawał w TOK FM Krzysztof Wielicki, jeden z najwybitniejszych himalaistów świata.
Zobacz wideo

W grudniu przyszłego roku może wyruszyć polska zimowa wyprawa na K2. W tym roku nasi wspinacze zrezygnowali ze zdobycia tej góry, bo najpierw chcą skompletować odpowiedni skład. - Musimy nad tym popracować, dać sobie więcej czasu. Musimy ruszyć wcześniej niż poprzednim razem, żeby mieć szansę na więcej okien pogodowych - przyznawał w TOK FM jeden z najwybitniejszych himalaistów świata i kierownik poprzedniej polskiej wyprawy na K2, Krzysztof Wielicki. Jak dodawał, już tej zimy niezdobyty dotąd o tej porze roku szczyt może szturmować dobrze znany w Polsce rosyjski wspinacz Denis Urubko. - On się wybiera w tamte okolice. Jeżeli zobaczy, że szerpowie jakoś przygotowują górę, to może się zdecydować - mówił gość TOK FM.

Bez ryzykanctwa

Wielicki wspominał okoliczności, w jakich w lutym 1980 roku, razem z Leszkiem Cichym, dokonali pierwszego zimowego wejścia na najwyższą górę świata Mount Everest. - Bardziej myślałem o tym, jak z niej zejść, bo byłem już odmrożony. To była taka wyprawa, jaka nigdy później mi się nie przytrafiła. Byliśmy wszyscy na jednym wozie, każdy za każdym, to był wspólny sukces - mówił Wielicki.

W tym tygodniu premierę miała biografia Wielickiego "Piekło mnie nie chciało". Jak przekonywał w TOK FM zdobywca Korony Himalajów i Karakorum (14 szczytów o wysokości powyżej 8 tys. m n.p.m.), w wielu wyprawach towarzyszyło mu po prostu szczęście. - Miałem ten luck. Wielu przyjaciół go nie miało i nie ma już ich z nami - mówił Wielicki, choć jednocześnie przyznawał, że w alpinizmie to nie jest najważniejsze. - Ten sport zasadza się na ryzyku, natomiast trzeba uważać, żeby nie podejmować ryzykanckich decyzji - wyjaśniał himalaista.

W XXI wieku Wielicki częściej pełni funkcję kierownika wypraw, a wspinanie zostawia młodszym alpinistom. Jak mówił w TOK FM, choć ten sport przez lata bardzo się zmienił, to nadal to człowiek jest w nim najważniejszy. - Można mieć najdroższy i najnowocześniejszy sprzęt, ale w końcowym rozrachunku to człowiek decyduje o sukcesie. To wszystko nabrało profesjonalizmu. Nie da się zdobyć niczego nowego w Himalajach podczas urlopu, trzeba się temu poświęcić w pełni - mówił himalaista.

Zdradził też kulisy funkcjonowania baz alpinistów. - Tam na górze marzy się o winie i zwykłej bułce z masłem. Jednak - oczywiście tylko w bazie, nie podczas wspinaczki - trochę mocniejszych trunków się pojawia. Zakrętka dobrego spirytusu do góralskiej herbaty bywała. Oczywiście, mówimy tutaj o nim jako o leku - podkreślał z przymrużeniem oka Krzysztof Wielicki.

Pobierz Aplikację TOK FM, słuchaj i testuj przez dwa tygodnie: 

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny