Krystyna Janda: Obowiązkiem każdego obywatela, który nie chce żyć w jakimś upodleniu, jest się odzywać

- Na najwyższe stopnie władzy i salony dostali się ludzie, którzy są po prostu zwykłymi, niewychowanymi chamami, brutalnymi kłamcami i to oni decydują o naszym życiu - mówiła w TOK FM Krystyna Janda, aktorka, reżyserka i dyrektorka teatrów.
Zobacz wideo

Krystyna Janda karierę rozpoczęła już w latach 70. Od tamtej pory gra nieprzerwanie zarówno w filmach, jak i na deskach teatrów. Jest dyrektorką artystyczną dwóch teatrów w stolicy - Teatru "Polonia" i Och-Teatru. Od kilku lat znana jest jednak nie tylko z działalności kulturalnej. Aktywnie udziela się w życiu społeczno-politycznym, komentuje bieżące wydarzenia, nie kryjąc krytycznego stosunku wobec obecnej ekipy rządzącej, ich działań i wyborców.

Janda o komentowaniu polityki: To po prostu wychodzi ze mnie

Pytana przez Przemysława Iwańczyka, czy dobrze jej w tej roli, przyznała, że "w ogóle się nad tym nie zastanawia". - Nie robię tego w sposób wykalkulowany. To po prostu wychodzi ze mnie, wyfruwa jak ptak. Tak chyba po prostu muszę, nie potrafię się powstrzymać - odparła.

Janda mówiła wprost, że to obecna sytuacja w kraju skłania ją do publicznego zabierania głosu. - Ja się po prostu nie zgadzam z sytuacją, która zaistniała po tych 30 latach demokracji i wolności - powiedziała. Podkreśliła, że minione 30-lecie uważa za duży sukces Polski i Polaków, którzy ciężko pracowali na to, by iść do przodu i rozwijać kraj. - I nagle jest cała wstecz. Ja nie mogę się z tym pogodzić - dopowiedziała.

Aktorka przypomniała, że większość swojego zawodowego życia przeżyła w socjalizmie, w którym obowiązywała cenzura. Przekonywała, że już wtedy mówiła to, co myśli o bieżącej sytuacji politycznej, za co nieraz ponosiła konsekwencje. - Miałam na przykład zakaz występowania w telewizji - podała.

W wolnej Polsce, po tym, jak premierem został Tadeusz Mazowiecki, Janda - jak sama przyznała - przestała się udzielać politycznie. Wierzyła, że to wszystko - nawet jeśli z pewnymi błędami czy potknięciami - idzie w dobrą stronę. - Uważałam, że demokracja musi sobie poradzić sama, a ja zajęłam się budowaniem fundacji, teatrów - wspominała. Dodała, stara się to robić dalej, ale jednak - jak wskazała - "pewna podstawa została zachwiana".

"Milczenie jest przyzwoleniem"

- Od pewnego momentu przestałam zupełnie akceptować to, co się dzieje. Przestałam zgadzać się na tę Polskę, która na nowo staje przed naszymi oczami. I zaczęłam protestować tak, jak dawniej - powiedziała. Aktorka mówiła między innymi o zmianach w systemie sądownictwa i wymiarze sprawiedliwości wprowadzanych przez Prawo i Sprawiedliwość. Podkreślała, że jej zdaniem "obowiązkiem każdego obywatela, który nie chce żyć w jakimś upodleniu, umęczeniu i nieprawdzie jest się odzywać". - Uważam, że milczenie jest przyzwoleniem - wskazała.

Dopytywana o to, jak - w jej opinii - zmienili się na przestrzeni lat Polacy, Janda zwróciła uwagę na polaryzację społeczeństwa, a także na niesprawiedliwość i zacietrzewienie wielu osób. - Ja rozumiem, że każdy ma prawo do własnego zdania, ale okazało się, że nie potrafimy tego zdania wypowiadać w sposób spokojny, logiczny. Że na najwyższe stopnie władzy i salony dostali się ludzie, którzy są po prostu zwykłymi, niewychowanymi chamami, brutalnymi kłamcami i to oni decydują o naszym życiu - mówiła.

- Dlatego stoję w konsternacji i nie bardzo wiem, jak mam się w tym wszystkim zachować. Gdzie mogę, tam protestuję - dodała.

W kontekście zmian polskiego społeczeństwa aktorka wyliczała też dobre strony, na przykład chęć pomocy innym, ofiarność, branie losu we własne ręce. Przyznała, że na swojej drodze wielokrotnie spotykała ludzi, którzy na przykład zakładali fundacje, by pomagać innym. Dodała, że wiele z tych osób obecnie boi się o los swoich organizacji, bo nie mogą one liczyć na żadne wsparcie ze strony państwa, a często wprost przeciwnie. - Powstał rozdział między tym społecznym ruchem a państwem i przykład pana Jurka Owsiaka i jego Orkiestry jest tu klasykiem - oceniła.

Przekonywała, że podobne mechanizmy zachodzą też w świecie kultury. - Jeśli nagle likwiduje się wszystkie zespoły filmowe i 150 milionów złotych polskiej kinematografii przeznacza się na zupełnie inną stronę - decyzją jednego człowieka - to mamy powrót do komunizmu, tamtych czasów i do cenzury - powiedziała; nawiązując w ten sposób do likwidacji Studia Filmowego TOR.

Janda, pytana o to, co w życiu było dla niej najważniejsze (niekoniecznie ze sfery zawodowej), odparła krótko: "Prawda i zgoda ze sobą". Powiedziała, że zawsze starała się otaczać ludźmi mądrymi, którzy w życiu wiele przeżyli, stworzyli i napisali. - Miałam grono osób z różnych środowisk, którzy byli dla mnie taką podstawą - mówiła. - Pewnego dnia powiedziałam do Magdy Umer, że to koniec, bo już teraz to my jesteśmy najstarsze i to do nas dzwonią z pytaniem, jak żyć. A my nie wiemy, jak im odpowiedzieć, bo same nie potrafimy sobie z tym poradzić - mówiła dalej.

Krystyna Janda nieraz zasłynęła kontrowersyjnymi wpisami w mediach społecznościowych. Szerokim echem odbił się między innymi ten, który udostępniła zaraz po wygranych przez PiS wyborach parlamentarnych - przedstawiający grafikę, na którym wyborców partii Kaczyńskiego porównuje się do prostytutek. O zachowaniu aktorki dyskutowali ostatnio w podcaście Sabat symetrystów Grzegorz Sroczyński i jego goście.

- To jest skandaliczne, że osoba publiczna robi takie rzeczy - stwierdziła Magdalena Biejat, posłanka Lewicy. - To jest zachowanie nieprzyzwoite, które wpisuje się w narrację PiS, że źli liberałowie pogardzają ludźmi. (…) Zresztą sam pomysł gardzenia drugą osobą za to, że ma inne poglądy albo że głosuję na kogoś innego niż ja, jest nieprzyzwoite - dodała.

W podobnym tonie wypowiadał się sam Sroczyński. Posłuchaj całej rozmowy - w Aplikacji TOK FM możesz to zrobić na telefonie!

DOSTĘP PREMIUM