Szczyrk w żałobie po tragicznej śmierci ośmiu osób. "To była rodzina z tradycjami narciarskimi, sportowymi"

Mieszkańcy Szczyrku są wstrząśnięci po tragedii, w której w wyniku wybuchu gazu zginęło osiem osób: dziadkowie, małżonkowie z trójką dzieci oraz kuzyn rodzeństwa. Miasto jest pogrążone w żałobie, na wielu domach wywieszono flagi przepasane kirem, u wlotu ul. Leszczynowej, gdzie doszło do eksplozji, mieszkańcy zapalają znicze, flagi państwowe w województwie śląskim są opuszczone do połowy masztu.
Zobacz wideo

Wojewoda śląski Jarosław Wieczorek zaapelował, by na znak żałoby 6 grudnia nie organizować hucznych imprez artystycznych i rozrywkowych na terenie województwa. Wojewoda wezwał, by godnie uczcić pamięć tragiczne zmarłych. Wszystkim organom administracji rządowej działającym w Śląskiem wojewoda polecił opuścić w piątek flagi państwowe do połowy masztu.

O wywieszenie przepasanych kirem flag państwowych, a także o powstrzymanie się do niedzieli od organizacji imprez o charakterze kulturalnym, rozrywkowym czy rekreacyjnym zaapelował wcześniej do mieszkańców Szczyrku burmistrz tego miasta Antoni Byrdy.

Po apelu burmistrza na domach m.in. przy głównej szczyrkowskiej ulicy - Salmopolskiej - już wczoraj wczesnym popołudniem pojawiły się pierwsze państwowe flagi z czarnymi wstążkami.

Mieszkańcy Szczyrku zwracali uwagę, że w liczącym 5,6 tys. mieszkańców mieście, w którym wszyscy się znają, żałoba zapadła niezależnie od apelu samorządu o uczczenie ofiar. Rodzina, która zginęła, była znana w świecie sportów zimowych.

Zginęli dziadkowie, małżonkowie, trójka dzieci i kuzyn

- Byli bardzo znani, lubiani. To była rodzina z tradycjami narciarskimi, sportowymi. Mieli rodzinny stok narciarski "Kaimówka", na którym, jak mam 40 lat, to przynajmniej 35 lat jeździłam. Mieli rodzinny interes, jedną z pierwszych wypożyczalni sprzętu narciarskiego sportowego, serwis sprzętu. Byli trenerami narciarstwa, snowboardu - wyjaśniała Sabina Bugaj, pracująca w miejskim ośrodku kultury, promocji i informacji.

W zniszczonym przez wybuch gazu trzykondygnacyjnym domu przy ul. Leszczynowej mieszkało dziewięć osób - dziadkowie, małżonkowie z trójką dzieci w wieku 3, 6 i 9 lat oraz kobieta z synem w wieku szkolnym. To właśnie ona w chwili, gdy doszło do tragedii, była poza domem - wracała z pracy. Jako jedyna przeżyła.

- Straciła syna, rodziców i kuzyna z rodziną. Nie może to do mnie dotrzeć... - mówiła w rozmowie z "Dziennikiem Zachodnim" jedna ze znajomych tragicznie zmarłej rodziny.

Prokuratura Okręgowa w Bielsku-Białej wszczęła już śledztwo pod kątem sprowadzenia zagrożenia życia i zdrowia wielu osób. Rzeczniczka prokuratury Agnieszka Michulec mówiła, że śledczy wstępnie przyjmują, iż powodem katastrofy jest uszkodzenie gazociągu, a następnie wyciek gazu, eksplozja i w efekcie pożar. W czwartek przeprowadzono wstępne oględziny zwłok. Teraz eksperci przeprowadzą ich sekcje.

Wybuch gazu w Szczyrku. Śmierć ośmiu osób

Pierwsze zgłoszenie o wybuchu gazu w domu w Szczyrku napłynęło w środę o godz. 18:26, a pierwsze jednostki były na miejscu 10 minut później. W czasie kilkunastogodzinnej akcji poszukiwawczo-ratowniczej, w której uczestniczyło kilkaset osób, w gruzach budynku znaleziono ciała ośmiorga ofiar: czworga dorosłych i czworga dzieci.

DOSTĘP PREMIUM