Prokuratorzy nadużywają aresztu tymczasowego. Ekspert: Drogi i niehumanitarny

- Jest to środek bardzo dotkliwy, więc powinniśmy go stosować tylko w wyjątkowych, uzasadnionych przypadkach, problem polega na tym, że ten środek stał się domyślny, a inne są stosowane, gdy ten nie może - tak a areszcie tymczasowym mówił na antenie TOK FM prezes Zarządu Fundacji Court Watch Polska
Zobacz wideo

W ostatnich dniach światło dzienne ujrzał raport Fundacji Court Watch Polska na temat aresztu tymczasowego. - Choć do 2015 r. liczba osadzonych malała, to w przypadku tymczasowo aresztowanych, trend się odwrócił. Od końca 2015 r. do końca 2018 r. Przybyło w polskich aresztach śledczych 3198 osadzonych. W tym samym czasie liczba odsiadujących karę pozbawienia wolności po wyroku spadła o 1619 osób. Do końca października 2019 r. Liczba przebywających w aresztach wzrosła jeszcze bardziej, aż do 8617 osób, i jest dwukrotnie wyższa niż 4 lata temu – cytował raport Paweł Sulik, prowadzący "Analizy" w TOK FM. Jak podkreślił, Polska jest praktycznie jedynym krajem w Europie, gdzie stosuje się areszt tymczasowy na taką skalę i pytał, z jakiego powodu tak się dzieje.

- Zafundowaliśmy sobie efekt wybuchowy. Do aresztu tymczasowego potrzebny jest wniosek prokuratura, a decyzję może podjąć tylko niezawisły sędzia. I tu jest problem - prokuratorzy składają więcej wniosków, a sędziowie nie zauważyli tego. Skąd tyle nowych wniosków? Prokuratura zmieniła nieco podejście, częściej decyduje się na zastosowanie, tego najcięższego izolacyjnego środka zapobiegawczego - komentował Bartosz Pilitowski, prezes Zarządu Fundacji Court Watch Polska. 

Jest szereg innych metod

Jakie prokuratura ma inne alternatywy? - Np. poręczenie majątkowe, dozór policji, czyli nakaz przebywania pod konkretnym adresem i policja to sprawdza, można zabrać podejrzanemu paszport. Jest szereg innych metod - tłumaczył dalej Pilitowski. 

Według niego wynika to z tego, że "z pragmatycznego punktu widzenia to środek idealny". - Taki człowiek nie popełni kolejnego przestępstwa, ani nie ucieknie, ani nie będzie nagabywał świadków, żeby zeznawali inaczej - mówił ekspert i jednocześnie dodał: Zarówno polskie prawo, jak i orzecznictwo Europejskiego Trybunału Praw Człowieka zwraca uwagę, że jest to środek bardzo dotkliwy, więc powinniśmy go stosować tylko w wyjątkowych, uzasadnionych przypadkach, problem polega na tym, że ten środek stał się domyślny, a inne środki są stosowane, gdy ten nie może. Powinno być odwrotnie.

Niehumanitarne i drogie

- Osadzenie następuje najczęściej na trzy miesiące. Zanim zostaliśmy jeszcze rzetelnie osądzeni. I tylko dlatego, że tak uważa sędzia, nie ma podanych, żadnych przesłanek - uważa Pilitowski. Przy czym - jak zaznacza -  bardzo często prawdopodobieństwo, że przestępstwo zostało popełnione, nie jest takie oczywiste. 

Z kolei w Europie do tymczasowego aresztu wsadza się na bardzo krótko - na czas przesłuchań, przeszukania domu. Pozostawić można jeśli jest zagrożenie, że komuś zrobi krzywdę. - U nas praktyka jest inna, trzyma się podejrzanego do końca procesu. Średnio przebywa ponad 8 miesięcy, w Anglii i Szwajcarii - 2 miesiące - porównał ekspert. 

Pilitowski podkreślił, że nie dość, że takie postępowanie jest niehumanitarne, to do tego jest drogie, bo kosztuje 3,5 tys. zł za jedną osobę miesięcznie. - Ciekawe czy ktoś z tych prokuratorów chciałby siedzieć i czekać, aż ktoś się zbierze i przesłucha świadka - spuentował. 

W zeszłym roku uniewinnionych osób, które siedziały w tymczasowym areszcie, było 103.

Pobierz Aplikację TOK FM, słuchaj i testuj przez dwa tygodnie za darmo:

DOSTĘP PREMIUM