Sędzia elekt TK: Chciałoby się powiedzieć "wybacz im, bo nie wiedzą, co czynią". Ale oni wiedzą

Prof. Andrzej Jakubecki w 2015 roku został wybrany przez Sejm na sędziego Trybunału Konstytucyjnego, ale prezydent do dziś nie przyjął od niego ślubowania. Profesor nie udzielał wcześniej wywiadów, zgodził się porozmawiać teraz z TOK FM.
Zobacz wideo

Prof. Andrzej Jakubecki w październiku 2015 roku został wybrany sędzią Trybunału Konstytucyjnego, przez Sejm poprzedniej kadencji, gdy rządziły jeszcze PO i PSL. Jest jednym z trzech legalnie wybranych sędziów - sędziów elektów - od których Andrzej Duda do dziś nie przyjął ślubowania. Ich prawidłowy wybór potwierdził TK w grudniu 2015 roku, uznając że wybór ten jest konstytucyjnie ważny i że prezydent ma obowiązek ich zaprzysiężenia. Tak się jednak do dziś nie stało.

Nowy Sejm na miejsce prof. Andrzeja Jakubeckiego, a także prof. Krzysztofa Ślebzaka i prof. Romana Hausera wybrał tzw. "sędziów dublerów". Gdy prezesem TK był jeszcze Andrzej Rzepliński, nie dopuszczał ich do orzekania. Nowa prezes - Julia Przyłębska - dopuściła.

Prof. Andrzej Jakubecki do tej pory nie udzielał wywiadów. Zgodził się teraz, po swoim udziale w debacie na Wydziale Prawa UMCS w Lublinie pt. "Wyrok TSUE i co dalej". Panel był zorganizowany przez Stowarzyszenie Iustitia i Stowarzyszenie im. prof. Zbigniewa Hołdy, a prof. Jakubecki był jednym z panelistów.

Zdaniem prof. Jakubeckiego najważniejsze dzisiaj pytanie, dotyczące tego, co dzieje się w sądach, brzmi: "jest sędzia czy go nie ma?". - Mamy do czynienia z powoływaniem sędziów na urząd przy udziale Krajowej Rady Sądownictwa, powołanej w sposób ewidentnie sprzeczny z konstytucją, na podstawie ustawy sprzecznej z konstytucją, przy nietransparentnej procedurze. Dlatego pytanie, czy osoby wyłonione w ten sposób są sędziami, jest pytaniem zasadniczym i podstawowym - mówi profesor. Jak dodaje, od odpowiedzi na to pytanie zależy, jak traktować orzeczenia wydane przez wyłonionych w tej procedurze sędziów.

W ocenie profesora, odpowiedzi mogą być dwie: łagodniejsza, gdy uznajemy, że mamy do czynienia z wadliwym powołaniem sędziego i bardziej kategoryczna, gdy zakładamy, że mamy do czynienia z osobą, która nie jest sędzią, choć jej powołanie stwarza pozory bycia sędzią.

Posłuchaj w Aplikacji TOK FM:

- Ja się skłaniam ku tej drugiej opcji, a u podstaw tego leży dorobek nauki procesu cywilnego, którą reprezentuję. Tradycyjnie przyjmowano, że udział w procesie cywilnym osoby, która nie jest sędzią prowadzi do wydawania tzw. orzeczeń nieistniejących - sentencia non-existence - mówi profesor. Nie kryje, że takie podejście jest druzgocące dla całego wprowadzonego przez PiS porządku prawnego, bo to oznacza, że będą istniały orzeczenia, które tylko z pozoru są orzeczeniami. Dlatego tak ważne jest, by jak najszybciej podjąć kroki, aby temu przeciwdziałać i by system naprawić.

W przepisach w ogóle nie ma odniesienia się do takiej sytuacji

Bo, zdaniem profesora, to, do czego doprowadzili rządzący, to patologia, do której nikt w żadnych procedurach się w żaden sposób wprost nie odnosił. - Zakładano, że jako sędziowie funkcjonują osoby powołane prawidłowo. Natomiast jeśli tak nie jest, to jest to patologia, a dla patologii jakichś szczególnych regulacji wprowadzać nie trzeba. A dziś mamy do czynienia z problemem systemowym - wyjaśnia Jakubecki.

Prezydent spotyka Kowalskiego i mówi "będziesz sędzią"

By rozwiać wszelkie wątpliwości, definicję sędziego zapisano nawet w kontrowersyjnym projekcie ustawy sądowniczej - tym, w którym mowa jest m.in. o drastycznych karach dla sędziów. Zgodnie z definicją, sędzią jest ten, kogo prezydent powoła na ten urząd. - Można byłoby powiedzieć, że jest to śmieszne, gdyby nie było straszne - mówi prof. Jakubecki.

Jak tłumaczy, zgodnie z tą - jak mówi - kuriozalną definicją, prezydent mógłby spotkać na ulicy Kowalskiego czy Nowaka, powiedzieć mu "Ty jesteś moim kandydatem na sędziego, zapraszam cię jutro do pałacu, złożysz ślubowanie". Czy taka osoba będzie sędzią? Kryteria z tego nowego przepisu są spełnione, ale przecież to kuriozum - tłumaczy profesor. I dodaje, że - wbrew absurdalnej definicji - kandydat na sędziego musi przejść procedurę zgodną z zapisami Konstytucji i ustaw.

"Mieliśmy z tym już do czynienia w PRL. Ewidentnie"

- Chciałoby się powiedzieć o projektodawcach "Wybacz im, bo nie wiedzą, co czynią". Ale oni wiedzą. Przeciętny uczeń szkoły średniej wie, czym jest trójpodział władzy i na czym polega niezależność i niezawisłość sądownictwa. Model, który wynika z projektu, jest modelem, z którym mieliśmy do czynienia w PRL. Ten projekt to najbardziej klasyczny przykład łamania trójpodziału władzy. Bardziej opisowego, bardziej charakterystycznego przykładu, na czym takie łamanie może polegać, trudno naprawdę wymyślić - dodaje nasz rozmówca. - Jeśli niszczymy trójpodział władzy, to budujemy państwo autorytarne - mówi stanowczo prof. Jakubecki

"Czy sędziowie dążą do anarchii? Przepraszam bardzo..."

Zdaniem profesora, projekt ustawy, która przewiduje karanie sędziów m.in. za wyrażenie własnego zdania, udział w sprzeciwie wobec łamania prawa czy zadanie pytania prawnego Sądowi Najwyższemu - jest nie do zaakceptowania. Jarosław Kaczyński w jednym z wywiadów stwierdził, że zmiany są niezbędne, bo to sędziowie dążą do anarchii. - Nie dostrzegam w tym środowisku jakichkolwiek działań, które byłyby przykładem dążenia do anarchii. Raczej upatruję przyczyny w rządzie, że doprowadza do anarchizacji wymiaru sprawiedliwości, do podziałów środowiska sędziowskiego i do tworzenia konfliktów. W ten sposób budować autorytetu wymiaru sprawiedliwości się nie da - mówi Jakubecki.

Wyrzucanie sędziów z zawodu? - Spuśćmy na to zasłonę milczenia. Za czasów komunistycznych takie rzeczy robiono w rękawiczkach, ale tego nigdy nie wywieszano na sztandarach - mówi profesor prawa. I dodaje, że dziś władza chce to robić oficjalnie, w myśl ustawy.

Profesor jest sędzią elektem TK. Prezydent go nie powołał

Czy żałuje, że podpisanej przez siebie roty ślubowania nie wysłał do Pałacu Prezydenckiego wtedy, gdy prezydent nie chciał go powołać? - Nie, nie żałuję. Jeżeli wchodzi się do takiej instytucji, to wchodzi się w świetle reflektorów, głównym wejściem, a nie wejściem kuchennym. A poza tym, jak się patrzy na to, co dziś dzieje się w Trybunale, to lepiej patrzeć na to z boku - dodaje nasz rozmówca.

Aplikacja TOK FM. Słuchaj i testuj przez dwa tygodnie.

DOSTĘP PREMIUM