Kupowanie żywego karpia to nie tradycja, a przyzwyczajenie z PRL. "Żeby karpik był świeży, wrzucano go do wanny"

- Czy wyobrażacie sobie państwo, że ciągniecie do domu na święta świnię, krowę, kurę, biegacie za nią, walicie młotkiem po głowie? Gdyby te karpie miały głos, niemożliwe byłoby, żebyśmy w ten sposób postępowali. Urządzamy we własnych domach rzeźnie - mówił w TOK FM Jacek Bożek z Klubu Gaja.
Zobacz wideo

Pod koniec września pojawiła się informacja, że Tesco Polska wycofuje się ze sprzedaży żywych karpi. Obrońcy praw zwierząt cieszyli się z tej decyzji, ale już w listopadzie okazało się, że żywego karpia będzie można nadal kupić od hodowców i producentów na parkingach sklepów tej sieci. 

Przedstawiciele organizacji walczących o poprawę losu ryb, Małgorzata Szatkowska z Compassion Polska i Jacek Bożek, szef Klubu Gaja, opowiadali w TOK FM o walce ze sprzedażą żywych karpi. - Czujemy się oszukani tą decyzją Tesco - mówiła Małgorzata Szatkowska i zachęcała do wysyłania do Tesco protestów.

Ze sprzedaży żywych karpi wycofała się sieć Auchan. Nie kupimy ich też w sklepach sieci: Biedronka, Lidl, Selgros Cash and Carry. Inne sieci nie zdecydowały się na wycofanie ze sprzedaży żywych karpi. Carrefour w komunikacie prasowym napisał: "szanujemy przekonania oraz potrzeby tych konsumentów, którzy zgodnie z polską tradycją, przed Świętami Bożego Narodzenia, chcą kupić w naszych sklepach ryby prosto z wody". Kaufland natomiast będzie sprzedawał żywe karpie w wybranych sklepach. 

Żywy karp na Wigilię to nie tradycja, tylko przyzwyczajenie

Jacek Bożek przypomniał, skąd się wziął w Polsce zwyczaj kupowania żywych karpi, podkreślając, że nie jest to żadna tradycja, tylko zwyczaj spowodowany zanikiem po II wojnie światowej możliwości połowu śledzia. - Flota bałtycka została po II wojnie światowej zniszczona i Hilary Minz, ówczesny minister handlu, zadecydował w latach 50., że na zakłady pracy będą rzucane żywe karpie - mówił szef Klubu Gaja, dodając, że w komunistycznych realiach nigdy nie było wiadomo, kiedy te karpie się pojawią, a w dodatku nie było lodówek w domach. - Żeby karpik był świeży, wrzucano go do wanny - tłumaczył Bożek, podkreślając, że kupowanie żywego karpia dziś to przyzwyczajenie z czasów komunistycznych.

Obecnie dzięki działaniom fundacji nie zabija się karpi na ulicach, na oczach dzieci oraz dzięki nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt, ryby hodowlane, w tym karpie zaczęto traktować jak inne kręgowce.

- Przełomem była kampania "Jeszcze żywy karp" przeprowadzona z celebrytami, aktorami. Ta kampania odbiła się ogromnym echem - opowiadał Bożek.

 

Według badań CBOS, przytoczonych przez prowadzącą audycję Ewę Podolską, 86 proc. Polek i Polaków popiera wprowadzenie zakazu transportu żywych ryb bez dostatecznej ilości wody umożliwiającej oddychanie.

Rzeźnia we własnym domu. Niepotrzebne, brutalne i głupie

- Czy wyobrażacie sobie państwo, że ciągniecie do domu na święta świnię, krowę, kurę, biegacie za nią, walicie młotkiem po głowie? Gdyby te karpie miały głos, niemożliwe byłoby, żebyśmy w ten sposób postępowali. To przyzwyczajenie jest niepotrzebne, brutalne i nieprawdopodobnie głupie. Kilka dni przed świętami Bożego Narodzenia urządzamy we własnych domach rzeźnie, nie wiedząc, że jest to przyzwyczajenie wyniesione z komunistycznej gospodarki niedoboru. Absurd tej sytuacji cały czas mnie zadziwia - mówił Jacek Bożek.

Małgorzata Szatkowska zwróciła uwagę na bardzo wysoki wzrost kortyzolu, hormonu stresu u ryb wyławianych, płukanych, transportowanych i ponownie wrzucanych do basenu w sklepie. - Ten cały proces jest olbrzymim okrucieństwem wobec tych zwierząt - mówiła przedstawicielka fundacji Compassion Polska, podkreślając, że karp może być sprzedawany w płatach, dzwonkach i nie jest w ogóle potrzebne dręczenie ryb w sklepowych basenach.

Co robić, kiedy widzimy w sklepie męczonego karpia?

Co zrobić jeśli zobaczymy w sklepie sytuację, która nas niepokoi - np. żywe ryby stłoczone w ciasnym basenie z małą ilością wody. Po pierwsze, warto porozmawiać ze sprzedawcą albo kierownikiem sklepu. - Jeśli widzimy, że łamane jest prawo, można wysłać zawiadomienie, można zrobić zdjęcie, można wezwać policję - radził Jacek Bożek, dodając, żebyśmy byli przygotowani, że możemy się spotkać z lekceważeniem ze strony policjantów. Podkreślił jednak, że w niektórych miastach strażnicy miejscy czy policjanci przeszli szkolenie z zakresu ochrony zwierząt i nie zareagują wzruszeniem ramion. - Każda państwa reakcja ma znaczenie dla przyszłości tych zwierząt - apelował szef Klubu Gaja.

Zrobić zdjęcia, nagrać wideo i zadzwonić na 112

O tym, co zrobić, kiedy widzimy sprzedaż karpi niezgodną z ustawą o ochronie zwierząt, mówiła także na antenie TOK FM Renata Markowska, która z ramienia fundacji Noga w łapę wygrała sprawę dotyczącą traktowania karpi w hipermarkecie E.Leclerc na warszawskim Ursynowie. W 2016 r. Sąd Najwyższy uznał, że karpie podlegają takiej samej ochronie prawnej jak pozostałe zwierzęta.

 

Jak tłumaczyła Markowska, na początku warto zrobić dokumentację zdjęciową czy wideo, następnie dzwonimy na numer 112 i zgłaszamy podejrzenie popełnienia przestępstwa, powołując się na Ustawę o ochronie zwierząt. Po przyjeździe patrolu trzeba zapytać o imię i nazwisko funkcjonariusza prowadzącego sprawę, warto zapisać numer patrolu, datę i godzinę przyjazdu. Następnie umawiamy się na złożenie zeznań i przekazanie materiałów. Przedstawicielka fundacji Noga w łapę radziła, aby w takiej sytuacji włączyć w postępowanie jakąś organizację zajmującą się ochroną praw zwierząt, która ma różne uprawnienia w postępowaniu karnym (np. uprawnienia do zażalenia, do składania dowodów, do uzyskiwania informacji o tym, co się dzieje w sprawie). 

Wytrwali mogą przyjść do sklepu w kolejne dni i sprawdzać, czy sytuacja się poprawiła, a jeśli nie, to czynność powtarzać. - Nie są to łatwe sprawy, odradzam wdawanie się w dyskusje czy to ze sprzedawcami, czy nieprzychylnymi innymi klientami - mówiła Renata Markowska.

Sieci handlowe reagują na negatywne komentarze w social mediach

- Możemy też komentować na fanpage'ach sieci handlowych. To jest coś, czego sieci nie lubią, bo jeśli jest wysyp negatywnych komentarzy na temat sprzedaży karpia i jeszcze pojawiają się zdjęcia, jak to wygląda, to wiadomo, że sieci muszą wtedy jakoś reagować - radziła przedstawicielka fundacji Compassion Polska.

DOSTĘP PREMIUM